Recenzje

Recenzja na dwa głosy: „Przyjaciel” Sigrid Nunez

"Przyjaciel" Wydawnictwo Pauza
Fot. Edyta Niewińska 

Przeczytajcie recenzję na dwa głosy – pisarki Edyty Niewińskiej i mój. Obie kochamy dobrą literaturę i lubimy o niej rozmawiać, wydobywając esencję z książek, którymi się wymieniamy.

„Przyjaciel” – opowieść o stracie, o przywiązaniu, o literaturze i o słowach, które nigdy nie ukoją smutku. Hołd, rodzaj żałoby? Czy może próba zmierzenia się z emocjami, które nie chcą się pomieścić w głowie? Na pewno doskonała literatura, stanowiąca przeciwwagę dla wciąż spłycanego głównego nurtu, pozwalająca czytelnikowi wypłynąć na szerokie wody refleksji, nawiązująca do najlepszych dzieł światowego kanonu.

Człowiek nie powinien liczyć na to, że pisanie ukoi jego smutek

Natalia Ginzburg

Małgosia: Ten cytat, który stanowi motto „Przyjaciela” autorstwa Sigrid Nunez (przetłumaczonego przez Dobromiłę Jankowską) jest podsumowaniem jednej z osi tematycznych powieści. Czy pisarz jest w stanie ukoić smutek, związany niemal syjamską więzią z właściwą temu zawodowi wrażliwością? Czy pisanie w ogóle może być lekiem na Weltschmerz, ból świata, który odczuwa tak wielu literatów? Wydaje się, że nie, choć usilne próby zrozumienia, skąd smutek się bierze, wytłumaczenia go sobie, przynoszą skutek uboczny w postaci literatury. Bez smutku, bez zanurzenia się w jego, nieraz mało przejrzyste, odmęty, nie powstałyby najdoskonalsze utwory.

Jednak głęboki smutek często prowadzi do depresji i jest jedną z jej składowych. A depresja to choroba śmiertelna.

I jako taka – może prowadzić do samobójstwa. Narratorka powieści „Przyjaciel” mierzy się z tym, z czym zwykle mają do czynienia osoby, które pozostawia za sobą samobójca – bliscy, rodzina, przyjaciele. Gdy umiera jej przyjaciel – tak jak i ona, pisarz, jest postawiona wobec poczucia straty, ale i winy, że nie dostrzegła oznak zapowiadających ten ostateczny krok. Tęskni i zastanawia się nad przyczynami podjętej przez przyjaciela decyzji, przeżywa traumę, która towarzyszy jej wiele miesięcy po jego śmierci.

Mierzy się z tym tak, jak na literatkę przystało – nawiązując do innych pisarzy-samobójców, tłumacząc wszelkie literackie konotacje tego wyboru, posługując się wybitnym intelektem i erudycją. Cierpi po swojemu, a osadzając swój smutek w szerszym kontekście – mierzy się z nim, czyniąc bardziej uniwersalnym, tym samym – bardziej zrozumiałym. Przygląda się swoim emocjom, dokonuje introspekcji, wierzy, że jej przyjaciel miał powody, by dokonać ostatecznego pożegnania ze światem. Obserwujemy jej dojrzewanie do zrozumienia, że życie może boleć za bardzo, nawet jeśli na co dzień nie widać, jak wiele kosztuje cierpienia. Że czasem jedyne, co możemy zrobić, to zaakceptować decyzję przyjaciela. I pozwolić mu odejść.

Edyta: Pisanie to dla pisarzy najprostszy i łatwo dostępny sposób na mierzenie się z własnymi emocjami. Nie ma w tym nic złego, pod warunkiem, że nie publikujemy wszystkiego, co wyszło spod naszego pióra pod wpływem emocji. Scenę, w której bohaterka prowadzi warsztaty pisania jako formę autoterapii dla uczestników, odczytuję symbolicznie. 

„Przyjaciel” to dla mnie literatura na meta poziomie. Czy jest dobrze zredagowanym zapisem przeżyć autorki, czy wymysłem znakomitej pisarki? Nie ma to dla mnie znaczenia, bo od pierwszej linijki zatapiam się w tej lekturze, pochłaniam ją całą sobą. Dla mnie, pisarki i posiadaczki (aktualnie) czterech kotów to lektura wymarzona. Nawet przez chwilę nie przyszło mi do głowy „Mogłabym to napisać”, za to dziesiątki razy myślałam „Mam dokładnie tak samo”. Intertekstualność, ogromne zagęszczenie cytatów i odniesień do innych dzieł literatury jest dla mnie jak woda na młyn. Odnajduję w tym mój własny tok myślenia, postrzegania i odbierania świata. Dzięki tej książce czuję się trochę bardziej „na miejscu” w rzeczywistości, która nie lubi ludzi wychodzących „za linię”. Czuję wdzięczność za tę powieść i za to, że trafia ona do szerokiego grona czytelników. Czuję bliskość z autorką, rozumiem jej dylematy. Uwielbiam jej psa i właściwie razem z nią przeżywam żałobę. Tak właśnie działa dobra literatura.   

Pisarstwo to nie zawód, lecz powołanie do nieszczęścia

Małgosia: Dzięki narratorce i jej rozważaniom odbywamy niesamowitą podróż po wielu literackich ścieżkach – poznajemy nie tylko dzieła, ale i myśli wybitnych autorów, między innymi Coetzee, Rilke, Woolf i wielu, wielu innych. Poznajemy ich opinie na temat pisania – pisania nie tyle jako zawodu, lecz styli życia, który może być traktowany nie jak wybór, lecz klątwa. Dowiadujemy się, jak wiele jest w literackim środowisku niedobrych emocji, ile w nim pragnień, zawiści, obsesji… ile pod gładką powierzchnią literackich pereł kryje się kompleksów i wątpliwości, ile tam smutku, łez i samotności. „Skąd wam wszystkim przychodzi do głowy, że być pisarzem to coś wspaniałego?”, mówi jeden z bohaterów rozważań narratorki. Tak oto powieść o pisarzach nie zostawia cienia wątpliwości – pisanie, choć nader kuszące, nie jest sposobem na wieczną szczęśliwość, przeciwnie – naraża na nader częste zanurzanie się w oceanie smutku. I z tego powodu czyni ten zawód niebezpiecznym dla zdrowia.

Edyta: Zdaję sobie sprawę, że tok myślenia bohaterki, a zarazem rodzaj narracji tej książki, jest dość nietypowy. Mam jednak wrażenie, że zarówno ja, jak i wielu czytelników, odetchnie wreszcie z ulgą, znajdując w nim swoje lustrzane odbicie. Podoba mi się wielowątkowa, czasem wręcz „rwana” narracja. Podążam za nią z łatwością. Myślę, że można tę powieść czytać wielokrotnie, jednocześnie za każdym razem odkrywając inny jej wymiarz. 

Trudne emocje – ból, żałoba, budowanie nowej relacji – rzadko znajdują swoje odzwierciedlenie w literaturze w tak delikatnej formie, bez epatowania dramatem, ale też bez przegadania. W miejsce wewnętrznego dialogu, który pewnie dla większości czytelników nie wniósłby nic nowego, dostajemy misternie utkaną sieć odniesień i powiązań, która łączy nas wszystkich ze światem, a zarazem łączy nas w jeden, współodczuwający organizm. Tym bardziej, że ogromna erudycja autorki nie przytłacza ani nie zawstydza, staje się za to swoistym przewodnikiem po literaturze, który zarazem może stać się inspiracją do sięgnięcia po lektury, o których wcześniej nie słyszeliśmy.    

Nigdy bez ukłucia w sercu nie wysłuchałam informacji, że znowu się zakochałeś, nie potrafiłam też zdusić radości za każdym razem, gdy mówiłeś, że z kimś się rozstajesz.

Małgosia: Nie wiem, czy podziwiam narratorkę, czy jej współczuję – związała się na całe życie z mężczyzną, który ofiarował jej jedynie przyjaźń. Czy to praktyczne, czy to pożyteczne, chciałoby się zapytać, parafrazując Szymborską. I samo się nasuwa pytanie: czy obustronna przyjaźń między kobietą i mężczyzną jest możliwa, czy jednak zawsze jedna strona oczekuje „czegoś więcej”? Szkoda mi jest bohaterki, ale z drugiej strony chwała jej za bezinteresowną, głęboką przyjaźń, która nie zadaje pytań, która jest. Która wybacza, rozumie i słucha. I ciągle mnie nurtuje pytanie, dlaczego nie mogli być razem – czy coś im kiedyś umknęło? A może właśnie ta przegapiona miłość stała się przyczyną wielkiego smutku, który finalnie doprowadził pisarza do tragicznego wyboru?

Edyta: Mam wrażenie, że bohaterka wybrała mężczyznę chronicznie niezdolnego do nawiązania trwałej relacji miłosnej i rozumiejąc tę niezdolność, wybrała zarazem jedyną możliwą formę więzi, jaka mogła ich połączyć. To historia, która nie może mieć happy endu i oboje o tym wiedzą. Jednocześnie mam chwilami wrażenie, że mężczyzna, za którego obecnością tęskni narratorka, wykorzystał ją aż do samego końca. Ich relacja jest jednostronnie wzbogacająca – bohaterka wkłada wiele wysiłku, żeby jak najmniej cierpieć, wynajdując sobie wyrafinowane sposoby kojenia bólu. Ostatecznym, najbardziej wymagającym sposobem, staje się przygarnięcie psa, które przyprawia jej kłopotów, ale także pozwala do końca przeżyć żałobę. Nie tylko w znaczeniu symbolicznym, ale też dosłownym. 

Relacja bohaterki ze zmarłym przyjacielem jest dla mnie okrutna. Rozumiem powody obu stron, widzę jasno wartość tego, co stworzyli i to, co mogli sobie zaoferować. A jednak, w ostatecznym rozrachunku, czuję sprzeciw przed idealizowaniem mężczyzny, który kobiet używa do zaspokajania swoich potrzeb. I smutno mi, że tak wrażliwa, inteligentna kobieta, jak bohaterka, daje na to w swoim życiu przyzwolenie. Dla nie ta opowieść to także historia o tym, jak kobiety, uwikłane w społeczne powinności, dają się wykorzystywać. To historia o nieumiejętności bycia asertywną i o tym, że zwierzę stać na bezwarunkowe uczucie, człowieka zaś często niestety nie. 

Stopień rozwoju cywilizacji wyraża się stosunkiem człowieka do zwierząt

Ghandi

Małgosia: Jedno jest pewne: nic nie uchroniło pisarza przed samotnością, nawet relacja z „najlepszym przyjacielem człowieka”, przygarniętym z ulicy dogiem zwanym Apollo. To wspaniałe, majestatyczne, spokojne zwierzę po śmierci swego pana zmieniło się w kupkę nieszczęścia. 

Przygarnięte przez narratorkę z poczucia odpowiedzialności i lojalności wobec przyjaciela, stało się jej wybawieniem przed samotnością. Trzeba go było przecież oswoić, wyprowadzać, zająć się jego stanem psychicznym i zdrowiem. Trzeba było zaskarbić jego zaufanie i dać delikatnie do zrozumienia, że jego pan odszedł na zawsze. 

I ten właśnie pies, być może tytułowy „Przyjaciel” jest, moim zdaniem, najczystszym i najpiękniejszym uosobieniem uczucia, które łączyło dwoje ludzi. Jest przedłużeniem życia swojego pana i jego prezentem z zaświatów. Jest nareszcie najdoskonalszą formą pożegnania.

Spojrzenie w oczy zwierzęciu, które całe jest oddaniem, choć przedłuża smutek, również go koi. Znaczy więcej niż tysiąc słów, którymi narratorka radzi sobie z traumą. Jest lekiem, powodem, by żyć dobrze i dbać o siebie, jest pretekstem do miłych wspomnień i pogodnych skojarzeń. 

To uosobienie przyjaźni, która przetrwała śmierć, a empatię uczyniła silniejszą więzią niż miłość.

Edyta: Przyjaciel bohaterki porzuca kobiety z taką samą bezwzględnością, z jaką porzuca przygarniętego psa. Wszystkie jego byłe żony nie są w stanie zająć się zwierzęciem. Człowiek, który żadnej z nich nie dał niczego wartościowego, nie może przecież oczekiwać przysługi. Ostatecznie psa przygarnia bohaterka powieści. Nie z żalu dla psa, ale dlatego, że pomimo specyficznej osobowości przyjaciela, udało jej się wynieść z tej przyjaźni tyle, że w ostatecznym rozrachunku czuje do niego wdzięczność. A może dlatego, że w jej naturze leży – podobnie jak w naturze psa – bezwarunkowe przywiązanie? 

Najbardziej w tej historii ujmuje mnie opowieść o budowaniu relacji pomiędzy dwiema głęboko zranionymi istotami, obiema porzuconymi przez tego samego człowieka. Nie chcę oceniać, czy samobójcza decyzja właściciela psa była słuszna. Obserwuję jednak jej rezultat i to, jak miłość potrafi ukoić ból. Zaufanie, którego zabrakło w relacji bohaterki z jej przyjacielem, rodzi się w relacji ze zwierzęciem. W obliczu decyzji ostatecznych, chwytamy się tego, co wniesie do naszego życia wartość. Trauma i przepracowanie bólu może stać się darem, kiedy towarzyszy nam w tym procesie prawdziwy przyjaciel. Nawet, jeśli nie jest on w stanie wypowiedzieć ani słowa. Może właśnie dlatego, że nie jest w stanie wyrazić werbalnie swojego bólu, wspólnie przeżywany ból znajduje swój kres. Kres, który może stać się zarazem początkiem wyzwolenia. 

Cytaty, o ile nie zaznaczono inaczej, pochodzą z książki „Przyjaciel” wydanej w Wydawnictwie Pauza.


Edyta Niewińska

autorka trzech powieści: „Kosowo”, „Levante”, „Pod powierzchnią”. Prowadzi swój fanpage oraz, wraz z Małgosią Żebrowską, grupę Pisarskie Olśnienia.

Dla portalu Zupełnie Inna Opowieść prowadzi cykl wywiadów z polskimi pisarkami oraz pisze recenzje dobrych książek. Dla polskich magazynów z pasją opisuje swoje podróże. Uczy pisania książek, prowadzi literacki mentoring, jest ekspertką kreatywnego pisania. Z wykształcenia socjolog sztuki, z zamiłowania trenerka międzynarodowych organizacji pozarządowych. Na stałe mieszka w Andaluzji, choć przez większość czasu prowadzi nomadyczny tryb życia. Nie lubi słów „muszę”, „to się nie uda” i „niemożliwe”, lubi za to wyzwania i eksperymenty. Wielbicielka kultury flamenco, andaluzyjskiego sherry, pieszych wycieczek i jogi.

Dołącz do grupy Pisarskie Olśnienia, jeśli jest Ci bliskie pisanie kreatywne i chcesz sprawdzić, co ciekawego dzieje się w naszej społeczności pisarskiej.

Zaglądaj na fp Pełni, by na bieżąco podglądać, co się dzieje w moim świecie oraz inspirować się twórczym życiem, a czasem po prostu pogadać.



Nie ma jeszcze komentarzy

Zostaw komentarz

Accessibility
Font Resize