Dla artystów

„Taniec Eleny” na bis

Autorka obrazu: Bożena Bieleniewicz, Vedic Art
Na początku była muzyka – obezwładniająca, przynosząca miliony myśli i skojarzeń, nie dająca o sobie zapomnieć. Dopiero gdy napisałam opowiadanie, „Taniec Eleny” zostawił mnie w spokoju.

Jednak postawił warunek: nakazał mi zainfekować sobą innych…

Co też uczyniłam: w tym wpisie zaprosiłam znanych mi artystów słowa i obrazu o wysłuchanie „Tańca Eleny” i stworzenie dzieła, które ta melodia zostawiła w ich duszach.

Oto efekt naszej współpracy:

Wiersz Janusza Muzyczyszyna:

Iść, iść, ciągle iść
nie szukając celu
o przyszłość nie martwić się
nie wstrzymywać biegu

brać, brać, życie brać
póki sił ci starczy
nie myśl o przeszłości swej
nie wrócisz na tarczy

tańcz, tańcz, razem z nią
czuj jak serce bije
wyrzuć smutki swoje precz
tańcz z nią póki żyjesz

kochaj, kochaj ją
zamknij ją w ramiona
uwierz, uwierz w to
że miłość śmierć pokona

śnij, śnij, długo śnij
o takiej miłości
a gdy już obudzisz się
wróć do codzienności

Zapraszam na bloga Janusza po więcej poezji i wartościowych tekstów: www.muzyczyszyn.pl

 

Opowieść Anny Judge, pisarki:

Delikatne krople deszczu uderzają o szybę. Nabierają mocy i spływają. Dlaczego płyną zawsze w dół? Co je przyciąga? Czy tylko grawitacja? Nadchodzi wiatr i stara się oderwać te małe drobiny od śliskiej szyby. Nie dają się! Niektóre rozmazują się, ale i tak podążają w wyznaczonym kierunku. W dół. Te rozmazane łączą się ponownie z innymi małymi siostrami by ponownie nabierać mocy. Przyspieszają. Ciężar pomaga im podążać wyznaczoną ścieżką. Obciążone bezmiarem płynącej z nieba wody drwią sobie z wiatru. Uciekają przed nim. Bawią się w berka na płaskiej szybie.
Zuzanna czuje ich energię. Przygląda się im w zamyśleniu. Oderwana od trosk, chce zapomnieć co się stało wczorajszego dnia. Zabrano jej ukochaną babcię do szpitala zamkniętego! A przecież rozmawiała z nią normalnie. Nic nie wskazywało na to ,że kobieta ma problem z jaźnią.
– Nie martw się kochanie, wrócę. Wrócę tu do ciebie. Mam ważne wiadomości dla ciebie słoneczko. Musze ci je przekazać duszko kochana. Nie płacz.
Stara kobieta głaskała włosy wtulonej w nią dziewczynki.
Zuzanna czuła jak pokój zaczyna wirować wypełniony niespotykaną energią. Czy to krople deszczu wypełniły przestrzeń? Czuła jedynie ,że musi wstać. Oderwać nos od szyby i poruszać stopami.
Mamy nie było w kuchni. Dziewczyna odsunęła więc stół i zrobiła sobie więcej przestrzeni. Jakby czuła ,że to co za chwilę zrobi, tego terytorium właśnie wymaga .
Poczuła się tą małą kropelką deszczu na szybie. Poczuła jej początkowo słabą, ale narastającą moc.
Kręciła się coraz szybciej i szybciej. Nie odczuwała zawrotów głowy , tylko przepełniającą ją radość. A radość przeradzała się w zrozumienie. Świadomość ta dawała jej pełnię. energię. Wirowała. Niczym derwisz. Z zamkniętymi oczami. Złożyła ręce na dziewczęcych jeszcze piersiach i kręciła się i kręciła…Odchyliła głowę. Zamknęła oczy. Całym jestestwem przesiąkała mocą i witalnością. Nie czuła już smutku. Dynamika i sprężystość ruchów otulała ją płomieniem radości, ogniem rozpalającym się najpierw w niej a później w otoczeniu. Czuła ,że pochłania iskry witalności drzemiące w każdym otaczającym ją przedmiocie. Czuła się silniejsza, pełniejsza ich bytami.
Uniosła ręce wysoko nad głową. Chciały szybować ku górze. Rozczapierzyła palce dłoni w geście przyjmowania.

Link do strony autorskiej Ani na facebooku: Anna Partyka-Judge

Refleksyjna opowiastka Justyny Karolak, pisarki, redaktorki, nauczycielki pisania, przewodniczki i mentorki:

I kiedy królewna, przez nikogo nieproszona, raptem wbiegła na sam środek sali – krokiem zwiewnym, a jednocześnie twardym, jakże zdecydowanym – pozostałe na parkiecie taneczne pary pogrążyły się w zawstydzającej inercji, potulnie odsunęły na bok…

 

„Instynktownie zatrzymaliśmy się pod kryształowymi ścianami, czyniąc dla niej miejsce, nagle niepewni niczego – zrelacjonowano później z wyraźnym zakłopotaniem. – Ona swoim gwałtownym tańcem przywiodła do nas niepokój, ale…

…nikt nie chciał jej przeszkodzić, powstrzymać. To prawda, że nie wypadało tańczyć samej, jednak… w swoim tańcu była i ładna, i bezwiedna. Patrzyliśmy na nią nieśmiało, przy zachwycie zarazem zmieszanym z dziwnym lękiem”.

Nie pamiętała, dlaczego to zrobiła – a może po prostu nie chciała się przyznać, dlaczego? Powiedziała tylko: – Przepraszam… choć nie wyglądała na skrępowaną, na poczuwającą się do winy. Odmówiła dalszych wyjaśnień – zwyczajnie odeszła, zamknęła się w swojej sypialnej komnacie.

Wtedy, tamtego wieczora w sali królewskiej pełnej światła, jadła i wykwintnych trunków – poruszała się, tańczyła chaotycznie, co też zdało się wyzywające. Jednocześnie w wyzwaniu królewny zabrakło bezwstydności: tańczyła ślicznie – pląsała jak niczego nierozumiejąca dziewczynka, lecz przecież była już kobietą…

Niepotrzebnie poluźniła sznurowanie gorsetu… nie zdjęła jednak pantofli. Tańczyła naraz – i rozchełstana, i ubrana. Ona: kobieta. Nie królewna.

Linki do przestrzeni, w których znajdziesz Justynę:

Blogi: Karolakowo.pl, Toster Pandory

Fanpage: Justyna Karolak

Grupa: Redaktorzy, edytorzy, pisarze i inni

Opowiadanie Anny Stranc, które jest częścią dłuższej historii. Całość możecie śledzić u Ani, na jej blogu, Lubisłowa i fanpage pod tym samym tytułem.

Taniec

Doktor Ryszard nazywany przez swoich pacjentów Rysiem lubił słuchać muzyki. Chodził w byle jak narzuconym na siebie białym fartuchu z kieszeniami wypchanymi, między innymi, empetrójką i słuchawkami. Zazwyczaj do każdego pacjenta dołączał muzykę. Wyobrażał sobie dany przypadek chorobowy poprzez dźwięki.
Melodia pozwalała mu lepiej rozumieć psychiczne słabości pacjenta, choć nie zawsze. Zdarzały się choroby, do których wybrane przez niego brzmienie pasowało, a jednak Ryś nie potrafił pomóc. Owszem przepisywał leki, ale czuł, że one nic nie zmienią. Młodej dziewczyny czy chłopaka nie da się z psychozy wyciągnąć.

Ryś siedział na zamkniętym oddziale szpitala psychiatrycznego o różnych porach dnia i nocy. Poza tym przyjmował chorych nastolatków i dzieci w swojej prywatnej przychodni. Gdyby miał rodzinę, rzadko spędzałby z nią czas. Praca stanowiła jego pasję i wypełniała mu życie. Z trudem znajdował chwile dla swojej samotnej matki. Może i dobrze, bo i tak z mamą się nie rozumieli, jedynie tolerowali.

Słuchał Tańca Eleny Lorenca, gdy na oddział przywieziono Kornelię. Spojrzał na nią i już wiedział, że muzyka oddaje nastrój chorej i klimat choroby.

Widział w wyobraźni jak dziewczyna powoli wchodzi w żywioł demonicznego tańca. Na początku jeszcze można ją chwycić, powstrzymać, żeby nie uległa natrętnej melodii. Potem już się nie da. Kornelia rozpuszcza swoje długie ciemne włosy. Zaczyna kręcić się w kółko. Płomienie rytmu wspinają się po jej stopach coraz wyżej, aż ogarniają ją całą. Dawna Kornelia znika na zawsze i jednocześnie powstaje nowa, nieprzewidywalna, zagmatwana i dzika dla samej siebie i dla innych.

– O boże – wzdycha Ryś – jak ja ci pomogę, jak podam rękę. Czy nie uciekniesz jak ćma z powrotem do swojej lampy?

Ryś zaaplikował dziewczynie środek uspakajający w zastrzyku. Zapadła pozorna cisza. Martwa, gniewna, nieposłuszna. Ryś wiedział, że choroba nie odpuści. Taniec powróci. Prędzej czy później zabije Kornelię swoim rytmem tak jak w małym domu pod lasem zabił Elenę. Ona też była aż do bólu normalna. Spokojna, grzeczna, uległa. Słuchała matki, fanatycznej, szalonej katoliczki. I nagle ktoś lub coś zanuciło pierwsze takty. Elena wstała w nocy. Zrzuciła koszulę nocną i zaczęła tańczyć. Najpierw powoli, potem coraz szybciej i szybciej aż serce mocno zabiło, chciało wyskoczyć przez gardło, aż straciła przytomność. Nikt nie słyszał ani muzyki ani tańca Eleny. Matka mocno spała po ciężkim, pracowitym dniu. Może jej się śniła piękna łąka w raju. Rano, gdy wstała, zawołała Elenę lecz nikt nie przyszedł. Zła poszła do jej pokoju, jednego z wielu w karczmie Czerwony Kapelusz. Karczmie, w którą kiedyś zainwestowała po odejściu męża, żeby nigdy nie stać się jedną z tych upokorzonych, porzuconych, biednych kobiet.

Elena leżała na podłodze koło łóżka. Lodowata jakby zima nakryła ją kocem. I wreszcie wolna od nakazów matki, od grzechów, poczucia winy. Wolna w tej lepszej, szczęśliwej wersji, bo w tej gorszej na zawsze zamknięta przez taniec w labiryncie szaleństwa.

Weronika Śmiecińska zobrazowała Elenę tuż przed tańcem. Inne, klimatyczne i romantyczne zdjęcia tej zdolnej fotografki znajdziecie na jej fanpage’u: Weronika Śmiecińska fotografia.

Tajemnicze, frapujące opowiadanie Kasi Jankowskiej-Nelup, która prowadzi grupę dla pisarzy „Od czeladnika do rzemieślnika”:

Białą ziemię przykrywały kolejne warstwy śnieżnego puchu. Płatki iskrzyły się w powietrzu, wirowały w delikatnym tańcu, żeby z gracją osiąść na grubej, śnieżnej pokrywie. Na dziewiczym śniegu niewiele było śladów, a jeszcze mniej poruszających się postaci.

Od wioski widać było niewyraźne ślady stóp. Im bliżej ściany lasu, tym stawały się one wyraźniejsze. Biegły daleko w głąb kniei, aż do drobnych stóp ubranych w czarne trzewiki.

Postać szła szybko, prawie biegła. Długi, bordowy płaszcz okrywał ją szczelnie, naciągnięty głęboko kaptur ukrywał rysy twarzy.

Co jakiś czas samotny powiew wiatru strącał z gałęzi zaspę śniegu, czasem upadała ona prosto na kaptur, obsypując białą kaskadą przemykającą dołem postać. Trzęsła wtedy wściekle kapturem, wytrącając w biegu resztki białego puchu.

Za nią, głęboko w mateczniku, rozległo się pełne żalu wycie. Cicho zaklęła i przyspieszyła. Śnieg skrzypiał pod jej stopami, płaszcz rozgarniał zaspy, ręce nerwowo cięły powietrze.

Wycie powtórzyło się. Akurat wtedy, kiedy na postać spadła kolejna zaspa śniegu.

  • Szlag by to nadał, akurat dziś! – Ze złością strzepywała biały puch, nie zwalniając kroku.

Zaczynała odczuwać skutki szaleńczego tempa. Świst w płucach narastał, brakowało powietrza, lodowate igły kłuły ją coraz mocniej od środka.

Do czorta!

W oddali zamajaczyła niewielka chata, wąska smuga dymu unosiła się ponad czubkami drzew.

Dopadła drzwi i szarpnęła, nie puszczały. Waliła z całej siły skostniałymi pięściami, kopała i mruczała pod nosem stek wyzwisk.

Przejmujący skowyt rozległ się zdecydowanie bliżej niż ostatnio.

W tej samej chwili drzwi jęknęły i otworzyły się. Owiało ją ciepłe powietrze, zaszczypały policzki i nos. Szybko weszła do środka i oparła się o nie plecami, głośno oddychając. Chwyciła wielką, drewnianą belkę i założyła ją na rygiel od wewnątrz. Odetchnęła.

Po środku chaty było palenisko, na nim przyjemnie trzaskał ogień. Z zawieszonego kociołka dochodziły przyjemne zapachy.

Opadła bez sił na fotel z wysokim oparciem. Przymknęła oczy i pomału uspokajała oddech.

Przejmujące wycie wytrąciło ją z równowagi.

– Głupek, debil, idiota! – mieliła w ustach przekleństwa i wypluwała je jak pestki.

Zsunęła z głowy kaptur. Czarne, długie loki rozsypały się kaskadą na ramiona i plecy. Odpięła sprzączki, płaszcz zsunął się i opadł miękko na fotel odsłaniając nagą skórę. Wstała. W ostatnich promieniach zachodzącego słońca na alabastrowym ciele błyszczały kropelki potu.

Potrząsnęła burzą kruczych włosów i ułożyła wygodnie na łożu stojącym pod ścianą. Przez ciało przebiegł dreszcz, kiedy nakryła się grubym, szorstkim kocem, który drażnił i jednocześnie rozgrzewał. Poduszki pieściły głowę, pled otulał rozdygotane ciało, serce nieśpiesznie wracało do stałego rytmu.

Wycie, niczym żałosna skarga, rozległo się tuż przy chatce. Nie miała sił podnieść powiek. Ciepły ogień przyjemnie rozlewał się po plecach, ramionach, piersiach. Kąciki ust uniosły się w nieznacznym uśmiechu.

Już niedługo, miły mój.

Westchnęła i odpłynęła w sen.

Na koniec przedstawiam radosną Elenę – narysowaną przez Karolinę Staszak, ilustratorkę i pisarkę:

 

Więcej dzieł Karoliny oraz informacji o książkach, które pisze i ilustruje znajdziesz na jej fanpage’u : Karolina Staszak – pisarka, ilustratorka malarka.

Podobało Ci się? Mam nadzieję, że zachęciłam Cię do wzięcia udziału w następnych zabawach. Wypatruj ich na fejsbukowej Pełni.

 

 

 



10 komentarzy

  • Janusz

    To był świetny pomysł, Małgosiu. Widać jak różnymi drogami wędruje wena i jak różne efekty wywołuje ten sam bodziec. Gratulacje dla wszystkich.

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Gratuluję Wam serdecznie! Nie tylko świetnych efektów, lecz również otwartości na wyzwania artystyczne.

      Odpowiedz
  • justynakarolak

    Dziękuję, Małgosiu, za wspólną piękną zabawę – pozdrawiam w imieniu swoim i mojej Eleny :).

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Twoja Elena to przeurocza panienka – pozdrawiam Was serdecznie!

      Odpowiedz
  • Weronima

    Dziękuję za wspólną zabawę. 🙂

    Odpowiedz
    • Małgosia

      To ja dziękuję, że zechciałaś wziąć w niej udział. Do następnego!

      Odpowiedz
  • Zuzanna Dudko

    Ciekawy pomysł na zabawę – jak widać z udaną realizacją.

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Dziękuję – też jestem dumna z wyniku naszej zabawy :).

      Odpowiedz
  • Kasia

    Przepiękne zdjęcia i ciekawy pomysł na artykuł. Wyszedł świetnie!

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Accessibility
Font Resize