Refleksje

Doceniam wtorki, czwartki i godzinę trzynastą

Co jakiś czas chodziła za mną pewna, nie do końca uświadomiona, refleksja. Swędziała gdzieś z tyłu głowy, dręczyła, nie dawała spokoju. Całkiem niedawno trafiłam na cytat z książki Małgorzaty Halber,  głośnego „Najgorszego człowieka na świecie”

Ponieważ oprócz chwil idealnych i doskonałych, których jest naprawdę mało, życie składa się z wtorków, czwartków i godziny trzynastej.”

Słowa te na pozór są całkiem oczywiste, banalne jak codzienna kawa o poranku, jak kac po imprezie. Jednak, gdy się głębiej zastanowić, dziwić się można, dlaczego zatem tak mało poświęcamy myśli i czynów, by te wtorki, te czwartki stały się treścią naszego życia i jego esencją. Dlaczego tak wiele czasu, z drugiej strony, nieporównywalnie dużo, tracimy na planowanie, przeżywanie w myślach, na marzenia związane z chwilami wyjątkowymi, tymi, na które czekamy nieraz całe lata.

Wędrujemy przez życie od początku niemal zaprogramowani na czekanie  na coś wyjątkowego. Będąc małą dziewczynką, czekałam na urodziny. Potem, w podstawówce, w wakacje z niecierpliwością czekałam na pierwszy dzień września, po to by w liceum z utęsknieniem wypatrywać wakacji. Na studiach czekałam na ostatni egzamin sesji, potem na dyplom. Czekałam na księcia z bajki, przekonana, zupełnie mylnie, że musi pojawić się przed trzydziestką, tak jakby miłość miała ograniczoną datę przydatności. Gdy znalazłam księcia, czekałam na zaręczyny, potem oczywiście na starannie zaplanowane wesele. Na pierwsze dziecko, na drugie, które pozwoli się cieszyć kompletną – w naszym rozumieniu – rodziną. Teraz czekam, aż dzieci będą większe, łatwiejsze w obsłudze. Potem będę czekać zapewne, aż się usamodzielnią finansowo, później nie będę mogła się doczekać wnuków i emerytury. Jednak wiem, że czekanie na lepsze czasy lub na chwile, które zapiszę w pamiętniku złotą czcionką, nie służy pozytywnemu przeżywaniu codzienności.

Tak wiele bowiem po drodze mogę niepostrzeżenie tracić, dużo chwil, pozornie zwyczajnych wydarzeń może mi umknąć. Przestanę doceniać spokój niedzielnych poranków, dowcipy zasłyszane w metrze, celne spostrzeżenie koleżanki siedzącej w biurze przy sąsiednim komputerze. Bo przecież wyznając powszechną filozofię „dzięki Bogu już piątek” przestajemy się starać, by było nam razem przyjemnie. Skoro pięciodniowy czas pracy to tylko krótka przerwa między weekendami, po co go sobie nawzajem umilać. Z kolei w oczekiwaniu na awans potrafimy robić wiele – zarywać noce przy tworzeniu projektów, zaniedbywać rodzinę, obiecując, że „jak tylko się uda”, odbijemy sobie. Na wczasach w Malediwach. Poważnie? Czy naprawdę daliśmy sobie wmówić, że wakacje raz czy nawet dwa razy w roku wynagrodzą stres, nadgodziny, popsute relacje w rodzinie? Że nadrobimy zaległości – w przytulaniu, w rozmowach o głupotach, we wspólnym obijaniu się z okazji niedzieli? To wszystko da się wynagrodzić  podczas śmiesznie krótkiego czasu kilku dni? Nie da się – i nie zgodzę się, że liczy się jakość, nie ilość spędzanego czasu z najbliższymi.

Dlatego właśnie tak pusto dla mnie brzmią słowa, że mogę mieć wszystko, jeśli tylko bardzo, bardzo się postaram. Bo ja nie chcę się starać ponad siły, chcę żyć na co dzień tak, by nie kłaść się wyczerpana do cna, by zachować równowagę między pracą a odpoczynkiem. Dlatego, gdy łapię się na wyrzutach sumienia, że nie robię wystarczająco dużo, by rozwijać swoją pasję, by być świetną matką, żoną, panią domu, pracownicą, przypominam sobie, że i tak udało mi się bardzo wiele osiągnąć. Doceniam kobiety, które nie chcą dać się zamknąć w pułapce między kuchnią a salonem, sama do takich należę, lecz z drugiej strony chciałabym, byśmy przestały czekać na spełnienie marzeń, abyśmy żyły i cieszyły się dniem dzisiejszym. Czas, gdy będziemy w stanie dużo więcej z siebie dać w dziedzinie, w której się spełniamy, robić tylko to, co jest dobre, wartościowe, a dodatkowo przyjemne, nigdy nie nadejdzie. To, co kochamy, wkomponujmy w codzienność na tyle ile się da. I cieszmy się naszym dniem dzisiejszym, bo to jedyny, który jest nam dany i w istocie do nas należy. Przeszłość minęła, przyszłość to niewiadoma, zatem to tu i teraz mamy być naprawdę.

Wiele razy łapałam się na założeniu, że jak schudnę (zdobędę wymarzoną pracę, zostanę doceniona przez XY, urodzę zdrowe dzieci) na pewno osiągnę maksymalne zadowolenie. Czy nie jest jednak tak, że za każdym szczytem czai się kolejny, jeszcze wyższy? Każdy sukces, zakończony projekt oznacza nie tylko przyjemność, lecz i kolejne wyzwania. Dwie kreski na teście ciążowym to wielka radość, lecz i początek wielkiej odpowiedzialności. Awans z reguły nie oznacza więcej czasu dla siebie i rodziny, ale mniej – i pieniądze tego nie wynagrodzą. Więcej łez wylano nad wysłuchanymi życzeniami niż nad niewysłuchanymi, jak pisał Capote. Niestety, nieraz ktoś z nas gorzko zapłacze, gdy sukces okupiony zostanie zbyt wielkim poświęceniem.

Nie warto poświęcać codzienności dla kilku ulotnych chwil spełnienia.  Nie warto spalać się na stosie spełnionego marzenia, gonić w piętkę, dostawać zadyszki z powodu zbyt szalonego tempa realizowania kolejnych zamierzeń. Chcesz wybudować dom, by przyszłą Wielkanoc spędzić już w nowych wnętrzach, pragniesz w ciągu kilku następnych lat zajść w ciążę, bo inaczej nie wstrzelisz się w okienko „do trzydziestki”, chcesz już w tym roku, koniecznie, zmienić samochód, bo kolega okazyjnie sprzedaje. Rzeczywistość huczy, aż drga od okazji, które jeśli stracimy, nie powtórzą się nigdy.

A tymczasem, żyjemy coraz dłużej, coraz więcej szans nas otacza, coraz więcej jesteśmy zmuszeni ominąć. Nic się nie zadzieje, żaden grom z jasnego nieba nie zmiecie nas z powierzchni ziemi, jeśli odpuścimy wszystko, co nie jest dla nas najważniejsze, jeśli trochę nam się obsuną zakładane przez nas samych terminy. To, co istotne, wraca do nas i tak jak bumerang, nie da o sobie zapomnieć. U mnie to pasja pisania, z której się zwierzam tutaj, u Ciebie – Ty już wiesz najlepiej, co. Wszystko inne najwyraźniej nie było dla nas. Jeśli skupimy się na kilku celach, takich, do których uśmiechamy się wewnętrznie, jeśli przy tym zadbamy o relacje z najbliższymi, to już wystarczy. I damy sobie czas na cieszenie się codziennością, bez fajerwerków, bez wow, za to wypełnioną poczuciem bezpieczeństwa i niezbyt obfitującą w niemiłe niespodzianki.

Można mieć wszystko, lecz nie wszystko naraz, a życie to nie sprint, lecz maraton. Chcę zawsze pamiętać, by z rozmysłem rozkładać siły na długą i szczęśliwą podróż.

 



21 komentarzy

  • Dorota

    Mam podobne myślenie. Życie z tego powodu nie zwolnilo, ale ma inny smak.

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Właśnie, właśnie – może życie nie zwalnia, jednak inaczej smakuje – gdy nie zmierzamy jak szaleni prosto do wyznaczonego celu, więcej mamy okazji, by podziwiać krajobrazy :).

      Odpowiedz
  • Kilińska

    Ale piękny tekst. Matko..cudowny. Myślę tak samo. Dokładnie tak samo. Nie uważam, żeby to nasze jedno życie warte było spinania się ciągle na osiąganiu, docieraniu, kolekcjonowaniu. Jest tyle rzeczy po drodze, na które nie zwracamy uwagi skupieni wyłącznie na naszym celu. A droga do niego jest o wiele bardziej wartościowa i atrakcyjna niż sam cel. Tak samo, jak wystarczy jedna rzecz (polecam książkę o tym tytule), żeby czuć się spełnioną i szczęśliwą. Reszta jest wtedy albo zbędna, albo mniej ważna. Ściskam Cię mocno

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Bardzo dziękuję za ten komentarz :), cieszę się, że tekst do Ciebie przemawia. Dokładnie, droga do celu jest i wartościowa, i o wiele dłuższa niż sama chwilka, kiedy stajemy na podium. Warto dbać o to, by cieszyła co najmniej tak samo jak osiągnięcie celu. Ściskam!

      Odpowiedz
  • Kasia

    Dlatego ja doceniam małe momenty, staram się codziennie robić coś dla siebie, bo z tych małym momentów sklejamy swoje szczęście 🙂

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Kasia, dokładnie tak :). Te wielkie są i mijają, te małe – to właśnie nasza codzienność.

      Odpowiedz
  • Estera

    Zadumałam się…wiesz, niby wiem, że do pewnych rzeczy nie warto dążyć za wszelką cenę, ale dzisiaj, po przeczytaniu tego tekstu uzmysłowiłam sobie, że czasami sukces, realizacja jakiegoś planu niesie często ze sobą większą odpowiedzialność lub ma po prostu też swoją gorzką stronę…

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Niestety, wszystko ma swoją cenę – również sukces. Często wyobrażamy sobie fanfary, wiwaty, poczucie dumy i zwycięstwa po osiągnięciu sukcesu A, B lub C – rzadziej natomiast widzimy ciemniejsze strony. Masz rację, poczucie odpowiedzialności za wprowadzanie planu w życie – to klucz do równowagi.

      Odpowiedz
  • DorotaDylewicz

    Niestety czasami nie widzimy, że przytrafia nam się coś niezwykłego…

    Odpowiedz
  • Zaplanowanipl

    Rewelacyjny wpis! dawno takiego nie czytałam. Dał mi dużo do myślenia. Trzeba zacząć doceniać te wtorki i czwartki i godzinę 13, a nie ciągle biec przed siebie, gonić po więcej i więcej, dążyć do nieosiągalnego ideału. Zacznijmy cieszyć się z tego co mamy, a może przede wszystkim doceniać to 😉

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Dziękuję za miłe słowa :).

      Odpowiedz
  • CzekoAda

    Trafiłam tu z jednej z blogerskich grup – zostaję na dłużej! 🙂

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Bardzo się cieszę 🙂 – rozgość się w mych skromnych progach :).

      Odpowiedz
  • Sylwia

    Wyleczyłam się już z czekania i z tego biegu z ciągłą zadyszką. Celebruje to, co dla mnie najistotniejsze- czas z rodziną, drobne przyjemności. Codziennie przed snem robię listę kilku miłych rzeczy, które mi się dzisiaj przydarzyły i okazuje się, że nawet w taki dzień, w którym na pierwszy rzut oka wydaje Ci się, że wszystko poszło nie tak da się znaleźć pozytywne chwile. 🙂

    Bardzo dobry tekst!

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Dziękuję :). Świetny pomysł z zapisywaniem kilki miłych rzeczy, które spotkały nas w minionym dniu. Od dziś też tak będę robić :).

      Odpowiedz
  • Vicky

    „Chwytaj dzień, bo przecież nikt się nie dowie, jaką nam przyszłość zgotują bogowie…”

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Dokładnie, wszystko się może zdarzyć :).

      Odpowiedz
  • Kasia

    Bardzo dziękuję za ten wpis… Chyba nadeszła pora, abym przemyślała sobie kilka rzeczy…

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Cieszę się, jeśli pomogłam :).

      Odpowiedz
  • LillaBT

    Mądre,rozsądne słowa do przemyślenia i wprowadzenia zmian. Warto zwolnić i cieszyć się chwilą. Tylko dzisiaj,tu i teraz możemy żyć chwilą,łapać radosne chwile,szczęście,miłość bliskich.
    Warto się zastanowić czy to co oferuje nam świat,cytując Twoje słowa” jest złotem czy tylko błyszczącym tombakiem”?

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Właśnie – a zwłaszcza to złoto, co błyszczy w oddali, bywa bardzo mylące. Liczy się to, co tu i teraz, nawet gdy wydaje się mniej efektowne.

      Odpowiedz

Zostaw komentarz

Accessibility
Font Resize