Refleksje

To był dobry rok!

Bardzo rzadko mogę zamknąć w klamrze szczęścia cały rok tak, jak właśnie to robię. Stabilizacja to słowo, którym, mimo najszczerszych chęci, nie da się opisać mojego życia, a zwykle wielkie szczęście przeplata się z wielkim cierpieniem. Tym bardziej czuję wdzięczność za ten rok pełen cudów i po raz pierwszy z radością przystępuję do jego podsumowania.

Nie będę, pozwolicie, wchodzić w szczegóły, bo granice mojej intymności wyznaczają teksty beletrystyczne. Wolę snucie domysłów niż wykładanie na stół wszystkich moich kart. W dobie powszechnego ekshibicjonizmu nie kręci mnie dołączanie do chóru osób, które odmieniają „ja, moje, najmojsze” przez wszystkie przypadki.

Zatem oto hasła przewodnie, zaczerpnięte od profesora Leszka Kołakowskiego, którymi spróbuję opisać ten ciekawy rok i lekcje, jakie mi przyniósł:

Po pierwsze, przyjaciele

W tym roku zacieśniła się moja współpraca z Edytą Niewińską, stale również przeprowadzam ważne, formujące rozmowy z wybitną trenerką zmiany zawodowej, Anną Bezdziecką. Spotkałam na swojej drodze ogromną liczbę osób, którym zawdzięczam stały dostęp do źródła mądrości i harmonii. Mogę w tym miejscu wymienić grupę Estragon (oprócz Ani są to Kaśka Żbikowska, Kinga Fromlewicz, Dorota Puchlew-Grzelak i Karolina Brzuchalska), Przemka Poznańskiego z portalu Zupełnie Inna Opowieść oraz pracowników fundacji Zwolnieni z Teorii, których entuzjazm przywraca nadwątloną wiarę w ludzi.

Po drugie, chcieć niezbyt wiele

Cóż, w tym roku założyłam sobie pewien plan minimum. Miałam przede wszystkim odpocząć. Stąd wprowadziłam w życie Sztukę odpuszczania. Poprzednie lata bardzo mną sponiewierały, oczywiście za moim przyzwoleniem. Pułapka perfekcjonizmu doprowadziła mnie do całościowego zmęczenia i wyczerpania życiowej energii. Musiałam, niestety, sprawdzić w praktyce, że dwójka dzieci, w tym jedno chore niemal siedem miesięcy w roku i wymagające kilku interwencji chirurgicznych w ciągu swojego krótkiego życia to zbyt duże obciążenie, by próbować myśleć o tak zwanej karierze zawodowej. Nigdy już nie doprowadzę się do tego stanu, bo nareszcie przeformułowałam swoje zawodowe cele, dzięki pomocy nieocenionej Ani Bezdzieckiej.

Wyzwolić się z kultu młodości

Jakie to przyjemne, gdy nareszcie czujesz się dorosłą, odpowiedzialną kobietą, która nie mówi „nie” nieśmiałym, drżącym głosem, lecz głośno je wykrzykuje, często w proteście przeciw niesprawiedliwości społecznej. Powstało dużo odważnych tekstów, część mam jeszcze w szufladzie, lecz część już została opublikowana. Jeden z nich, „Mrówki”, zajął pierwsze miejsce w Konkursie na Międzynarodowym Festiwalu Opowiadania. Świat potrzebuje dorosłych kobiet – nie dziewczynek, nie kobiet desperacko tęskniących za swoim dawnym ciałem i urodą, która jedynie pozornie ułatwia życie, a tak naprawdę często jest barierą, która nie pozwala nam dotrzeć do prawdziwej mądrości.

Cieszyć się pięknem

I jego ulotnością. Nieraz brakowało mi tchu – gdy patrzyłam na moją piękną córkę, która w błękitnej sukieneczce biegła wzdłuż brzegu morza, w tym szczególnym miejscu, gdzie woda styka się z lądem. Gdy widziałam grupę jeźdźców na andaluzyjskiej plaży, zbierałam tam muszle wielkości męskiej dłoni, gdy słońce zachodziło nad dobrym horyzontem, częstując mnie feerią barw. Większość tych cudownie pięknych chwil uwieczniłam jedynie na kliszy mojej wyobraźni – bałam się, że wyciągnięcie telefonu może je sprofanować. Zostaną ze mną w tej formie na zawsze.

Cieszyłam się też pięknem spotkań – serca z sercem, długich rozmów o literaturze, pięknem przenikliwej refleksji i myśli czystej jak woda destylowana. Był to rok, w którym ilość pięknych momentów, szczęśliwych chwil i pięknych ludzi w moim otoczeniu przerosły wszelkie oczekiwania. Zamierzam kontynuować tę tendencję.

Nie dbać o sławę

„Wielka sława to żart”, ułuda, która nigdy nie miała dla mnie wartości. Marzy mi się, by w przyszłym roku wybrzmiało to, co mam do przekazania światu, nie ze względu na fejm i puste w swej jaskrawości światła fleszy, lecz ze względu na wagę mojego przesłania.

Wyzbyć się pożądliwości

Zaczynałam ten rok dosłownie od zera – zrezygnowałam z pracy, nie miałam żadnych planów na przyszłość, pozwoliłam sobie na stan zawieszenia, po raz pierwszy ufając losowi, że coś mi w darze szykuje. Po raz pierwszy przestałam się miotać, kręcić w każdą stronę w poszukiwaniu rozwiązań, po to, by odnaleźć spokój na dnie duszy. Ten spokój jest ważny, jest przyjazny, jak czysta tafla jeziora. Myśli, niczym niezmącone, zyskują właściwy kierunek, a pożądliwość zastępują najgłębsze pragnienia naszej duszy.

Nie mieć pretensji do świata

Dlaczego, po co, to niesprawiedliwe, że coś nie wychodzi, jestem zmęczona, dzieci ciągle chorują, nie mam tego, brakuje mi tamtego… Szczęśliwie, i wcześniej, przed 2019, stosowałam strategię: „Nie pytaj dlaczego ty, pytaj, a dlaczego nie”. Nie uważam się ani szczególnie pechowa, ani nie mam jakoś wiele szczęścia w życiu. Abstrahując od prawdziwego cudu, jakim jest doskonała kondycja mojego siedmioletniego syna (urodzonego o trzy miesiące za wcześnie), wszystko inne wiedzie mi się raz lepiej, raz gorzej. Ani świat nie jest temu winien, ani ja – po prostu takie jest życie. Każdemu z nas przypada w udziale pewne szczęście, które wcześniej czy później nam się zdarzy.

Mierzyć siebie swoją własną miarą

To niezmiernie ważne. W dobie ciągłego, absurdalnego porównywania ze wszystkimi – gwiazdkami z internetu, znajomymi, krewnymi, rodzicami, dziećmi, rówieśnikami – ta miara jest jedynie słuszna. Tylko ja wiem, jak wiele wybojów napotkałam na mojej drodze, w ilu sytuacjach zwyciężyłam, w ilu kolejnych wykazałam się niezmierną odwagą. Ile mnie kosztowało przeżycie choćby jednego dnia więcej, a ile razy padałam pod ciężarem tak boleśnie, że wydawało mi się, że już się nie podniosę. Jestem pełna podziwu dla siebie, swojej woli i radości życia. I z tego jestem najbardziej dumna. Uciekam jak najdalej od rankingów, statystyk, od porównywania zer na koncie, stanowisk, prestiżu. Każdy z nas ma swoją, unikalną drogę do przejścia. Skupiając się na niej, możemy dokonać dużo więcej niż rozpraszając się rozglądaniem na boki.

Zrozumieć swój świat

Namalować go sobie, rozrysować, rozebrać na czynniki pierwsze… to daje mi pisanie, moje narzędzie do wchodzenia głęboko, poławiania pereł, wynurzania się… każdy z nas ma wiele warstw, a każda z warstw wiele odcieni. Kształtują nas doświadczenia i emocje, relacje i nasz stosunek do nich. Uwielbiam interpretować mój świat, cały czas na nowo, wracać do przeszłości jako jej obserwatorka, kreować mapę podróży już po przebytej drodze. To daje mi ogromny spokój ducha i wyzwala czułość – wobec siebie, bliskich, wobec całego mojego pokolenia. To czyni ze mnie coraz lepszą pisarkę. Cieszę się, że wystarcza mi odwagi i tlenu na to nurkowanie.

Nie pouczać

To dla mnie coś nowego. Niegdyś bardzo lubiłam udzielać dobrych dobrych rad, mniemając, że jeśli u mnie działa, zadziała u kogoś innego. Jednak zrozumiałam, że człowiek jest jak góra lodowa i że to, co powierzchownie może się wydawać identyczną sytuacją, może mieć zupełnie inną podstawę – z innego materiału, o innym kształcie, innym kolorycie. W tym roku nastąpiło u mnie coś w rodzaju iluminacji. Dzięki temu, że poznaję coraz lepiej moją podstawę i jej, kształt, który pod różnym kątem może wyglądać inaczej, zdałam sobie sprawę, że każdy z nas tak ma. I że dobre rady, święte oburzenie, zgorszenie, tudzież współczucie bywają nieuzasadnione.

Iść na kompromisy ze sobą i światem

Zmieniać zdanie, formować siebie na nowo, modyfikować swoje decyzje pod wpływem nowych okoliczności, zmieniać wizerunek pod wpływem rozwoju. Czasem odpuścić, zrezygnować, odczekać. Szarpanina i uparte obstawanie przy swoim męczy i nas, i otoczenie, sztywne relacje grożą zamrożeniem. Być jak rzeka, która opływa przeszkody, tworzy nowy nurt i płynie, płynie do celu.

Godzić się na miernotę życia

Z niej życie się w istocie składa – z prostej codzienności. Wyrzucić śmieci, sprzątnąć ze stołu, kupić bułki i mleko. Złożyć reklamację w sklepie, wkurzyć się na chamstwo w kolejce na poczcie… takie chwile często wypełniają nam całe dnie. Dopóki się z tym nie pogodzimy i będziemy żyli od jednego spektakularnego momentu do drugiego, prześnimy życie, zamiast w nim być, a czas stanie się dla nas wieczną tęsknotą.

Nie szukać szczęścia

Nie biec za nim, nie starać się go znaleźć na kolejnych kursach coachingowych, nie płacić za nie i nie wypatrywać jak pierwszej gwiazdki na wigilijnym niebie. Szczęście jest zawsze tuż obok, na wyciągnięcie ręki – to proste, codzienne, to obok nas i w nas. Jest w naszym zaufaniu do siebie, w spojrzeniu najbliższych, jest, gdy mamy co jeść, gdy jest nam ciepło i gdy nasza praca daje nam satysfakcję, również niematerialną.

Nie szukam szczęścia – ono mnie znalazło wówczas, gdy zaufałam losowi i skupiłam się na tym, co dla mnie ważne i dobre.

Nie wierzyć w sprawiedliwość świata

Wiara w nią jest wyrazem niedojrzałości. A czas się pogodzić z tym, że inni mają lepiej, że nie zawsze za dobre uczynki spotka nas nagroda. Może niektórym pomaga w tym wiara w jakiś wyższy poziom istnienia, w jakieś Niebo. Mnie pomaga wiara w mój dobry los i w to, że „karma wraca”, lecz wiem, że to jedynie wiara, proteza, która pozwala mi na optymizm.

Świat nigdy nie był sprawiedliwy, a w tym roku uświadomiłam sobie z całą mocą, że człowiek jest jego największym antagonistą. Wiara w sprawiedliwość świata – tego świata, który systematycznie krzywdzimy – jest absurdem.

Z zasady ufać ludziom

To niezmiernie ważne w budowaniu długotrwałych relacji. Przekonałam się o tym w momencie, gdy ktoś od razu, jak tylko mnie poznał, powiedział: „Nie ufam ci”. Zabolało mnie jak policzek. Odkąd pamiętam, daję ludziom kredyt zaufania. Nigdy jeszcze nie zraniono mnie tak boleśnie, bym z tej strategii zrezygnowała, a mam ogromny bagaż doświadczeń jak na kobietę przed czterdziestką. Zaufanie jest podstawą mojego małżeństwa, moich przyjaźni, jest podstawą mojej zawodowej satysfakcji. Nie wyobrażam sobie budowania jakiejkolwiek relacji bez niego.

Oczywiście, gdy ktoś je zawodzi, modyfikuję moje zachowanie wobec niego, a kredyt zaufania natychmiast anuluję. Ten zabieg zapobiega wykorzystywaniu mojego ufnego serca.

Nie skarżyć się na życie

I być wdzięcznym, pamiętając, że życie jest sinusoidą, w której im większy kryzys, tym wyżej od niego się odbijamy. Nie skarżyć się na życie, przeżyć je najlepiej, jak potrafię – w tej chwili, w tym momencie, jutro, pojutrze… kolekcjonować piękne chwile, nawlekać je jak korale na sznurze pamięci. I pamiętać, że innego życia nie będzie, a czas płynie tylko w jedną stronę.

Unikać rygoryzmu i fundamentalizmu

To nic nie warte kłamstwa, którymi żyjemy. Sprawy czarno-białe możemy policzyć na palcach jednej ręki, w zasadzie ograniczając je do ostateczności kontrastu życia i śmierci. I tyle. Reszta to odcienie szarości, w których poruszamy się bardziej lub mniej sprawnie. Fundamentalizm bywa śmiertelny, o czym zbyt często ostatnio zapominamy, a rygoryzm tworzy nieszczęśliwe społeczeństwa, pełne lęku o swój dobrostan.

Powyższe wnioski podsumowują mój piękny 2019. Dziś, w pierwszy dzień roku 2020, życzę sobie i Wam jeszcze więcej podróży – tych w głąb, tych na przełaj, bez mapy i z wyznaczonym kierunkiem. Bo, choć życie zawsze kończy się śmiercią, jest jednocześnie darem, który czczę każdego dnia.

*śródtytuły to kolejne przykazania profesora Leszka Kołakowskiego



Nie ma jeszcze komentarzy

Zostaw komentarz

Accessibility
Font Resize