Recenzje

„Levante” Edyty Niewińskiej – samotność ceną wolności?

Długo zabierałam się za tę powieść. Ciągle jestem niewolnicą tysięcy obowiązków, sprawy pilne, a nieważne zajmują większość mojego czasu. Typowe macierzyństwo właśnie tak wygląda – i choć z tym się pogodziłam, patrzę nieraz tęsknym wzrokiem w stronę kobiet bezdzietnych, którym, z mojej perspektywy, jest po prostu łatwiej zarządzać swoim czasem.

Długo się za nią zabierałam, ale nie czuję z tego powodu frustracji. Bo dzięki mojej opieszałości udało mi się odbyć z Edytą pewną rozmowę, podczas której opowiedziała mi o swoich marokańskich przygodach. W wyniku tego zbiegu okoliczności z radością śledziłam wątki osobiste w powieści pisarki, drobne szczegóły, które powieść czynią bardziej realistyczną, a które jednocześnie nie odsłaniają biografii twórczyni. Ten dodatkowy smaczek sprawił mi niewysłowioną przyjemność.

Levante to silny wiatr, wiejący z kierunku Morza Śródziemnego do Oceanu Atlantyckiego. Wieje na południu Hiszpanii, gdzie toczy się część akcji powieści. Sieje niepokój i trwogę, miesza w umysłach, oszukuje zmysły. Zamyka okiennice, strąca zastawy w nabrzeżnych knajpach, jest nieprzyjaznym i nieproszonym gościem w miasteczkach, które na ogół wydają się rajem.

Jest też metaforą życia głównej bohaterki książki, trzydziestoparoletniej Alicji. Ta odnosząca ogromne sukcesy, wybitnie inteligenta, uzdolniona erudytka jest na prostej drodze ku karierze politycznej, która czeka ją raczej prędzej niż później. Jej wspinaczka na szczyty władzy i biznesu przyspiesza, gdy wiąże się z wpływowym mężczyzną, synem jeszcze bardziej wpływowego polityka. Alicja nie wie, czy go kocha – raczej nie. Nie znosi przywiązania, kontestuje normy społeczne, polskie zamiłowanie do rodzinnych i tradycyjnych wartości. 

W pewnym momencie jej wygodne życie rozpada się jak domek z kart. Szybko, z sekundy na sekundę, zostaje pozbawiona przywilejów – a tak naprawdę sama ich się pozbywa, zmęczona odgrywaniem roli w filmie, którego scenariusz coraz bardziej wydaje jej się obcy. Gdy ginie mężczyzna, który stanowił kotwicę w świecie blichtru i ogromnych pieniędzy, Alicja odpływa.

Odpływa w nieznany świat – kupuje bilet do Maroka, gdzie spędza czas w towarzystwie innych kontestatorów, podróżujących za oszczędności życia, wypisujących się z norm, według których dotychczas żyli. Płynie, pijąc morze alkoholu, angażując się w wątpliwe moralnie relacje, chłonąc świat, którego dotychczas nie znała – kurz, brud, marokańskie słońce, wąskie uliczki, ciemne interesy. Daje sobie czas, by zapomnieć o demonach przeszłości, jednak one wciąż dają o sobie znać – bo w niej samej uwiły gniazdo.

Przylatuje do Polski, tam poznaje kogoś, kto, być może, będzie mężczyzną na dłużej. On nie jest świadomy jej wielkich planów, zgodnie ze swoimi – wylatuje do Vejer de la Frontera za pracą.

Edyta Niewińska w Andaluzji

Alicja leci za nim. Tam właśnie levante bierze ją w swoje szpony. I już nie puszcza. Kobieta porusza się w onirycznym tańcu, nawet na chwilę nie schodzi ze sceny. Szuka ukochanego, desperacko, gwałtownie, nie odróżnia już jawy od snu, prawdy od fikcji. Alicja w krainie koszmarów – nie wie, co robić, nie wie, kim jest. Zatraca poczucie tożsamości. Nie jest już dawną cyniczką, jednak nie wykształciła jeszcze nowej wersji siebie. 

Pragnie kochać i być kochaną. Obsesyjne pragnienie wolności zmienia w kolejną obsesję – desperacką potrzebę miłości. Jest w stanie wszystko zrobić dla miłości. Jednak czy nie jest już na to za późno? Czy zdoła wyprosić demony ze swojego wnętrza? Czy uda jej się zawędrować do krainy czarów, gdzie wiatr przywiewa same dobre emocje?

„Levante” to powieść wybitna. Pod względem językowym – majstersztyk, jednak zadowoli również wielbicieli mocnych powieści przygodowych. Wielowarstwowa, jak to u Niewińskiej. To podróż w głąb bohaterki, po północnej Afryce, południowej Europie, ale również przyczynek do refleksji nad własnym życiem. Czy jedynie będąc samotnym można być naprawdę wolnym? I czy człowiek potrzebuje zakotwiczenia, by uśmierzyć ból życia?

Pozostawiam Was z tymi pytaniami i zachęcam do lektury. Książkę możecie kupić tutaj.

Przeczytaj również:

Wywiad z Edytą Niewińską

Recenzję „Kosowa” Edyty Niewińskiej

Recenzję jej najnowszej powieści, „Pod Powierzchnią”

A po więcej recenzji, wierszy, po więcej Pełni w Pełni zapraszam na mój fanpejdż.



3 komentarze

  • Aleksandra Załęska

    Trochę nie moje klimaty, ale lubię książki, które pod kątem językowym są mocno dopracowane 🙂

    Odpowiedz
  • Maria

    Dzieci wyrastają i odzyskuje się życie tylko dla siebie:) Intrygujące pytania: „Czy jedynie będąc samotnym można być naprawdę wolnym? ”
    Żeby na nie odpowiedzieć trzeba przeżyć życie i to z kilkoma różnorodnymi partnerami, a także dłuższy czas bez nich. A odpowiedzi jednoznacznej nie będzie, bo przecież każdy ma inną definicję wolności. Zaintrygowała mnie recenzja, poszukam książki. Pozdrawiam.

    Odpowiedz
  • Angelika F

    Niestety to nie mój gatunek, więc po książkę nie sięgnę , ale jak zawsze bardzo ciekawy opis☺️

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Accessibility
Font Resize