Recenzje

„Pasujesz tu najlepiej” – taki, jaki jesteś

Właśnie przeczytałam zbiór opowiadań Mirandy July, „Pasujesz tu najlepiej”, wydanych w ulubionym Wydawnictwie Pauza. Mam wrażenie, że popularność, jaką cieszy się ta autorka – przede wszystkim scenarzystka i reżyserka – jest zupełnie zasłużona i nieprzypadkowa. Nikt tak jak ona nie potrafi oddać poczucia nieadekwatności i nieprzystawalności, które dane jest doświadczać każdemu z nas.

Postaci opisane w szesnastu krótkich formach są grubo nakreślone, nie do końca realne. Całe składają się z absurdalnych myśli i natręctw, przyciągają dziwne wydarzenia i reagują w nietypowy sposób. Wszystkie wątki pozlepiane są tym samym klejem – dojmującym pragnieniem miłości i akceptacji.

Mam wrażenie, że July spisała wszystkie swoje natręctwa myślowe, dziwaczne osądy, pomysły „co by było, gdyby” i dokonała selekcji, kierując się dwoma kryteriami: jak bardzo są obrazoburcze i jak dużo mówią o naszych podstawowych, niezaspokajanych latami potrzebach.

Bohaterami są ludzie nieprzystawalni: bezradni, płynący przez codzienność tam, gdzie nurt je poniesie, niedokochani. Każdy z nas przeżywał często drobne lęki, niezręczności, poczucie żenady i frustracji, z których składa się cała rzeczywistość bohaterów Mirandy.

Często zdarzało nam się myśleć ich myślami, jednak zwykle spychamy takie myśli gdzieś głęboko w podświadomość, wstydząc się ich sami przed sobą. Bo czy moglibyśmy przyznać się do tego, że dla miłości gotowi bylibyśmy zrobić wszystko? Że dla akceptacji jesteśmy w stanie uczyć pływania na sucho, godzinami występować w jednoosobowym show w sklepie dla dorosłych, mieszkać z karaluchami? Czy jesteśmy w stanie zobaczyć w krzywym zwierciadle autorki samych siebie i nie uciec przed tym obrazem?

Rzeczywistość to w istocie dwa równoległe światy: jeden, który widzimy przed oczami i który pojmujemy siłą logiki i rozumu, który dzieje się tu i teraz. Jest on zwykle regulowany rolami społecznymi, doświadczeniami, osiągnięciami, przykrojony do tego, co społecznie akceptowalne. Drugi – to ta tajemna sfera, do której mamy ograniczony dostęp, a która stanowi wszystko to, co dzieje się pod powierzchnią uczesanych myśli. To nasze niewypowiedziane tęsknoty i pragnienia, często naznaczone samotnością. To nasze „gdyby tylko mnie ktoś pokochał, zrobiłabym wszystko”: Zaakceptowałabym różnicę wieku, dziwne zainteresowania partnera, zwyczaje seksualne, to, że upokarzałby mnie i mną poniewierał. Zrobiłabym wszystko, co konieczne, by nie czuć lęku, leżąc w bezsenną noc o czwartej nad ranem, by móc się na kimś oprzeć i dać komuś oparcie.

Miranda July dostrzega kontrast, który dla nas wspólczesnych jest czymś zupełnie oczywistym, a który powoduje ogromny konflikt, prowadzący do wszelkiego rodzaju neurastenii.

Konflikt między „ja idealnym”, którym nasiąkła popkultura a „ja realnym” jest tak dojmujący, że w pewnym momencie cali jesteśmy neurozą. Boimy się, czy damy radę sprostać wyobrażeniom i wymaganiom, jakie się przed nami stawia, przez co stajemy się jeszcze bardziej niezręczni, jeszcze bardziej spłoszeni. 

I w końcu jesteśmy całkowicie przekonani o tym, że w idealnym świecie idealnych ludzi nie ma miejsca na zachowania dziwaczne, niezdarne, nieporadne. Tego rodzaju przeświadczenie skazuje nas na smutny koniec – zamknięci w metalowo-plastikowo-szklanych bańkach naszych urządzeń elektronicznych nie jesteśmy w stanie spotkać się z drugim człowiekiem, bo na jego miejsce pojawia się przerobiony fantom – tak samo jak my drżący z lęku o to, czy zostanie zaakceptowany.

Tymczasem, jeśli pokażemy swoje wady, obnażymy się – nawet mając bardzo widoczne defekty, jak ogromna, czerwona plama na policzku – możemy liczyć na prawdziwą i bezwarunkową akceptację. Bo wszyscy, ja, Ty, każdy z nas z osobna, pasujemy tu najlepiej – tacy jacy jesteśmy.

Polecam tę wzruszającą, czułą, obrazoburczą prozę. Na chwilę zbija nas z tropu, po to, by uświadomić nam, że urodziliśmy się w niedoskonałym świecie i sami jesteśmy niedoskonali, lecz warci doskonałej, bezwarunkowej miłości.



4 komentarze

  • Danka

    Recenzja interesująco napisana i nawet skłoniła mnie do zastanowienia czy nie siegnę po tą pozycję.

    Odpowiedz
  • Karolina Kosek

    niestety mnie krótkie formy nie przekonują, wolę kiedy coś się ciągnie, a nie niespodziewanie kończy 😉

    Odpowiedz
    • Małgosia

      To w takim razie polecam „Pierwszego bandziora” tej samej autorki 😊.

      Odpowiedz
  • Joanna

    Takie lubię – skłaniające do zastanowienia się, wzruszające, dające do myślenia.

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Accessibility
Font Resize