Recenzje

„O zmierzchu” budzą się tęsknoty

Przeczytałam właśnie kolejną książkę Pauzy – wydawnictwa, od którego się uzależniłam. Jeśli jesteś dojrzałym, doświadczonym czytelnikiem, któremu potrzeba czegoś więcej niż zgrabnej literatury pociągowej spod znaku: przeczytać, pośmiać się lub wystraszyć, wzruszyć i zapomnieć – to jest wydawnictwo dla Ciebie. 

„O zmierzchu” Theresy Bohman (w tłumaczeniu Justyny Czechowskiej) to proza, która wciąga, wwierca się w mózg i nie daje o sobie zapomnieć. Znów, jak to w Pauzie, poznajemy bohaterkę, która pełna jest sprzeczności i niełatwo ją polubić. A jednocześnie jest tak bardzo, tak boleśnie bliska. Jak siostra, jak moje alter ego. Myślę, że byłabym podobna do niej, gdyby los lub przypadek nie postawił na mojej drodze właściwego mężczyzny w odpowiednim biologicznie czasie, gdy jeszcze zdołałam nadążyć za narzuconym przez społeczeństwo schematem, w który jako osoba heteroseksualna w ogóle miałam szansę się wpisać.

Karolina, główna bohaterka powieści, to przedstawicielka pokolenia X. Pochodzi z małego szwedzkiego miasteczka, z którego wyrwała się przy pomocy nieprzeciętnego intelektu. Zrobiła karierę w środowisku naukowym, dzięki ogromnej pasji i fascynacji historią sztuki, dzięki determinacji i pracowitości. Ma tytuł profesorki, co ją samą niezwykle cieszy i nobilituje we własnych oczach.

Ma czterdzieści lat i właśnie zakończyła jedenastoletni związek, w którym od początku nie czuła się dobrze. Coś poszło nie tak. Zajmując się swoimi sprawami, oboje, ona i jej partner, nie przykładali wagi do relacji. Lata mijały szybko, tempo pracy sprzyjało braku refleksji nad tą, teoretycznie najbliższą, więzią. Karolina zakończyła wypalony związek – z ogromną ulgą. Miewała podczas jego trwania romanse, dłuższe i krótsze, jednak pragnienie wolności dominowało. Z radością rzuciła się w wir remontowania nowego mieszkania – pewna, że wszystko jeszcze przed nią.

Tymczasem nie układa jej się tak dobrze, jak założyła. Do szczęścia potrzeba jej jednak drugiej osoby i to, co ją kiedyś uwierało, okazuje się teraz największą tęsknotą. Bo mijająca dekada, którą spędziła w związku z partnerem, dużo zmieniła. Już nie jest tą fajną, zabawną, seksowną dziewczyną, która może mieć każdego mężczyznę, ku której zwracają się spojrzenia na imprezach towarzyskich. Te ponad dziesięć lat to kluczowy okres, podczas którego kobieta przechodzi ze strefy pożądania do strefy cienia.

Karolina, mimo że nadal jest atrakcyjna, boleśnie odczuwa tę różnicę. Ma przelotny romans redaktorem naczelnym magazynu kulturalnego, dla którego jest jedynie miłym urozmaiceniem w życiu z młodziutką, płodną, niespełna trzydziestoletnią partnerką. Próbuje wrócić do dawnego kochanka – znów na próżno, bo rodzina ponownie okazuje się dla niego ważniejsza. Wreszcie, przez moment łudzi się, że jest kimś w rodzaju mistrzyni i muzy swojego doktoranta, starszą, doświadczoną kochanką, która niczym żeńskie wydanie Pigmaliona ukształtuje młodego geniusza nauki. Znów ponosi porażkę, cynicznie wykorzystana przez zuchwałego chłopaka.

Ma coraz bardziej dojmujące wrażenie, że jej czas się skończył. Że jest już „po zmierzchu”, po wszystkim. Traci grunt pod nogami i codzienną rutynę. Śpi do południa, dużo pije. Próbuje odnaleźć siebie w chaosie, w poczuciu niepewności i braku bezpieczeństwa. Mimo że nie znosiła być w związku, który ją ograniczał w jej mniemaniu, teraz tęskni do wspólnego świętowania dnia bułeczki cynamonowej, choćby z ironicznym przymrużeniem oka. I do śniadań jedzonych w towarzystwie kochanej osoby, i do powrotów do pełnego domu. Rozważa, co by było, gdyby w odpowiednim czasie została matką, zastanawia się, jak potoczyłoby się jej życie. Szuka odpowiedzi w historii kobiet, które miała okazję poznać podczas swoich studiów na temat sztuki przełomu dziewiętnastego i dwudziestego wieku. Obserwuje, że kobiety w tym czasie były przedstawiane jako niebezpieczne, władcze, odważnie idące po swoje i walczące o większą sprawę. W jednej z ostatnich scen postępuje jak taka właśnie kobieta – wewnątrzsterowna, nie dająca się stłamsić i przypominająca sobie o sile swojego intelektu.

Książka jest naszpikowana trudnymi emocjami, a bohaterka nie jest wzorcem moralności. Jednak dobrze ją rozumiem. Też czuję się oszukana przez system, który w młodości promuje intelekt, a w wieku średnim – urodę. Wiem, że to, co spotkało Karolinę – kilka wyborów, nie do końca świadomych, rzutujących na drugą połowę jej życia – mogło spotkać i mnie. Nie jest łatwo być kobietą w naszym systemie społecznym, bo każdy nasz wybór niesie za sobą poważne konsekwencje. 

Może myślała, że oszukała system, poświęcając się studiom i badaniom naukowym, zamiast budować rodzinę, zachowywała się po prostu jak mężczyzna, lecz może to system oszukał ją. Sądziła, że jeśli nie uzna jego zasad, on pozwoli jej przemknąć niezauważenie, wyobrażała sobie, że zawarli pakt, na mocy którego będą się nawzajem ignorować. Biologia nie może mieć przecież nad nią przewagi, nad nią, która przeczytała tyle książek. („O zmierzchu”, Therese Bohman)

Karolina za swoją karierę naukową i niezgodę na bylejakość relacji zapłaciła samotnością. Kobiety, które wybrały macierzyństwo, zwykle płacą brakiem atrakcyjnej pracy. Matki kilkorga dzieci zwykle o pracy zawodowej mogą tylko marzyć.

Paradoksalnie jednak, to właśnie intelekt Karoliny i odwaga do spojrzenia sobie w twarz, do obejrzenia swojej duszy w dziennym świetle, bez makijażu, doprowadziła ją do optymistycznej konstatacji. Trudny, bolesny rozrachunek z samą sobą, którego my, jako czytelnicy, jesteśmy świadkami, dał jej nadzieję na nowy początek. Na wiosnę, która i tak przyjdzie – na poranek, który zawsze występuje po nocy. A zmierzch to tylko zapowiedź kolejnego dnia.

Zaciekawiłam Cię? Tutaj przeczytasz recenzję „Tirzy”, innej fascynującej książki od Pauzy.

Zapraszam do komentowania, wyrażania opinii i dyskusji – tutaj oraz na fejsbukowej Pełni.



6 komentarzy

  • Urszula Oliwek

    Przeczytałam Twoją recenzję z uwagą. Rozumiem, że tego typu literatura jest potrzebna i wiele osób się nią zachwyci. Dla mnie to tak zwany nurt „książek dla kobiet” i niestety już dawno przekonałam się, że kompletnie mnie takie lektury nie wciągają. Nie wiem, co mnie bardziej drażni: fabuła czy język. Książka którą wspominasz jest zdecydowanie nie w moim guście, ale polecę przyjaciółce.

    Odpowiedz
    • Małgosia

      To zdecydowanie nie jest literatura z nurtu, o którym wspominasz – to można, psychologiczna powieść i kilka razy to w tekście podkreśliłam.

      Odpowiedz
  • Aleksandra

    Mam nadzieję, że mi uda się połączyć pracę z macierzyństwem i czeprać z nich radość 🙂

    Odpowiedz
  • Weronika Ś.

    Bardzo ciekawie napisana recenzja. Zgadzam się z przemyśleniami, że nie łatwo być kobietą w naszym systemie społecznym.

    Odpowiedz
  • Anna

    Oj, to ja mam zupełnie odwrotnie z tą książką. Dla mnie Karolina nie okazywala się inteligentna tylko zdesperowana. I nudna. Miałam wrażenie że ciągle jest ten sam schemat- wskocze facetowi do łóżka i może cis z tego będzie.

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Hmm, trochę uproszczone te Twoje wnioski, mam wrażenie :). Nie zauważyłam tego schematu; ale rzeczywiście, można tak odczytywać zachowania jakiejkolwiek kobiety poszukującej miłości.

      Odpowiedz

Zostaw komentarz

Accessibility
Font Resize