Dla artystów

Zdradzieckie manipulacje Pani Prokrastynacji – jak nie odkładać pracy twórczej na później

Wiecie dlaczego z całego szeregu postaci towarzyszących twórcom to właśnie tej Pani najbardziej nie lubię? Ze względu na jej zdradziecki kamuflaż. Ukrywa skrzętnie swe prawdziwe oblicze pod postacią wielu wymówek, które na pierwszy rzut oka wydają się całkiem rozsądnie. Dodatkowo sprawia, że dużo trudniej dotrzeć nam do głębszej przyczyny naszego nie-tworzenia. 

Siadasz rano z kubkiem ciepłej herbaty w ręce. Lub kawy z mlekiem. Jest siódma, za oknem cicho plumka deszcz, dzieci smacznie śpią. Zmotywowana wszelkimi rozwojowymi blogami, hasłami, książkami Reginy Brett czy Remigiusza Mroza, a może wzmocniona odpowiednią dawką zachęt od bliskich – słowem, napakowana motywacją po brzegi – robisz kolejne podejście do swojego dzieła.

Ale.

  1. Po raz dziesiąty trzeba się upewnić, czy na pewno opróżniłaś zmywarkę wczoraj wieczorem, bo przecież gdy rodzina się zbudzi, zabraknie czystych naczyń;
  2. Co tam na fejsiku słychać? Grzech nie nadrobić, póki wszyscy śpią;
  3. Jejku, jaki kurz na tej półce! Chyba wieki tam nie sprzątałam;
  4. A co ten ogryzek robi pod kanapą?
  5. No masz, komputer się rozładował. Gdzie jest ładowarka i dlaczego pod łóżkiem?
  6. Co ja miałam, co ja miałam… acha, trzeba jeszcze zaktualizować system;
  7. No dobra, zaktualizowany… gdzie ta ikona z powieścią?
  8. O, poczty nie sprawdziłam – ciekawe, czy dostałam odpowiedź na tę ofertę.

Niepostrzeżenie mija godzina. Tak, godzina, podczas której nie robiłaś przecież nic niepotrzebnego. Jednak straciłaś czas, który samej sobie obiecałaś.

Dlaczego w ogóle pojawia się prokrastynacja? Czemu służy ten autosabotaż?

Cóż, mechanizmy psychologiczne zawsze są po coś. Zwykle nasza podświadomość pragnie nas chronić przed czymś, czego podskórnie się lękamy. Prokrastynacja jest wyrazem lęku, którego zwykle nie dostrzegamy. Czego się jednak możemy bać, gdy tworzymy? Wszak komputer nie wybuchnie, a farba, nawet rozlana, nie uszkodzi nam stołu. Jednak, gdy się bierzemy za tworzenie, dotykamy naszych najgłębszych, najbardziej wrażliwych obszarów – a ich zranienie boli najmocniej. Dlatego też wspaniałą ucieczką w nie-czynienie, nie-malowanie, nie-pisanie zapewniamy sobie bezpieczeństwo.

Czego się boimy najbardziej?

  1. Że tracimy czas – czasu mamy bardzo mało, a twórczość, szczególnie gdy wchodzisz na poziom flow, zjada go bardzo dużo. Inwestowanie czasu w coś, co nie przynosi natychmiastowych i pewnych korzyści wydaje się nam bezcelowe, nieefektywne, nieskuteczne. Obietnica nagrody jest zbyt iluzoryczna, abyśmy mogli w niej pokładać nadzieję, a przyjemność czasem nie na tyle mocna, byśmy nie chcieli zastąpić jej czymś innym. Na przykład czytaniem, ukochanym sposobem na prokrastynację wśród pisarzy.
  2. Że coś się zmieni w naszej rzeczywistości nieodwracalnie – tak, okazuje się, że lęk przed zmianą może powodować niechęć do działania. Bo zmiana to nie tylko upragniony sukces. Napisanie i wydanie powieści, ukończenie pracy magisterskiej to również ryzyko zmiany, na którą nigdy nie jesteśmy do końca gotowi. Wystawienie się na krytykę, na osąd, na opinię, która nie do końca może nam odpowiadać. Wiadomo, że w głowie często kręcimy sobie film, które niewiele ma wspólnego z rzeczywistością, ale może skutecznie odstraszać. Wobec tego najlepiej nie podejmować działania, które przybliża nas do celu. 
  3. Ukończenia pewnego etapu w życiu, który wiązaliśmy z poczuciem bezpieczeństwa. Skok w nieznane tylko dla niektórych z nas wiąże się z ekscytacją. Dla większości to mniejszy lub większy stres. Obrona pracy magisterskiej jest jednocześnie zwieńczeniem jednego okresu i rozpoczęciem kolejnego. Każde, nawet tak szczęśliwe wydarzenie jak ślub, wiąże się ze stresem. Zatem odkładając działanie na później, staramy się oddalić wydarzenie, do którego to działanie nieuchronnie prowadzi.
  4. Że efekt nie będzie zadowalający. Bardzo tego nie lubię, lecz często zdarza mi się myśleć o mojej dopiero rozpoczętej powieści jak o już ukończonym dziele. Zastanawiam się, czy będę z niej zadowolona, czy odważę się pokazać ją światu, czy spełni ona moje oczekiwania – nie wspominając o oczekiwaniach publiczności. To bardzo zniechęca i utrudnia działanie. Zamiast być „tu i teraz”, w bieżącej scenie, rozpraszam się myśleniem o tym, co nastąpi znacznie później, na zupełnie innym etapie tworzenia powieści. Rzeczywiście, finalnie może to wpłynąć na jakość, bo nie sprzyja skupieniu na etapie, na którym powinnam się w danym momencie koncentrować. A przecież praca nad powieścią składa się właśnie z takich maleńkich kawałków. 
Obaw może być dużo, dużo więcej, wymieniłam pierwsze z brzegu. Ważne, byś wiedział, że odkładanie na później nie jest jakąś abstrakcyjną, wydumaną potrzebą czy też modnym ostatnio zjawiskiem, lecz znanym mechanizmem psychologicznym. I że to Ty decydujesz, czy poddać się temu zjawisku, czy też popracować nad nim. Nie jest też tak, że pewni ludzie „już tak mają” i jest to cecha do nas przynależna jak kolor oczu czy wzrost. Jeśli ta cecha Ci przeszkadza, możesz ją zmienić, zastępując innym nawykiem.
  1. Co jeśli zacząłbyś dzień nie od zrobienia kawy, lecz od przeczytania stron, które napisałeś poprzedniego dnia? Proponuję Ci taki rytuał: przeczytaj najpierw wszystko, co napisałeś poprzedniego dnia. W nagrodę wypij kawę. Potem napisz pół stroniczki lub spisz plan działania na  dany dzień. Brawo! Teraz w nagrodę zetrzyj kurz spod szafki. Poczuj różnicę. Jadwiga Korzeniewska z Laboratorium Zmieniacza w książce „Ograć nawyki” udowadnia, że zajęcia domowe przynoszą nam upragnione poczucie zwycięstwa właśnie wtedy, gdy nie jesteśmy w stanie liczyć na szybkie rezultaty podejmowanych działań twórczych. A przecież nasz mózg domaga się uznania. Stąd to nasze wyrzucanie śmieci i nagłe zamiłowanie do porządków, gdy mamy zabrać się do ciężkiej pracy. Odwracając kolejność, pieczemy dwie pieczenie na jednym ogniu. Robota wykonana, nagroda otrzymana!
  2. Wypisz wszystkie obawy, uczucia, rozterki, które targają Tobą danego dnia. Prawda, że od razu lżej na sercu i jakoś łatwiej się wziąć do pracy?
  3. Spacer z rana – dobry na wszystko! Dotlenia mózg, dodaje energii, a często napełnia naszą głowę nowymi inspiracjami. Świetnie, jeśli łączy się z kontaktem z naturą. 
  4. Rozmowa z przyjacielem – byle nie za długa. Jeśli masz przyjaciela, który również zmaga się z prokrastynacją, dobrze się wzajemnie dopingować i zagrzewać do boju. Lecz trzeba pamiętać, by rozmowa się niebezpiecznie nie przedłużała. Jej celem nie są ploteczki – te zostawmy sobie na deser po ukończonej pracy. 
A jakie są Twoje sposoby na prokrastynację? Pochwal się w komentarzu. 

Napisz do mnie, o czym jeszcze chciałbyś wiedzieć, czego potrzebujesz, by Twoja praca twórcza była przyjemna, efektywna i satysfakcjonująca.

Po więcej motywacji zapraszam na fan page Pełnia i do grupy Pisarskie Olśnienia. Chodź,  u nas jest fajnie!



11 komentarzy

  • Marysia

    Najtrudniej zacząć poźniej zostaje ta myśl ze trzeba skończyć, np. wpis na bloga. Bloga lubię prowadzić, raczej nie mam takich moemtow że mnie odciąga coś od pisania, ale czasem czuje zwyczajne zmęczenie, wtedy daje sobie tydzień odpoczynku i wrcam z podwojonymi pokladami inspracji i tworczej radości 🙂

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Świetna wskazówka – zwykle rzeczywiście głupio nam nie skończyć tego, co zaczęliśmy.

      Odpowiedz
  • Kasia

    Przez długi czas walczyłam z tą upartą Panią prokrastynacją. Miałam wielką ochotę podzielić się książkową miłością ze światem, a lęk przed upokorzeniem skutecznie mnie od tego odciągał. A po co? A na co? A mało to innych blogów o tej samej tematyce. Obawiałam się utonięcia w tłumie innych, bardziej uzdolnionych bloggerów. Na szczęście się przełamałam i teraz z radością tworzę recenzje 🙂

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Bardzo się cieszę – miło się czyta takie komentarze! Ja też sporo czasu straciłam na podobne przemyślenia…

      Odpowiedz
  • Słodko Słodka

    Bardzo fajnie napisane,przyjemnie się czytało,no cóż będę musiała zmienić nawyki 😉 Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Gorąco polecam – zmiana nawyków na te, które nam służą, bardzo poprawia samopoczucie!

      Odpowiedz
  • krystynabozenna

    Ja nie sabotuję , a i tak czasu za mało, chyba Ziemia przyspieszyła i czas się skrócił …

    Odpowiedz
  • BEATA REDZIMSKA

    Oj tak fejsik zdecydowanie jest Bogiem Prokrastynacji, odkad robie sobie jeden dzien w tygodniu off fb – mam wiecej czasu na sprawy, ktore przedtem odkladalam na pozniej.

    Odpowiedz
  • blogierka

    Ja jednak muszę kawę rano, żeby obudzić mózg 🙂

    Odpowiedz
  • Krzysztof

    Muszę przyznać, że też czasem się z tym problemem zmagam. Czasem jak mam usiąść do pisania to siadam i piszę, a innym razem powoli to przesuwam na później, aż w końcu nie bardzo jest czas. Z lęków chyba najbardziej pasuje do mnie ten, że „to co tworzę nie jest wystarczająco dobre”. Już kilka razy ta myśl zrujnowała mi sesję pisania. Być może skorzystam na próbę z twoich rad, może coś pomogą 🙂

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Accessibility
Font Resize