Opowiadania

Dziwne wypadki w królestwie Euforia

Autorka zdjęć: Weronika Śmiecińska  (we.rciax). Modelki: Klaudia Miszczuk i Klara Świć.

W królestwie Euforia zapanowała zima. Nie taka zwykła, która co roku następuje po jesieni, a chłód nie do zniesienia.

Najpierw liście zaczęły spadać z drzew – czyli tak jak zawsze. Potem powietrze stawało się coraz bardziej mroźne, jak to w listopadzie. Nic nowego pod słońcem. Jednak już w grudniu, gdy powoli brakowało światła słonecznego, zaczęły następować bardzo dziwne zjawiska.

Większość mieszkańców tej górzystej krainy zatrudniona była przy hodowli owiec. Piękne, tłuste owce o najbardziej aksamitnych z futer traktowane były z miłością i pielęgnowane starannie. Ich sierść służyła za surowiec do tkania najpiękniejszych, najbardziej kolorowych gobelinów. Najpierw głos straciły papugi, których pełno plątało się pomiędzy rozgadanymi dziećmi i pracującymi rodzicami. Niestety, owcom udzielił się zły nastrój papug – zaczęły beczeć smutno i z nostalgią, jakby tęskniły za śpiewem swoich kolorowych towarzyszek.

Papugi zaczęły tracić również swoje barwy. Po pewnym czasie ich pióra nie cieszyły feerią kolorów, a miały po prostu różne odcienie szarości.

Dzieci przestały się śmiać i dokazywać – kuliły się zziębnięte w drodze do domu ze szkoły. Rodzice opiekowali się nimi, jak zawsze, starannie, dawali gorące kakao na rozgrzanie po mroźnym dniu. Jednak w ich spojrzeniu nie było ciepła. Owszem, zajmowali się zarówno swoim przychówkiem, jak i zwierzyńcem, ale nie cieszyli się, jak dawniej, ich towarzystwem.

W spojrzenia wszelkich istot żywych wkradł się chłód. 

Cały krajobraz poszarzał, a Euforia zamieniła się w krainę obojętności. Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że nikt zdawał się nie zauważać tych zmian. Jakby wszyscy zapomnieli, że kraina słynęła z tego, jak bardzo jej mieszkańcy cieszyli się życiem. Co gorsza, piękne gobeliny, teraz utrzymane w szarych barwach, nadal znajdowały swoich amatorów. Zatem wszystko zdawało się podążać w znanym kierunku.

Jedna tylko dziewczynka nie mogła znieść tej przemiany. Mała Hilda bardzo cierpiała, gdy w oczach taty i mamy nie widziała dawnych iskierek dobra i ciepła. Rodzice, którzy kiedyś tak ją kochali, że nieraz ściskali, aż ją bolało i nieraz zacałowywali każdy centymetr jej ciała, teraz odnosili się do niej z rezerwą. Wydawali polecenia, troszczyli się o to, by miała co jeść, pytali, czy odrobiła lekcje – lecz nie cieszyli się z jej towarzystwa. Wpatrzeni w przestrzeń, skoncentrowani na własnych wnętrzach, na twarzach mieli wypisany smutek. Do siebie też nie zwracali się ciepło, choć i nie kłócili, jak dawniej. Przypominali roboty, o których kiedyś rozmawiała z panią od literatury. Podobno takie stworzenia w przyszłości będą zasiedlać kulę ziemską. Ale jeszcze nie teraz – rozmyślała Hilda. „Skąd zatem ta zmiana? Szkoda, że nie mogę zapytać pani Kajetany… ona przecież ma tę samą chorobę co reszta.”

Autorka akwareli: Danuta Aptacy (moja Mama)
Autorka akwareli: Danuta Aptacy (moja Mama)



Hilda była bardzo zmartwiona. Nikt nie rozumiał, o co jej chodzi. Każdy się frasował jedynie tym, że przedłużająca się zima powoduje coraz poważniejsze braki jedzenia. Dorośli skoncentrowani byli na wyrobie serów, dostarczeniu odpowiedniej ilości pożywienia owcom oraz dzieciom. Myślano, co można przyrządzić z zapasów ziemniaków i obliczano, kiedy nareszcie nastąpi odwilż. Nikt nie zauważył, że światu zabrakło barw, a o uczuciach każdy zdawał się zupełnie zapomnieć.

Nie było krzyków, śpiewów, połajanek. Społeczność starannie wypełniała swoje obowiązki. A Hilda codziennie płakała do poduszki.

Pewnego dnia postanowiła zadziałać. Nie mogła sobie wyobrazić takiej nędznej egzystencji do końca swoich dni. Wyjęła papier ze swojego drewnianego sekretarzyka, wyciągnęła pióro i kałamarz. Zaczęła pisać odezwy – miała nadzieję, że znajdzie się choć jedna osoba, która, tak jak ona, pamięta stare czasy.

Zziębniętymi rączkami przybijała swoje listy do zmarzniętych pni drzew. Nikt nie zwracał na to uwagi – każdemu jej działania były obojętne. Staruszkowie, małe dzieci, pani burmistrz, pan doktor – przechodzili obok niej zziębnięci, dbając tylko o to, by jak najszybciej znaleźć się w ciepłych domach, ogrzać z kubkiem herbaty przy kominku.

Hilda nie poddawała się. Ta dzielna dziewczynka zatrudniła do przenoszenia listów swoją ulubioną papugę, która rozumiała ludzką mowę. Była bardzo zdziwiona narzuconym jej zadaniem, gdyż sama biedna nie pamiętała kolorowych, roześmianych, rozkrzyczanych czasów, lecz starannie wypełniała rozkazy swej opiekunki. Listy powędrowały w najdalsze zakątki Euforii.

 

Jeden z nich dotarł pod okno innej dziewczynki. Karla zauważyła przypadkowo ten skrawek papieru, gdy zbierała spod gangu drewno na opał. Już-już miała wyrzucić ten świstek, jednak przyciągnął ją tytuł napisany wielkimi literami: „Źle się dzieje w Euforii”. Pomyślała, że to niezwykłe, iż nie tylko ona zauważyła ten wielki problem.

Gdy tylko zaniosła drewno do domu i włożyła szczapy do kominka, opadła na łóżko i z wypiekami na twarzy zaczęła czytać list.

Obudził on w niej dawne wspomnienia. Wyciągnęła kredki spod łóżka, zakurzone, bo od wielu miesięcy nie malowała z powodu przygnębienia, jakie odczuwała po Wielkiej Zmianie. Poczęła malować dawny świat, taki, jakim go zapamiętała. Spod jej rąk wychodziły wielokolorowe kwiaty, jaskrawe ptaki – różowe flamingi, żółte kanarki, zielone papugi, drzewa o liściach w kolorze soczystej zieleni… Rysowała radosnych ludzi i zadowolone owce, a dzwoneczki u ich szyj oddała tak realistycznie, że niemal słychać było ich dźwięk.

Gdy zdołała namalować kilkadziesiąt obrazów, postanowiła nawiązać kontakt z autorką listu. Chciała jej pokazać, że pamięta dawne czasy i w ten sposób ją wesprzeć.

Całe szczęście, że Hilda podała na liście swój adres. Mieszkała akurat w tym samym mieście, co ciocia Karli, zatem łatwo było szesnastolatce przekonać rodziców do kilkudniowej wycieczki.

Gdy zapukała do domu Hildy, serce waliło jej jak oszalałe. Oto znajdzie dziewczynkę, która tak jak ona sama nie jest obojętna na Wielkie Zmiany. Oto znajdzie bratnią duszę. We dwie zawsze raźniej, myślała.

Drzwi otworzyła jej czarnowłosa Hilda. Z początku spojrzała na nieznajomą z lękiem – straciła bowiem całkiem nadzieję, że listy dotarły do jakiejkolwiek bratniej duszy. Oczy jej wypłakały już wszystkie łzy, a ona sama pogrążyła się w wielkim smutku.

Jednak gdy dziewczynki spotkały się ze sobą wzrokiem, już wiedziały, że myślą podobnie. Padły sobie w ramiona.

Hilda natychmiast krzyknęła w stronę kuchni, że ma gościa na kolacji. Mama obojętnie się zgodziła, przeżuwając kromkę chleba i jak zwykle patrząc w dal. Tata nie wyściubił nosa znad gazety.

Opowieściom nie było końca. Dziewczynki śmiały się i płakały naprzemian, szczęśliwe, że zdołały siebie odnaleźć.

Po kolacji zamknęły się w pokoju Hildy – miały ogromną, przemożną ochotę razem sobie porysować i opisać świat, który wcześniej istniał w miejscu lodowatej przestrzeni, w której obecnie przyszło im żyć. Rysowały, pisały całą noc. Zużyły wszystkie notatniki Hildy, a z kredek Karli zostały tylko maleńkie ogryzki.

 

W końcu zmorzył je sen. Gdy obudziły się około południa, ze zdziwieniem odkryły, że jedna z ich najpiękniejszych prac zniknęła. Różnokolorowy, rajski ptak rozpłynął się w powietrzu, a w jego miejscu na kartce widniała dziura.

Tymczasem na Wielkiej Górze trwało poruszenie.

Rajski ptak, który ożył pod wpływem wzruszenia, będącego udziałem dziewcząt, nie wiedzieć czemu, poleciał właśnie tam. A na Wielkiej Górze królował Straszny  Olbrzym. Był bardzo samotny, a przez to nieszczęśliwy. Zazdrościł mieszkańcom Euforii ich wspólnych radości, dlatego rzucił na krainę czar. Teraz z rozkoszą przypatrywał się stanowi ich uczuć – a właściwie ich brakowi. Niestety, gdy zobaczył, jak piękny, jak efektowny, jak doskonały jest Rajski Ptak, nie mógł powstrzymać łez wzruszenia.

I płakał, i płakał, i płakał. I tak ja wcześniej jego lodowaty oddech skuł krainę lodem obojętności, tak teraz łzy, których nie był w stanie opanować, zalały ciepłym strumieniem krainę u podnóża Wielkiej Góry. Roztopiły lód, podniosły temperaturę gruntu, w Euforii nastąpiła odwilż.

Powoli wszystko wracało do normy. Wielki Olbrzym zaprzyjaźnił się z Rajskim Ptakiem, specjalnie dla niego hodował najsmaczniejsze drzewka owocowe i ustępował mu miejsca na swojej ulubionej poduszce. 

Mieszkańcy krainy zdawali się nie pamiętać najdłuższej zimy świata, a Hilda i Karla nie do końca zdawały sobie sprawę ze swojego udziału w rozwiązaniu problemu.

Od tamtej pory wspólnie tworzyły piękne baśnie na dobranoc.

A to właśnie, drogi Czytelniku, jedna z nich.

Podobało Ci się? Napisz do mnie, jeśli chcesz otrzymać bogato ilustrowanego ebooka z inspirującymi baśniami.

NIESPODZIANKA! Dla tych, co wolą słuchać, mam tę samą opowieść w nieco skróconej formie nagraną na potrzeby Przestrzeni Malucha.

Kliknijcie tutaj: KLIK! i ściągnijcie ją na swój komputer :*. Czyta Autorka, czyli ja :).

Pamiętaj, że dodajesz skrzydeł Artystkom, jeśli decydujesz się na polubienie fp, udostępnienie ich dzieł lub dodanie budującego komentarza pod wpisem.



18 komentarzy

  • Weronika

    Dziękuję za współpracę. Bardzo mi się podobają jej efekty. 😊

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Ja również bardzo dziękuję! Do następnego, Weroniczko ☺️!

      Odpowiedz
  • BEATA REDZIMSKA

    Wspaniala bajka, ktora przypomina nam o tym, co w zyciu jest naprawde wazne i dzieki czemu zycie nabiera tego smaku. Dziekuje.

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Cała przyjemność po mojej stronie, Beatko.

      Odpowiedz
  • Books My Love

    bardzo fajne opowiadanie 🙂

    Odpowiedz
  • Vee

    Bardzo fajne opowiadanie, fajny temat i bardzo dobry styl pisania. Pozdrawiam, Vee.

    Odpowiedz
  • Ewa

    Życiowa bajka z morałem. Napisana świetnym stylem, wciągająca. Pozdrawiam!

    Odpowiedz
  • Karolina

    Miło się czytało, przyjemny styl pisania 😉

    Odpowiedz
  • Urszula Oliwek

    Przyjemnie się czytało, brawo! Lubię baśniowe opowieści, bo nigdy chyba tak naprawdę nie dorosłam 🙂

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Dziękuję 😊. Ta bajka jest i dla dużych, i dla małych, więc mogłaś ją legalnie przeczytać ☺️.

      Odpowiedz
  • Krzysztof

    Również napiszę, że zacnie czytało mi się tą bajkę. Opowieść prosta, ale z sensem i przesłaniem.

    Pozdrawiam,

    Odpowiedz
  • Bea

    Ta zima też się powoli na taką zapowiada…. 😉

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Mam nadzieję, że jednak minie o czasie 😀.

      Odpowiedz
  • Vicky

    Chęć „dodania skrzydeł artystom” to zecydowanie najlepsza motywacja, jaką do tej pory słyszałam. Czuję się przekonana, a same teksty bardzo ładne.

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Cieszę się, że Ci się podobają!

      Odpowiedz
  • Wodamineralna

    Naprawdę dobrze napisane. Wielu autorom wydaje się, że posiadają odpowiednią wiedzę na opisywany temat, ale z przykrością stwierdzam, że tak nie jest. Stąd też moje pozytywne zaskoczenie. Powinienem wyrazić uznanie za Twoją pracę . Zdecydowanie będę rekomendował to miejsce i regularnie tu zaglądał zeby zobaczyć nowe posty.

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Accessibility
Font Resize