Dla artystów

Iza Bułeczka – Artystka, która kocha kobiety

Zapraszam Was najserdeczniej i z ogromną radością do przeczytania wywiadu z Izą Bułeczką – ta dziewczyna wykonuje świetne, niesamowicie optymistyczne prace, w których zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Oprócz tworzenia pięknych grafik, Iza potrafi pięknie opisać swoją pasję, która daje jej twórczą satysfakcję i zawodowe spełnienie.

Hej Iza! Pisałaś niedawno, że coraz więcej Twoich prac pojawia się, gdy wpiszesz w google „Iza Bułeczka”. Wcześniej trudno je było znaleźć pośród fotografii pieczywa :). Jakie to uczucie? 

Racja! Ostatnio zrobiłam taki eksperyment. W ostatnich miesiącach sporo moich rysunków wypełzło z szuflady. Oglądanie swoich ilustracji w google to mix różnych emocji, ale głównie radość i wdzięczność, że mogę robić coś, co sprawia mi ogromną frajdę.

Opowiedz, proszę, o swoich początkach zawodowych. Kiedy zdecydowałaś, że zostaniesz graficzką? Kiedy właśnie ta pasja zdominowała Twój świat?

Czy był to jeden moment olśnienia, czy raczej w sposób naturalny, stopniowo dochodziłaś do punktu, w którym jesteś teraz?

Od brzdąca lubiłam rysować. Ale przez bardzo długo w ogóle nie myślałam, że to może być moją pracą.

Kiedy już zdecydowałam się na uczelnię artystyczną, studiowałam projektowanie ubioru. Szybko przeskoczyłam na kostium- najpierw do animacji lalkowej, potem dla filmu i teatru. Kolejno skusiła mnie grafika- wizja pracy, do której potrzebujesz wyłącznie laptopa. A po dwóch latach pracy w agencji i przepychania logo po ekranie, zdecydowalam się poszukać czegoś, co sprawia mi autentyczną przyjemność. Dlatego zanim jeszcze sama chwyciłam za ołówek “na poważnie”, zaczęłam uczyć rysunku. Założyłam taki mini projekt, dzięki któremu odświeżyłam w sobie tę radość. Stamtąd poszło już z górki.




Czyli trochę trwały Twoje poszukiwania, zanim odnalazłaś właściwą dla siebie ścieżkę i świadomie ją wybrałaś. Artysta, by tworzyć, potrzebuje dużej dozy wolności. Pamiętam, że swego czasu odliczałaś dni do zakończenia pracy na etacie. Jak Ci teraz na freelansie? 

Na freelansie jestem od 11 miesięcy, niemal co do dnia! Nie ma co ukrywać- jest mi bardzo dobrze. Uwielbiam to, że faktycznie mam dużą elastyczność i to ja podejmuję decyzje, czym zajmę się w następnej kolejności. Lubię moją przestrzeń na eksperymenty, mnóstwo nauki. Odkrywam całe morze możliwości, co czasami potrafi przerazić, ale zawsze jest niezwykle ekscytujące.

Każdy poniedziałek zaczynam z myślą “wow, to teraz trzeba zakasać rękawy”, a to chyba dobry znak.

 

No raczej! Pochwal się proszę, Twoimi największymi sukcesami. A może zechcesz podzielić się również najpoważniejszym wyzwaniem?

Czasem słyszę, że często używam negatywnych sformułowań – “boję się”, “denerwuję się”. Ale moim zdaniem nie ma co zgrywać chojraka. Każdy nowy pomysł to dla mnie wyzwanie i zwyczajnie mam tremę. Na początku wszystko jest nowe, jest mnóstwo pierwszych razów i ja się ich zwyczajnie boję. Za każdym razem, czy jest to podcast czy wystawa, warsztaty – chcę dać z siebie wszystko.

To, co robię jest bardzo osobiste. Kiedy prezentuję swoje prace, to tak naprawde wkraczam między ludzi z sercem na dłoni. Otwarcie i przy wszystkich mówię, co mnie zaciekawiło, urzekło. Co uważam za piękne, a z czym się borykam.

Myślę, że taka szczerość prowadzi do pewnej intymności z odbiorcami moich ilustracji. Ludzie chcą ze mną rozmawiać o emocjach, słuchać historii. To jest dla mnie sukces- że rysunkiem potrafię kogoś zmotywować, otworzyć.

Podpisuję się pod tą wypowiedzią całą sobą – odsłonięte serce, ciągłe zapraszanie do swojego wnętrza jest za każdym razem tak samo trudne i stresujące. Jednak efektem takich działań jest niezwykła bliskość, więź, jaka się tworzy między Tobą a odbiorcami. Duchowa wspólnota. To dla mnie jedna z niewysłowionych zalet pracy twórczej.A jakie jeszcze sukcesy masz na swoim koncie? Gdzieś mi mignęły publikacje prasowe Twoich grafik… pochwalisz się?

W Polsce współpracowalam z magazynem Szajn i FUSS. Poczyniłam ilustracje dla Blimsien i G’rls Room. Czyli bardzo dziewczyńskie klimaty, które bardzo mi odpowiadają. Na koncie mam też ilustracje do dziennika Die Welt. I dosyć często wystawiam prace w Berlinie, Londynie i Katowicach.

No i zrobiło mi się szalenie miło, kiedy moje prace znalazły się w Cosmopolitan w dziale “inspiracje” z dopiskiem, że będą mieli na mnie oko :).

 

Ja też będę Cię z przyjemnością obserwować. Powiem Ci w zaufaniu, że mam talent do wyławiania perełek z oceanu internetu :). Jestem przekonana, że świat jeszcze nieraz o Tobie usłyszy. 

Często Twoimi bohaterkami są kobiety. Skąd takie zainteresowanie naszą płcią? Czy kryje się za nim jakieś przesłanie? 

A wiesz, ten feminizm i fascynacja kobietami pojawiła się całkiem niedawno-po przeprowadzce do Berlina. Najpierw trafiłam do grupy kreatywnych kobiet, potem kreatywny kolektyw, który w 99% stanowią kobiety, a następnie w kilka fantastycznych miejsc w internecie prowadzonych przez kobiety. I zauważyłam, że to są miejsca pełne dobrej energii, wsparcia. Gdzie razem cieszymy się z sukcesów, ale też umiemy się otworzyć, kiedy coś idzie nie tak. Mam poczucie, że znalazłam grupę, z którą się identyfikuję. wbrew pozorom, to nie jest oczywiste.

Kobiety są mądre, piękne i fascynujące. Szkicując ich sylwetki, opowiadam o swojej własnej kobiecości. Rysunki służą mi do poszukiwań i, jak mówiłam wcześniej, rozmów z innymi. Kobiece ciało to dla mnie okaz zdrowia i dumy, dlatego rysuję je z przyjemnością i chcę o nim rozmawiać. To też moje ciało, które staram się pokochać. Łączy mnie z nim specjalna relacja, bo tutaj właśnie spędzam swoje całe życie.

Nie da się ukryć – dobra relacja ze sobą, swoim ciałem i emocjami przekłada się na szczęśliwe i dobre życie. Czy warto wiązać je z działalnością artystyczna? Co byś doradziła tym, którzy wciąż się wahają? 

Pozwolę to sobie podzielić na 3 pytania.

Czy warto być kreatywnym?

Tutaj nie ma się co zastanawiać. Warto być kreatywnym i się w tym spełniać. Nie być najlepszym, nie produkować arcydzieł. Tylko korzystać w tej przyjemności. W końcu dla wielu z nas pisanie, malarstwo, gotowanie czy układanie kwiatów to wentyl mentalnego bezpieczeństwa.

Czy warto być artystą z zawodu? Słyszałam taką metaforę, że kreatywność jest jak bęben, co to gra dla wszystkich, ale dla niektórych głośniej. Jeśli-tak jak ja- nie słyszysz nic poza nim, to zrób to!

Czy to ma sens? Moim zdaniem nic nie ma sensu, ale jeśli podarujesz komuś okazję do refleksji czy uśmiechu, albo sprowokujesz do przyjemnej rozmowy, to jednak wygrywasz w to życie .

Iza Bułeczka – Artystka i ilu­stra­torka z Ber­lina. Naj­bar­dziej znana z geo­me­trycz­nych postaci kobie­cych. Inspi­rują ją ich smutki, fałdki i nie­do­sko­na­ło­ści, które w ilu­stra­cjach wyglą­dają dosko­nale. A kiedy nie rysuje, maj­struje inne twór­cze rze­czy, warzy elik­siry miło­sne lub zwy­czaj­nie włó­czy się po mie­ście i węszy za naj­lep­szym fala­fe­lem.

Obserwujcie Izę  na Instagramie, ma też swoją stronę www: izabuleczka.com.

Podoba Ci się moja praca? Lubisz teksty o artystkach?  Potrzebujesz twórczej motywacji?

Dołącz do Pełniowego fanpejdża,

A jeśli chcesz być bohaterką kolejnej rozmowy, napisz do mnie!



2 komentarze

  • Zielona Małpa

    Pierwsze skojarzenie dotyczące rysunków, to Picasso z kobietami w roli głównej 🙂

    Odpowiedz
  • Joanna

    Lubię taki styl. Taka trochę oczywista nie oczywistość. A do tego uwielbienie dla kobiet!

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Accessibility
Font Resize