Dla artystów

Ratunku, nie mam motywacji! Co robić, gdy wena opuszcza, a Ty odpuszczasz?

Znacie to? Na początku mamy w głowie spektakularny, niesamowity, gigantyczny projekt, od którego piękna aż nas boli serce. Tak, to będzie właśnie to – nasze dzieło życia, powieść, która zapisze się w historii literatury. Albo blog, jakiego jeszcze nie widział świat – oryginalny, piękny, intrygujący… da nam miliony lajków i pieniądze na miarę co najmniej tych, które zarabia Michał Szafrański.

Przyszłe Katarzyny Bondy, Remigiusze i inne Tokarczuk Olgi wyobrażamy sobie już sławę i chwałę, która czeka tuż za rogiem. Wystarczy przecież pomysły spisać i wcielić w życie. Wszak, według obiegowej opinii to, co sobie możesz wyobrazić, możesz też osiągnąć.

Nie wiem, jak jest u Was, ale mnie te cytaty motywacyjne na ogół bardzo dołują, zamiast wzmacniać. Bo skoro to takie proste – wcielić swoje pomysły w życie i zacząć na nich zarabiać miliony – dlaczego mi tak często nie wychodzi? I skąd po pierwszym haju następuje zniechęcenie?

Wiecie skąd?

A no stąd, że jestem człowiekiem. Jako człowiek mam swoje słabości, gorsze chwile, momenty zwątpienia i obawy.

Praca twórcza to dość delikatna materia, wrażliwa na różnego typu hamulce. Stąd właśnie porzucanie projektów, niszczenie niedokończonych obrazów, zostawianie sztalug w kącie, aż pokryją się pajęczyną. 

Chwile zwątpienia w siebie są naturalne – artyści zwykle mają większą wrażliwość i oceniają siebie zbyt surowo. Nawet nobliści nie mówią sami do siebie: „Tak, to, co tworzę, jest doskonałe”. Zwykle przyjmują pochwały i hołdy z ogromnym dystansem.

Biorąc pod uwagę to, że chwile przestoju są naturalne, jednocześnie można z nimi walczyć i zachęcać siebie do kontynuacji pracy nad swoimi dziełami. Wszak twórcze działania, przede wszystkim, sprawiają nam radość i dają niesamowite uczucie flow, o którym przeczytacie w tym artykule.

Co zatem robić, gdy nam się nie chce – lub gdy czujemy, że lada moment motywacja spadnie nam do zerowego poziomu?

Oto kilka sposobów:

  1. Zrób coś, cokolwiek, codziennie – jeśli zaczynasz pracę nad blogiem i jakoś literki się nie układają zgodnie z Twoją wizją, może zaplanujesz wpisy na facebooku? Albo zastanowisz się nad doborem książki do zrecenzowania? Każda, najmniejsza nawet czynność wokół projektu sprawia, że on żyje, że krąży w nim energia. Im dłużej nie robisz przy nim zupełnie nic, tym większa ewentualność, że umrze z braku twórczego tlenu.
  2. Tworzenie nawykowe – to wprost idealny sposób, by nie dać się zatrzymać ani zniechęcić. Jeśli wpiszemy nasze spotkania z sobą samym jako artystą do codziennego kalendarza, zaplanujemy je – choćby półgodzinne, lecz codzienne – jesteśmy na prostej drodze do sukcesu – ukończenia projektu. Wyrabianie nawyków nie jest najprostszą sprawą. Wie to każdy, kto odwiedzał siłownię – najpierw co drugi dzień, potem co tydzień, by w końcu omijać ją szerokim łukiem. Na początku trzeba się do tego nieco zmuszać, lecz po pewnym czasie dziwnie nam w środku, jeśli z jakichś obiektywnych powodów nie udaje się dopełnić nam czynności tworzenia. Tworzenie staje się uzależnieniem – i tego Wam życzę.
  1. Dobrze, jeśli Twój projekt (powieść, książka ekspercka, seria obrazów) jest częścią czegoś większego, zjawiska, dla którego masz serce i jesteś w stanie poświęcić swój czas. Dużo czasu. Mój blog nie istniałby, gdybym w pewnym momencie nie rozszerzyła działalności o chęć inspirowania innych do twórczej ekspresji. Więcej nawet – dopiero w tym momencie zaczął rozkwitać i dawać mi prawdziwą satysfakcję. Gdy patrzę, jak dużo dają moje słowa innym, gdy czytam komentarze, wiadomości prywatne, kiedy rozmawiam z Dziewczynami podczas twórczego mastermindu – to mnie motywuje do działania bardziej niż cokolwiek innego. Mam również kilka innych marzeń do spełnienia dzięki mojemu pisaniu i obecności w sieci. Wszystkie związane są z misją daleko przekraczającą to, co jestem w stanie sama dokonać, a jednocześnie niezwykle ważną społecznie. Poddać się, gdy Twoja działalność może pomóc wielu osobom? Byłoby głupio przed sobą samą.
  1. Oprócz szczytnych celów, fajnie, jeśli nasz projekt spełnia nasze prywatne marzenia i przynosi nam okołoprojektową przyjemność. Dla wielu z nas, pisarek, które dokonały upublicznienia swoich dzieł, taką przyjemnością są odnowione kontakty ze znajomymi, sympatyczne wiadomości, komplementy. Dostaję sporą ilość wyrazów sympatii od osób, które znają mnie z zamierzchłych czasów liceum, a nawet wcześniejszych. Moja rodzina jest ze mnie dumna i wspiera mnie w twórczej drodze, nie szczędząc wyrazów uznania. A tego wszak pragnie każdy z nas – uznania, poczucia, że to, co robimy, jest wartościowe. Zatem dlatego kontynuujemy nasze działania nawet wtedy, gdy nam się zwyczajnie nie chce. Kolejną wartością dodaną do projektu jest spotkanie osób, które wyznają podobne wartości, oddają się podobnej pasji, mają te same zainteresowania, co nasze. Znaleźć swoje plemię, które rozumie nasze troski, obawy, które cieszy się z podobnych rzeczy jak my – to ogromna satysfakcja i źródło radości.
  1. Inną świetną motywacją jest poczucie sukcesu, gdy ukończymy nasz projekt. Bardzo mało osób rozpoczynających pracę nad powieścią dociera do jej ostatniego zdania. Jeszcze mniej do punktu, w którym owa powieść jest do znalezienia na sklepowych półkach. Ambitne i zawzięte jednostki mogą potraktować to w kategorii wyzwania i tym bardziej się uprzeć – pisać wbrew wszelkim przeciwnościom. Doskonała okazja do wypróbowania swojej determinacji jest właśnie teraz, podczas listopadowego pisania własnej powieści – odsyłam do grupy Pisarskie Olśnienia Edyty Niewińskiej, w której codziennie spowiadamy się z tego, czy udało nam się przysiąść do pisania danego dnia, a tutaj przeczytacie więcej o tej międzynarodowej akcji.
Znacie jakieś inne sposoby na podtrzymanie motywacji w fazach zniechęcenia? Będę wdzięczna za dodatkowe wskazówki, przydadzą się również innym Czytelnikom tego tekstu.

Jeśli macie ochotę na podróż ku swojemu twórczemu spełnieniu, zbieram właśnie kolejną grupę Śmiałkiń, które zechcą wybrać się ze mną w podróż do Pełni twórczego potencjału. Zapraszam serdecznie!



32 komentarze

  • paulina

    ja nie umiem zapanować nad swoim leniem i brakiem motywacji 🙁

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Pytanie, czy chcesz :).

      Odpowiedz
  • leszczyńska weronika

    Świetny wpis i bardzo fajne porady. Właśnie niedawno miałam taki problem, że nie miałam weny, żeby opisać swoją ostatnią podróż, wszystko miałam w głowie ale jakoś napisać o tym było wyjątkowo trudno. Zapisywałam więc wszystkie swoje myśli, punkty, odnośniki. Wybierałam zdjęcia itp. W efekcie miałam cztery zaczęte wpisy ale żaden niedokończony. No ale zawsze to już coś 😉

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Tak jest, zawsze coś! Nie zaczynałaś od zera, gdy wena nadeszła :).

      Odpowiedz
  • Aneta

    Twój artykuł jak najbardziej potrzebny, a wskazówki pomocne. Same korzystam niekiedy z podobnych, ale przede wszystkim nie robię nic na siłę.

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Wena nie lubi przymusu, to prawda.

      Odpowiedz
  • Paula — www.TeoriaKobiety.pl

    Moim zdaniem kluczem do sukcesu (czyli nie załamania się z powodu braku motywacji ;)) jest metoda małych kroków — właśnie na zasadzie “skoro nie idzie mi pisanie, to poszukam książki do zrecenzowania albo zrobię zdjęcia”. Wsparcie innych osób też jest bardzo ważne, ale nie oszukujmy się — każdy z nas ma czasem doła i często trzeba go po prostu przeczekać.

    Odpowiedz
    • Małgosia

      To prawda. Zgadzam się w zupełności – metoda małych kroków, a jeśli nie działa – warto przeczekać, odpocząć, wziąć oddech… Byle nie czekać za długo ;).

      Odpowiedz
  • Kasia Lekkoozyciu.pl

    Dziękuję za taką pozytywną dawkę motywacji 🙂 Nie da się ukryć, że najskuteczniejszym sposobem jest po prostu zacząć coś robić i robić to systematycznie, nawet jeśli się nie chce. Próbowałam różnych sposobów i przekonałam się, że nie ma jednego cudownego środka . Za to wszystko o czym piszesz genialnie pomaga, ważne, żeby o tym pamiętać na co dzień.

    Odpowiedz
  • Matt

    Szczerze mówiąc to pomimo dość pozytywnego nastawienia do życia ostatnio coraz częściej zdarzają mi się takie momenty. Chętnie skorzystam z Twoich porad, mam nadzieję, że uda mi się znaleźć w nich coś, co w moim przypadku okaże się skuteczne. Bardzo fajny i ciekawy wpis! 😉

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Bardzo dziękuję! Mam nadzieję, że pomoże :).

      Odpowiedz
  • Michał

    Bardzo dobry artykuł. Mnie niejednokrotnie dopada właśnie brak motywacji do wszystkiego. Ale życie jest za krótkie na takie chwile, a twój “poradnik” jest bardzo dobry.

    Odpowiedz
  • Patrycja Czubak

    Ja zazwyczaj pozwalam sobie odpocząć, żeby potem wrócić ze zdwojoną siłą.

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Regeneracja jest niezwykle istotna :).

      Odpowiedz
  • Kinga Kulczycka

    Spora garść cennych spostrzeżeń. Prezentujesz bardzo ciekawą postawę. Super!

    Odpowiedz
  • Jakub

    Mój sposób na chwile, gdy musze, ale nie chce się to wyjście na spacer. 10-15 minut intensywnego marszu robi swoje. Polecam

    Odpowiedz
    • Małgosia

      O, super, ważna uwaga! Zabrakło tego sposobu w moim tekście. Rzeczywiście, wysiłek fizyczny na świeżym powietrzu bardzo pomaga i podnosi poziom kreatywności. Dzięki, Jakub!

      Odpowiedz
  • GOSIA KACPROWSKA

    Małgosiu,
    Dziękuję Ci za ten wpis. Zdarza się, że wena rzeczywiście odpoczywa. Ulatnia się w najmniej spodziewanych momentach.
    Skorzystam z Twoich rad.
    Mi pomaga czytanie książek:)

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Czytanie jest dobre na wszystko. DOSŁOWNIE na wszystko ;). Pozdrawia mól książkowy :).

      Odpowiedz
  • Terenia Tekścik

    Pomocny artykuł! Ach, ta wena… Nie zawsze przychodzi wtedy, kiedy tego potrzebujemy. To prawda, że warto wyrobić sobie nawyk tworzenia. Ponoć niektórzy pisarze tak właśnie pracowali – siadali każdego dnia, o wybranej godzinie i po prostu pisali. O tym, co działa i sprawdza się u mnie, pisałam kiedyś na swoim blogu: https://fabrykatekscika.pl/co-z-ta-wena/. Pozdrawiam ciepło! 🙂

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Dziękuję serdecznie za linka i za treściwy komentarz. Już biegnę do Ciebie :).

      Odpowiedz
  • BEATA REDZIMSKA

    Magda, momenty zwatpienia to tez doswiadczenie, ktore wzbogaca nasze spojrzenie na swiat i na prace tworcza. Sama bloguje od 7 lat i dobrze znam te wahania, ale przekonalam sie, ze kiedy nie czujemy weny, albo mimo wszystko trzeba pisac, a wena przyjdzie, albo sobie odpuscic, robic cos innego, czytac, zyc a wena sama z siebie wroci.

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Dzięki za radę, Beatko! Po raz kolejny w swoim życiu zostałam Magdą, ale zupełnie nie szkodzi, przyzwyczaiłam się :).

      Odpowiedz
  • swiat karinki

    Ja staram się planować posty na zaś i jeśli mam czas to robić je z wyprzedzeniem, by później nie mieć poczucia że muszę to zrobić na dziś. A jak nie mam weny to daje se odsapnąć

    Odpowiedz
    • Małgosia

      I bardzo słusznie! Pozdrawiam, Karinko :).

      Odpowiedz
  • Magdalena Palmowska Coaching Serca

    Małgosiu bardzo podoba mi się punkt dotyczący tworzenia nawykowego – kiedyś wydawało mi się, że tworzenie i NAWYK nie idą ze sobą w parze… że nawyk odbiera naszej twórczości jakiegoś takiego smaku, takiej magii radosnej twórczości. Dzisiaj myślę i doświadczam, że warto budować nawyki, można nazywać je RYTUAŁAMI, ale są tak naprawdę niezbędne, żeby jakikolwiek twórczy projekt doprowadzić do końca

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Tak jest! Oczywiście, możemy nazwać je rytuałami, by brzmiało to bardziej romantycznie i magicznie, jednak systematyczność, wbrew pozorom, sprzyja procesom twórczym. Pozdrawiam serdecznie!

      Odpowiedz
  • Emilia Teofila

    Małgosia,
    jak zwykle ociekający konkretem post, pełen dobrej energii i celnych wskazówek!
    Uważam wszak, że wena i przymus chodzą w parze, co jest zupełną odwrotnością Twojego podejścia do tematu. Otóż mówię sobie: musisz pisać. To Twoja praca. 40 tys. znaków dziennie. Jedziesz. I książka posuwa się naprzód, czy jest wena, czy nie. 🙂

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Tak jest, gdy pisanie staje się Twoim zawodem… i tu pojawia się pytanie: czy nadal wówczas sprawia przyjemność? Sama jeszcze nie znam odpowiedzi 😀. Pozdrawiam serdecznie, Siostro po Piórze!

      Odpowiedz

Zostaw komentarz

Accessibility
Font Resize