Dla artystów

Małe zbrodnie na kreatywności

Kreatywność, pasja, rozwój artystyczny – wszystkie te hasła brzmią bardzo interesująco i mają moc przyciągania. Jednak, gdy zastanowimy się bliżej nad ich praktycznym zastosowaniem i autentycznym zaproszeniem sztuki do naszego życia, zaczynają się schody. Głównie dlatego, że życie skutecznie nas oducza kreatywności – na wielu polach. Przyjrzyjmy się bliżej, co może zabijać kreatywność. Kto wie, może świadomość zagrożeń pozwoli nam je skutecznie niwelować i eliminować, ewentualnie przepracować w sobie? Żadne z tych rozwiązań nie jest łatwe do zastosowania, jednak małymi kroczkami można dojść do celu. Zaczynamy.

PROBLEM:

BRAK WSPARCIA OTOCZENIA – no tak byś chciała, tak pragnęła rozwinąć skrzydła, lecz za każdym razem dostajesz po głowie: a na co ci to, co ci z tego przyjdzie? Ta twoja pisanina chleba nie da, twoje bohomazy nie zastąpią dzieciom obiadu… Wszystko prawda: zanim zaczniesz zarabiać na pisaniu, upłynie jakiś czas, a przede wszystkim nie wszystko, co wyjdzie spod twoich palców, nada się do udostępnienia szerszej publiczności. Rodzina zwykle nie rozumie twórczej części Ciebie, często nie docenia… szczególnie gdy chwytasz za pióro czy pędzel po bardzo długiej przerwie może okazać skonsternowanie i niezadowolenie.

ROZWIĄZANIE: a może Ty sama nie dajesz sobie na to pozwolenia? Może to Ty zbyt nieśmiało wyrażasz swoje potrzeby? Wiesz, miałam tak samo. Na początku mojej drogi nie chciałam absorbować działalnością twórczą mojej rodziny, wręcz trzymałam ją w tajemnicy, jako nic nie znaczące pitu-pitu. Potem pisałam, gdy moja kilkumiesięczna córeczka spała w ciągu dnia – oczywiście dopiero gdy posprzątałam, wstawiłam pranie, doprowadziłam do porządku gospodarstwo domowe. I z półtoragodzinnej drzemki mojego dziecka w ten sposób wykroiłam całe dwadzieścia minut na pisanie. Potem było trochę lepiej, gdy bardziej wciągnęłam się w moje hobby, a do tego moje artykuły zostały opublikowane w Mamadu. Jednak wciąż nie uważałam, że mam prawo pisać i mam prawo robić to kosztem innych czynności. Gdzieś obok, po nocach – owszem. Ale żeby z dumą obnosić się z tą czynnością i pisać pod własnym nazwiskiem i marką? Nigdy. I dopóki sama siebie nie wsparłam, nie pogłaskałam, nie powiedziałam do siebie: „Rób to, co kochasz i pochwal się tym przed światem”, nie było szans na zrozumienie i zaakceptowanie mojej potrzeby ze strony najbliższych. Skoro sama nie uważam jej za ważną, jak mam przekonać do tego otoczenie? Logiczne, prawda?

Ty jesteś ambasadorką swojej sztuki. Nikt inny.

 

PROBLEM:

FRUSTRACJA,  bo nie wychodzi tak, jakbym chciała – widzisz siebie w wyobraźni, jak stoisz w galerii, na wernisażu i opowiadasz o swoim obrazie. Chciałabyś namalować obraz, który wyrazi dokładnie to, co Ci teraz w duszy gra. Napisać powieść na miarę Nike. Kolejny bestseller w stylu Grocholi. Widzisz siebie piszącą genialnie, tworzącą piękne rzeczy. A tymczasem – nie wychodzi. Twoje portrety mają zawsze zezujące oczy, akwarela rozlewa się w niepożądane kierunki, a powieść… pfff… rzadko udaje Ci się dobrnąć do dziesiątej strony. Dlaczego?

Bardzo często problemem nie jest Twój brak talentu, a warsztat. Pamiętasz jeszcze, jak długo nie byłaś w stanie zawiązać sznurówek? Ile czasu zajęła Ci nauka pisania? Literki wychodziły najpierw koślawe, by coraz bardziej przypominać odpowiedni kształt. Ale nie pomyślałaś, że nigdy nie nauczysz się pisać, tylko wytrwale dążyłaś do celu, przy wsparciu rodziców i nauczycieli. Podobnie jest z każdą inną czynnością.

ROZWIĄZANIE: Talent nie wystarczy, by pięknie pisać i malować, ważny jest również warsztat. A tego naprawdę jesteś w stanie się nauczyć – na kursach stacjonarnych, online, z książek… Wtedy frustracja, że „nie wychodzi” będzie stawała się coraz mniejsza i będzie dotykała coraz wyższych poziomów poznania. Jednak, aby się na nie po kolei wznosić, trzeba mieć świadomość, że nauka warsztatu jest konieczna. Nawet w pracy twórczej mityczna wena nie wystarczy.

PROBLEM:

Błędne PRZEKONANIA o sobie. No tak, „bo ja zawsze porywam się z motyką na słońce”, „u mnie ciągle to samo – słomiany zapał”, „nie potrafię skupić się na jednym, ciągle bym goniła i szukała nowych wrażeń” – rugasz siebie w myślach.

ROZWIĄZANIE: A gdybyś tak pomyślała odwrotnie i rzekome wady przekształciła w zalety? Gdybyś myślała o sobie, tak dla odmiany, DOBRZE? Jeśli porywasz się z motyką na słońce, może po prostu kręcą Cię duże idee i ambitne cele? Może warto czasem wyobrazić sobie coś prawie niemożliwego do realizacji i konsekwentnie do tego dążyć. W końcu, jeśli nawet zatrzymasz się w połowie drogi do celu, to już będzie KOSMOS! Słomiany zapał może z kolei oznaczać, że w pewnym momencie podświadomie czujesz, że wcześniej obrana droga nie jest dla Ciebie i z danego celu rezygnujesz. Czy to źle, że potrafisz zmienić zdanie i nie tracisz więcej energii na projekt, do którego straciłaś serce? Jeśli z kolei nie potrafisz się skupić na jednej pasji… hmm… to po prostu oznacza, że jesteś osobą twórczą. Znowu – zaleta raczej, nie wada, zważywszy na to, że większość społeczeństwa preferuje chodzić utartymi ścieżkami.

Sama przeszłam podobną fazę pretensji do siebie za to, że działam tak, a nie inaczej, że ciągle poszukuję nowych celów i jeszcze nie wiem do końca, co jest dla mnie właściwą ścieżką. Dopiero gdy zrozumiałam, że poszukiwanie, eksploracja, odkrywanie to właśnie jest mój sposób życia – i to czyni mnie wyjątkową – zaakceptowałam taki stan rzeczy. Twórcze osoby tak już mają. Czas się z tym pogodzić, a nawet uważać to za ATUT.

PROBLEM:

Wewnętrzny krytyk. Znasz go – tego gada, co siedzi wiecznie na Twoim ramieniu i podsuwa coraz to nowe zdania, ośmieszające Twoją twórczość, sens tego, co robisz, podający w wątpliwość Twoją chęć objawienia światu Ciebie jako Artystki. Zawsze gotowy do powiedzenia Ci paru „sympatycznych” słówek, uaktywnia się najbardziej wtedy, gdy starasz się walczyć z lękiem. On doskonale wie, gdzie Cię najbardziej boli, znacie się wszak bardzo długo. Tam właśnie wkłada swoje szpile, by rozjątrzyć dawne rany i wzmocnić uczucie porażki. Każda przegrana w konkursie, każdy brak pochwały ze strony otoczenia, każda nie dość entuzjastyczna reakcja dodaje mu skrzydeł, a Ciebie dołuje.

ROZWIĄZANIE: Niektórzy mówią, że da się go ujarzmić. Ja mówię inaczej: zabij go! Zaduś gada własnymi rękami. To, co robisz, jest dobre. Po prostu. Bo jest Twoje, wyjątkowe, bo nawet jeśli nie dotrzesz do Nobla, nie przemówisz na nagrodach Nike jako laureatka, ZWYCIĘŻYŁAŚ. Jesteś twórczynią, potrafisz wyrazić siebie, a samo wyrażanie i wykonywanie czynności artystycznych to ogromny sukces. Nie będziesz, być może, kolejną Boznańską, Twoje prace nie osiągną milionowych sum na aukcjach, lecz są NAJLEPSZE, bo są Twoje. Oczywiście, jeśli będzie Ci zależało na profesjonalizacji twórczych działań, warto posłuchać cudzych uwag i dążyć do tego, by Twoje pisanie było coraz lepsze. Cudzych, nie swoich. I niektórych osób warto słuchać, nie wszystkich. W miarę jak tworzysz coraz więcej, pojawia się dystans do kolejnych dzieł. Wtedy uzmysławiasz sobie, że gdy ktoś krytykuje to, co stworzysz, nie oznacza to, że krytykuje Ciebie. A to nie jest na początku takie oczywiste J.

PROBLEM:

System edukacyjny, który nie pozwalał nam rozwinąć skrzydeł i dusił nasze pasje w zarodku. Chyba nadal tak jest, że eksperymenty to nie jest ulubiony sposób na zdobywanie wiedzy w naszych szkołach – poprawcie mnie, jeśli się mylę. W szkołach, w których nie ma przestrzeni na popełnianie błędów, nie ma też miejsca na kreatywność. Logiczne. Nie jesteśmy nauczeni tego, że droga jest równie ważna jak cel, a czasem ważniejsza.

ROZWIĄZANIE: Daj sobie prawo do popełniania błędów. Nie zliczę, ile razy w pracy twórczej błądziłam, ile mam rozpoczętych tematów, ile planów na książki… same hity mam w szufladzie, uwierz mi na słowo. Ale bez tych poronionych projektów nie byłabym w tym miejscu, w którym jestem teraz. Obecnie również eksperymentuję – z treścią, formą, moją obecnością online… bez dzisiejszych porażek i błądzenia różnymi ścieżkami, nie byłoby tych sukcesów, które czekają na mnie w przyszłości J. Szkoła nauczyła mnie walki o wynik – to było tak bez sensu, że aż mi szkoda dawnej siebie. Długo oduczałam się takiego sposobu myślenia. Było warto. Jestem teraz inną osobą.

Przekonałam Cię? Jeśli tak, wskakuj na mój fanpage. Wkrótce zaproszę Cię do wzięcia udziału w wyjątkowym eksperymencie. Uważaj – po nim nie wrócisz do dawnego życia!

 

 

 



30 komentarzy

  • PJK Diana Litwin-Dolezińska

    Wieeele w tym racji, że mamy w zwyczaju doszukiwać się czegoś na zewnątrz, podczas gdy w nas samych znajduje się najwięcej przeszkód…

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Bardzo często tak jest u dobrze to sobie uświadomić.

      Odpowiedz
  • Promotorka czytelnictwa

    Gosiu! Pięknie, mądrze napisane <3 A że Cię śledzę (w sieci oczywiście ;)) to wiem, że jesteś właściwą osobą, która może dawać takie rady innym. Twój rozwój jest bardzo widoczny na Twoim blogu, jesteś szczera, prawdziwa, cudowna! Czekam na powieść!

    Odpowiedz
  • DeVi

    Mam podobne problemy wymienione przez Ciebie. Zdaje sobie sprawę, że nauka wymaga czasu. Niestety zawsze na rysowanie miałam go…za mało. Słyszałam krytycyzm jednak dalej w to brnęłam. Wiem, że nie robie tego tak jakbym chciała, ale jak spojrzę parę lat wstecz jest… lepiej! Grafika? Cóż jak na początku próbowałam było tysiąc razy lepiej niż teraz – zapomniało mi się 😛

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Czasem nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak wielkie postępy czynimy zmierzając małymi krokami do celu.

      Odpowiedz
  • Marta Flak

    Długo miałam problem z tym, że wszystko czego się podejmowałam, było negowane przez rodzinę, podcinali mi skrzydła i marnowałam szansę. Teraz, całkiem od niedawna, nauczyłam się iść swoją drogą. Długo też brakowało mi totalnie pewności siebie, miałam o sobie błędne przeświadczenie beznadziejności. Aż w końcu znalazłam własne ścieżki i to nimi podążam i nie przejmuję się, jeśli coś nie wyjdzie 🙂

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Gratuluję z całego serca! To ważne zwycięstwo.

      Odpowiedz
  • Katarzyna R

    Bardzo ciekawie napisane 🙂 Fakt, czasem sami sobie wyrządzamy krzywdę, dokonując tych zbrodni na własnej kreatywności. Czasem, niestety, także na kreatywności innych.

    Odpowiedz
  • Piotr Szostak

    W moim przypadku najgorszy był słomiany zapał. I nie był to pozytywny słomiany zapał , czyli szukanie swojego miejsca/celu/pasji. Pierwsze trudności powodowały, że odpuszczałem, bo najprzyjemniejszy był pierwszy etap każdego projektu.

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Ważna uwaga uzupełniająca artykuł. Dzięki, Piotrze!

      Odpowiedz
  • august

    Nie ma się co przejmować. Nie wszystkie książki autorów nagrodzonych literackim Noblem są godne uwagi. Przykładem może być nasz Henryk Sienkiewicz. “Quo Vadis” powala, a “Pan Wołodyjowski” po prostu nudzi.

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Hm, nie o tym był tekst, ale również nie jestem fanką Sienkiewicza 😀.

      Odpowiedz
  • Aga

    Praca kreatywna jest z jednej strony mega świetna i przyjemna, z drugiej bardzo frustrująca, gdy nie możemy odnaleźć weny do stworzenia wymarzonej kreacji. Warto przyzwyczaić się do tego, że trzeba poświęcić mnóstwo czasu, mnostwo rzeczy idzie do śmietnika, ale warto, chociażby dla tej jednej, przy której ludzie powiedzą “wow! ta to miała kosmiczny pomysł” 🙂

    Odpowiedz
    • Małgosia

      To prawda! A przy tym ile mamy satysfakcji z samego procesu tworzenia i dochodzenia na końcu do tego, co pragnęliśmy od początku wyrazić 💙.

      Odpowiedz
  • Paulina

    Kreatywność, twórczość to rzeczywiście takie dziedziny, które bardzo łatwo zdusić, przede wszystkim dlatego, że bazują na emocjach, które z kolei łatwo zranić. Jedno krytyczne spojrzenie ważnej dla nas osoby i już, blokada gotowa, często na długie lata albo nawet całe życie. Oj, ile takich historii wysłuchałam w związku z pisaniem. Świetnie, ze poruszasz ten temat 😀

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Dziękuję – to prawda – tworząc odsłaniamy siebie. Dlatego właśnie to bardzo delikatna materia. Ale wiem z cała pewnością, że warto tworzyć i prezentować twórczość – pomimo leku przed oceną.

      Odpowiedz
  • Magda Tomkowicz

    Dla mnie zawsze najgorszy był wewnętrzny krytyk i wiem już, że to się nie zmieni, więc muszę działać pomimo jego uporczywego głosu 🙂

    Odpowiedz
  • Vai Bewitched

    Świetnie rozpisałaś to wszystko i rozłożyłaś na czynniki pierwsze. Wiele inspiracji bije z Twojego posta.

    Odpowiedz
  • Joanna

    Znam to dokładnie. Aktualnie ja borykam się z brakiem czasu a pomysłów mnóstwo. Tylko jakoś tak maluszki ciągle chcą na ręce a rąk mi własnie brak 🙂

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Z czasem się bardziej usamodzielniają – wtedy hulaj dusza! Można tworzyć i tworzyć 😎.

      Odpowiedz
  • urszula oliwek

    Zgrabnie to zebrałaś do kupy i opisałaś. Często te problemy własnie tkwią w nas samych.
    Te ograniczenia mają szczególnie kobiety. W dużej mierze wynika to z naszych nieszczęsnych uwarunkowań kulturowych. Ale idzie ku dobremu 🙂

    z

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Właśnie się bardzo cieszę, że idzie ku dobremu i sama chętnie dokładam do tego swoje trzy grosze 😀.

      Odpowiedz
  • Angelika Fronia

    No właśnie z tym wsparciem z otoczenia jest najgorzej. Ciężko komuś wytłumaczyć po co się pisze bloga, skoro praktycznie nic na nim nie zarabiam. A książkowego tym bardziej, gdzie najpierw trzeba przeczytać aby napisać recenzję, ale nie warto się poddawać

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Często trzeba walczyć o swoje, czasem aż brak argumentów… jednak gdy robisz to, co kochasz, nawet jeśli nie przynosi obecnie dochodów , rób to dalej. Po drodze trafiasz na fantastycznych ludzi, a z czasem, być może, uda Ci się dzięki Twojej pasji trochę zarobić.

      Odpowiedz
  • Lilka

    Zawsze można zostać pilotem jeśli nie artystą. Rysowanie słonia w środku booa musi mieć swoich odbiorców.

    Odpowiedz
  • Bookendorfina Izabela Pycio

    Zawsze miałam i mam wsparcie bliskich i przyjaciół w spełnianiu się w różnorodnych pasjach, nie mam też problemu z kreatywnością w dziedzinach, które faktycznie mnie fascynują, czy sprawiają mi przyjemność.

    Odpowiedz
  • Angelika - I co ty nie powiesz

    Świetny tekst podnoszący na duchu. Czasem faktycznie pochwalić siebie jest najtrudniej. W moim przypadku łatwiej mi wyjść przed obcą publikę niż przyznać się rodzinie i znajomym, że założyłam bloga. A jeżeli już o tym mówię to ze strachem i jakby wstydem. Trzeba z tym walczyć, ale to nie jest łatwe. Co do słomianego zapału to też jestem z niego znana, ale akurat tego nie uważam za coś złego 😉

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Accessibility
Font Resize