Dla artystów

Czego nie dowiesz się na kursie pisania

Nastał ten moment. Nareszcie, po wielu wątpliwościach, po licznych dylematach, udało ci się podjąć decyzję: zapisuję się na kurs pisania. Masz w planach wielką, niesamowitą powieść, która rzuci na kolana krytyków, zachwyci czytelników, tobie przyniesie gaże, o jakich nie śniło się Bondzie, Mrozowi czy innemu Szczepanowi Twardochowi. Lub inaczej: twoja biografia jest tak ciekawa oraz intrygująca, że koniecznie – koniecznie! – należy ją spisać ku radości twoich przyszłych wnucząt, utrwalić i uczynić częścią legendy rodzinnej.

Wysupłałeś oszczędności i stajesz przed dylematem :

Kurs online czy stacjonarny?

No tak, online jest świetny, bo przecież nie trzeba się ruszać z domu. I to też, powiadam ci, jego największa wada. Bo skoro nie trzeba oczami świecić przed prowadzącym, pojawia się szereg wymówek, by jednak w kursie nie uczestniczyć, zaraz gdy napotykamy na pierwsze trudności. Pisarze to sprytne bestie i potrafią z nieposkromioną fantazją omijać to, co niewygodne. Gdy jakieś zadanie przyprawia nas o ból głowy, nie wykonujemy go. Na przykład z następujących powodów:

boli nas głowa – jak wspomniałam, a kto chce w takiej sytuacji, by ból się nasilił? Bezwzględnie należy odpocząć od ćwiczeń literackich, obejrzeć kolejny odcinek serialu. Wszak w ten sposób badamy jeden z paradygmatów fabuły.

trzeba posprzątać – w brudnym mieszkaniu nie da się, no nie da się pracować. Zyskujemy wypucowane gniazdko, a ćwiczenie z charakterystyki bohatera leży odłogiem, czekając na lepsze czasy;

dzieci dały w kość, nie miałeś minuty, by przysiąść do laptopa – więc tego nie zrobiłeś; chyba nikt nie może mieć pretensji o to, że jesteś zaangażowanym tatą?

Te trzy wymówki nie mają racji bytu, jeśli zapiszesz się na kurs stacjonarny – ból głowy da się przewietrzyć w drodze na zajęcia, w schludnej sali nie da się ponarzekać na bałagan, a dzieci nie zaglądają ci do pokoju, w którym piszesz, z pytaniem : „Długo jeszcze? Chcę pić, siusiu, jeść, pies mnie pogryzł, pogryzłem psa”.

Kurs stacjonarny ma to do siebie, że nie możesz go przeciągać w nieskończoność, w przeciwieństwie do wielu kursów online. Poza tym, żywy człowiek bardziej motywuje do czynienia postępów. Gdy moja mentorka, Alina Krzywiec, patrzyła mi głęboko w oczy, pytając, co przygotowałam na dane zajęcia, nie potrafiłam przyjść na nie zupełnie zielona. Raz nawet pojawiłam się z zapaleniem oskrzeli, ale tego akurat nie polecam.

Podsumowując, osobiście rekomenduję kurs stacjonarny. A na pytanie, które jeszcze gdzieniegdzie się przewija, czy można się nauczyć pisania kreatywnego na kursach, odpowiadam: nie można. Potrzeba pisania rodzi się w człowieku na długo przed tym, gdy postanowi pójść na jakikolwiek kurs pisania, wynika z jego charakteru i pewnej szczególnej konstrukcji psychicznej. Powieści układają się w głowie od zawsze, ciekawość świata i zdolność zaglądania pod powierzchnię jest niewyuczalna. Na kursie pisania można jednak poznać techniki, narzędzia, które czynią to nasze pisanie ciekawszym w odbiorze, otwierają je na innych czytelników niż my sami. Umiejętności, które nabywamy dzięki takim lekcjom dają szansę rozkwitnąć naszym historiom w umysłach czytelników.

Oczywiście, tego samego zdołalibyśmy się sami nauczyć. Podobnie jak sami jesteśmy w stanie nauczyć się szyć na maszynie, dziergać, haftować, malować… Jednak wszelkie kursy związane z kreatywnością prace nad warsztatem ułatwiają i uprzyjemniają, często przyspieszając dojście do pożądanego efektu.

Co po kursie

Po kursie bywa gorzej niż przed jego rozpoczęciem. Wydałeś pieniądze, powziąłeś decyzję: będę pisarzem, powstał nawet zarys twojego dzieła. Pierwszy konkretny krok w stronę marzeń masz za sobą. Podobno pierwszy to ten najtrudniejszy, lecz niekoniecznie. Często dopiero teraz okazuje się, że tuż za nim zaczynają się schody, a ich końca nie widać. Oto, co cię czeka, gdy chwycisz marzenie za ogon i nie pozwalasz mu uciec, a ono się szamocze, wyrywa, usiłuje ci uciec:

brak czasu. Totalny brak czasu. Obezwładniający brak czasu. Zwykle wtedy właśnie, gdy masz już wszystko poukładane w głowie – główny wątek, sylwetki bohaterów, całą ciekawą historię, którą wystarczy przenieść do pamięci komputera – dzieci rozkłada ospa, małżonek jest wysłany w delegację, egzaminy na studiach się zadziwiająco kumulują, a szef przypomina, że ważny projekt wymaga większego zaangażowania niż zwykle. Prawo Murphy’ego się kłania – jakoś okoliczności nie chcą się cudownie ułożyć pod twoje pisarskie potrzeby.

brak weny. Nic nie poradzisz – siadasz przy komputerze, odpalasz Worda, a plik poraża bielą. Kręcisz się na krześle, myślisz sobie, co ja w ogóle sobie wyobrażałam, taki ze mnie pisarz jak z mojej teściowej modelka. Niestety, to był błąd, te moje rojenia o pisaniu, te wizje opasłych tomiszczy, pyszniących się na półkach z moim nazwiskiem na grzbiecie. Pora spojrzeć prawdzie w oczy, wrócić do tego, co potrafię najlepiej: składać cyferki w ex celkach i zająć się porządnie rodziną.

pretensje rodziny. No tak, coś ci się stało w głowę i postanowiłeś zająć się tym, co kochasz. Zamiast oglądać film z małżonkiem, mecz z kolegami, ty ciągle coś dłubiesz na laptopie. Ale czy to chociaż przynosi pieniądz jakiś? Czy zarobisz tym na chleb? Przecież nawet jeśli ktoś, cudem jakimś, zechce wydać twoją powieść, debiutantów jest tyle na rynku, że nawet na czynsz nie zarobisz tą swoją pisaniną, nie wspominając o innych potrzebach. A oczy już całkiem od niej popsułeś.

Jak żyć?

No i co ja mam ci doradzić, skoro sama wpadłam w pisanie jak śliwka w kompot? Warto czy nie warto? Mimo wszystko, jakimś cudem, warto. Nie mam pojęcia, czy uda mi się wydać książkę, którą ukończyłam mimo powyższych trudności, nie wiem, czy i jak zarobię pierwsze poważne pieniądze składając literki w słowa, zdania, rozdziały. Ale dumy, która mnie rozpiera, gdy napiszę coś, co daje do myślenia, wyciska łzy z oczu, zostaje przekazywane z ust do ust, rozprzestrzenia się jak wirus – nie porównam z niczym innym.

Luksus posiadania pewnej cząstki życia tylko dla siebie jest nie do przecenienia. Choć często tak bardzo, tak boleśnie nie chce się siadać do laptopa, gdy oczy same się kleją, a rodzina smacznie śpi – potem czuję satysfakcję, gdy obok zwykłego życia mogę pochwalić się tym, które tworzę  w cyfrowej przestrzeni.I którym dzielę się z Tobą, drogi Czytelniku. Gorąco polecam – stwórz sobie świat utkany z Twoich marzeń. On wciągnie cię jak narkotyk, lecz nie zabije, a wzmocni –  rozwinie. Sprawi, że rozkwitniesz.

Podobało Ci się? Chcesz więcej? Zapraszam na fejsbukową Pełnię.



12 komentarzy

  • Agnieszka

    Fajnie to ujęłaś 🙂 O ile ja się pisarstwem stricte nie zajmuję, to jednak pisanie z polotem i umiejętność chwytania za serca czytelników jest ogromną wartością. Myślę, że taka umiejętność może pomóc w wielu dziedzinach ! 🙂

    Odpowiedz
    • Małgosia

      To prawda, zdecydowanie – nie trzeba być pisarzem, aby czerpać korzyści z umiejętności pisania; szczególnie teraz, gdy tak wiele Marek buduje swoją identyfikację na storytellingu.

      Odpowiedz
  • Kinga K

    Fajna sprawa 🙂

    Odpowiedz
  • Ola

    Zazdroszczę luźnego stylu pisania:) ja nigdy nie posiadłam tej techniki, basa pisanie dla mnie było raczej katorgą niz przyjemnością;) chyba dlatego wybrałam ściśle studia:p

    Odpowiedz
  • Krzysztof Wolf

    W sumie całkiem motywujący do działania ten wpis 🙂 Co do tematu piszę opowiadania, ale w sumie nigdy nie zastanawiałem się nad przejściem jakiegoś kursu pisania. Można dzięki takiemu kursowi jakoś znacząco poprawić swój warsztat pisarski?

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Zdecydowanie – można poprawić warsztat i zrozumieć, w jaki sposób ukierunkować swój talent, by powstało opowiadanie czy tez powieść o spójnej fabule.

      Odpowiedz
  • Vicky

    „Luksus posiadania pewnej cząstki życia tylko dla siebie jest nie do przecenienia. ” zgadzam się z Tobą w 100%, możliwe, że bym już dawno zwariowała, gdyby nie pisanie i prowadzenie bloga przy mojej całkiem sporej rodzinie.

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Widzę, ze swietnie rozumiesz, co mam na myśli 😁. Pozdrawiam serdecznie!

      Odpowiedz
  • swiat karinki

    Prawda jest taka w tych czasach pisać może każdy, ale nie każdego będziemy chcieli czytać

    Odpowiedz
    • Małgosia

      To prawda, rynek błyskawicznie weryfikuje pisarzy.

      Odpowiedz
  • Books My Love

    jeszcze odwagi trzeba ! iść na szkolenie to jest coś ! Trzymam kciuki żebyś książkę wydała 🙂

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Accessibility
Font Resize