Dla artystów

Gdybym się wciąż bała… – o pasji, radości i pokonywaniu lęku opowiada Magdalena Michalak

Z ogromną przyjemnością prezentuję Wam relację Magdaleny Michalak, która jest kolejną miłośniczką słowa, na jaką miałam okazję trafić w trakcie mojej przygody z blogiem. To kobieta, która w pewnym momencie zrozumiała, że z pasją jej do twarzy, a z lękiem przed oceną, krytyką, porażką… jakoś nie po drodze.

Przeczytajcie jej historię dochodzenia do tej prawdy i zaczerpnijcie inspirację – garściami :).

„Jest sierpień.

Jeden z najważniejszych dla mnie miesięcy. Tak się zaskakująco składa, że większość najważniejszych dla mnie, życiowo – zawodowych rzeczy miało miejsce w właśnie w sierpniu.

9 lat temu wyszłam za mąż.

6 lat temu urodziłam córkę.

2 lata temu założyłam bloga o nazwie Mowosfera.

W roku 2018, w sierpniu, wydaję swoją pierwszą książkę dla dzieci.

Nie da się ukryć, że sierpień to mój szczęśliwy miesiąc. Miesiąc zmian, przełomów, ważnych wydarzeń. Miesiąc niespodzianek i zaskoczeń. Miesiąc wysokiej temperatury, która towarzyszyła tym wszystkim zmianom.

Jak dotarłam do obecnego momentu?

Czy wierzyłam w te wszystkie zmiany, które rozpocznę?

Może zacznę od początku 🙂 Jeśli macie chwilę czasu, bardzo zapraszam Was do wygodnego rozłożenia się w ulubionym fotelu lub na kanapie i zatopieniu na chwilę w lekturze.

Być może kogoś z Was moja historia zainspiruje i zmotywuje do działania. Być może odważycie się sięgnąć po własne, dawno odkładane plany i marzenia. Trzymam za Was kciuki.

Przenieśmy się jednak kilka lat wstecz.

Mojego bloga powołałam do życia 30 sierpnia 2016 roku. Niebawem będzie obchodził 2 urodziny :). Pomysł na niego pojawił się jednak dużo, dużo wcześniej. Gdybyśmy się cofnęli ponad 4 lata, znaleźlibyśmy się w 2012 roku. Wówczas byłam w ciąży. Pod jej koniec przygotowywałam pracę podyplomową z emisji głosu. Rok wcześniej ukończyłam logopedię.

W tym czasie interesowały mnie różnorodne sposoby wspierania mowy dzieci oraz wszystko, co związane z ich rozwojem. Dużo czasu poświęcałam na naukę rozmaitych sposobów ćwiczenia swojej dykcji, intonacji, artykulacji, poprawnego mówienia. Czułam, że wraz z narodzinami córki zajdą w moim życiu duże, przełomowe zmiany. W tak zwanym międzyczasie wielokrotnie pojawiała się we mnie myśl: „A może założę bloga? Może zacznę pisać? Może podzielę się z innymi moją wiedzą na temat mowy, emisji głosu? Ale jak będzie się nazywało moje miejsce?” Miałam notes, w którym spisywałam wszystkie pomysły na nazwę, jakie tylko przychodziły mi do głowy. Było ich mnóstwo (np. Logosfera, Od słowa do słowa). Niektóre z wymyślonych przeze mnie nazw okazały się już istnieć, więc myślałam dalej.

Pewnego dnia wpadła mi do głowy prosta i konkretna, związana z mówieniem nazwa: Mowosfera. Kryły się w niej dwa najważniejsze dla mnie elementy – Mowa jako zagadnienie tematyczne, wokół którego miały być tworzone teksty. Oraz sfera, będąca dla Czytelników wskazówką, że oprócz mowy pojawią się na moim blogu teksty, które są z nią bardziej lub mniej związane.

Teraz, gdy myślę o mojej drodze, z zaskoczeniem uświadamiam sobie, jak długo czekałam na „ten właściwy, w moim odczuciu, najbardziej odpowiedni, czas”. Cztery lata – od pomysłu do realizacji. Gdyby nie intensywna praca nad sobą, zapewne dalej moja Mowosfera pozostawałaby w świecie marzeń. Lub pojawiłby się ktoś, kto by tę nazwę wymyślił i wdrożył w życie. DZIŚ już wiem, że to nie warunki mają być idealne. Trzeba działać pomimo czasem niesprzyjających okoliczności. Małymi krokami, zmierzając w stronę celu, który nie zawsze jest widoczny. Działam więc najlepiej, jak na dany moment potrafię, pomimo strachu, który jest moim stałym towarzyszem 🙂

Jeśli chodzi o moje miejsce, szybko okazało się, że daje mi przestrzeń do pisania o wszystkim, co było we mnie żywe, czym chciałam się dzielić z Czytelnikami. Zafascynowana rozwojem mowy mojej córki, cytowałam wiele naszych humorystycznych, ale też skłaniających do refleksji rozmów. Prezentowałam książki, gry, pomoce wspierające rozwój dziecka, które się u nas sprawdziły. Opisywałam swoją rodzicielską drogę, pracę nad sobą w celu bycia po prostu dobrą, świadomą mamą. Serdecznym człowiekiem. Takim, który się zmienia, dojrzewa, rozwija, odkrywa siebie wciąż na nowo. W roli kobiety, mamy, żony, osoby realizującej się również zawodowo. Nie byłam ekspertem od wychowania, nauki mowy, życia. Opisywałam własne doświadczenia, które stawały się inspiracją do kolejnych wpisów.

Od samego początku podkreślałam, że największą wartością mojego miejsca są zbudowane przeze mnie relacje. Dzięki Mowosferze poznałam wielu fantastycznych, inspirujących ludzi, z którymi wymieniałam się myślami, refleksjami, przeżyciami. Jest sporo osób, z którymi bardzo się polubiłam i jesteśmy w stałym kontakcie. Te właśnie osoby są częstymi czytelnikami moich długich wpisów. Wpisów, w których piszę, jak czuję i widzę swoją drogę, doświadczenia.

Po roku prowadzenia bloga, profilu na FB i Instagramie dostrzegłam, że jest całkiem spora grupa Czytelników czytających regularnie moje wpisy. Niektóre okazywały się dla nich tak ważne, że decydowali się zostawić swój komentarz lub posłać tekst dalej. Tak żywe reakcje na moje refleksje powodowały, że zwiększała się moja motywacja do dalszych działań. Takich, które doprowadziły mnie do obecnego miejsca. Miejsca, w którym mam własną firmę i jestem od krok od premiery swojej pierwszej książki dla dzieci.

Skąd zrodził się pomysł stworzenia własnej publikacji?

Podobnie jak myśl o założeniu strony internetowej, marzyłam, aby napisać kiedyś książkę. Wielu czytelników mojego bloga, czytając wpisy, zachęcało mnie do tego.  Jednak brakowało mi pomysłu na treść. Miałam co prawda jakieś tematy w zanadrzu, jednak czułam, że to nie jest TO.

W międzyczasie uczęszczałam na liczne szkolenia rozwojowe, spotkania dla rodziców. Prowadziłam również dla nich warsztaty.

Przełom nastąpił w styczniu 2018 roku. Podczas wieczornego usypiania córki zauważyłam, że jest jej trudno się wyciszyć, zrelaksować. Miała w głowie mnóstwo myśli. Poruszała wiele wątków. Dzieliła się ze mną swoimi wątpliwościami. Widziałam, że jest jej ciężko. Pewnego wieczoru przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Pewna historia. Wymyśliłam drewnianą szafę, która stała się codziennym, wieczornym towarzyszem Lilci, pomocnym w spokojnym zasypianiu. Byłam zaskoczona jej skutecznością.

Wtedy po raz pierwszy zakiełkowała we mnie myśl, aby napisać książkę dla innych Dzieci i Dorosłych. Książkę, dzięki której obie strony będą mogły zadbać o higienę głowy oraz ciała przed snem. Im częściej opowiadałam Szafę mojej córce, tym mocniej utwierdzałam się w przekonaniu, że może ona służyć szerszej grupie odbiorców.

Od pomysłu do realizacji była jednak bardzo długa droga.

Zbieg szczęśliwych wydarzeń spowodował, że pewnego dnia natknęłam się na Instagramie na profil Oli Ćmachowskiej (artyarty.pl), której ilustracje mnie urzekły. Zapragnęłam, by to właśnie ona zilustrowała moją książkę. Trzeba przyznać, że miałam wiele szczęścia. Trafiłam na fantastyczną, uzdolnioną, wrażliwą kobietę, która rozumiała mój projekt i potrafiła go zilustrować. W charakterystycznym dla siebie, kosmicznym klimacie.

Nasza współpraca okazała się ogromną przyjemnością i wiem, że jeszcze niejedną książkę Ola mi zilustruje.

W trakcie przygotowywania własnej publikacji nabywałam cenną i przydatną wiedzę, dowiadując się, jak wyglądają poszczególne etapy wydawnicze. Zdecydowałam się zrobić tę książkę niezależnie od wydawnictwa. W całości tak, jak sobie ją wymarzyłam.

Mój projekt jest nietypowy. Oprócz książeczki z tekstem do czytania przez Rodzica, znajduje się również tekturowa Szafa dedykowana Dziecku oraz audiobook, który  nagrywałam dla zmęczonych Rodziców. Pokazuję w nim, jak opowiadam Szafę mojej córce.

Pisząc o szczęściu, nie sposób pominąć wielu cudownych ludzi, których spotkałam po drodze, realizując swoje marzenie. Dzięki koleżance, która w grudniu wydała swoją książkę (Małgorzata Stelmach – Lewandowska – „Przygody Myszki Misi”) otrzymałam kontakt do fantastycznego Pana Piotra (z drukarni Barwiński). To on podjął się wyzwania przygotowania dla mnie tekturowej Szafy. Po tym, jak od ok. 15 – 20 innych drukarni otrzymałam informację, iż „nie mogą zrealizować mojego projektu”  Pan Piotr był pierwszą osobą, która dała mi nadzieję, iż jest to możliwe.

Trafiłam również na niebywale cierpliwą i wyrozumiałą dla moich licznych poprawek i zmian w projekcie Panią Ewę Masalską, która robiła skład mojej książki. Korektą zajęła się moja serdeczna koleżanka Ewa Popielarz. Otrzymałam 7 wyjątkowych dla mnie patronatów. Osób, które uwierzyły w ten projekt i zdecydowały się go wesprzeć. Przyznam szczerze, że gdyby nie tak cenne wsparcie i wiara innych ludzi w mój pomysł, zapewne w trakcie mojej wydawniczej drogi już dawno bym się poddała.

W tym czasie wykonałam również kawał ciężkiej pracy. Pracy nad sobą i dla siebie. Uczestniczyłam w licznych szkoleniach rozwojowych, dzięki którym każdego dnia pracowałam nad utrzymaniem swojego kierunku i celu. Gdy zdarzało mi się wątpić, piętrzyć w głowie wątpliwości, wówczas wracałam do wypisanych wcześniej celów, wartości, którymi kierowałam się w trakcie działania. Bywało, że robiłam sobie przystanki. Zatrzymywałam się, by spojrzeć na swoje działania z nieco innej , szerszej perspektywy. By raz jeszcze wszystko przemyśleć. By nieco się wzmocnić.

Gdybym napisała, że w trakcie swojej drogi wszystko szło gładko, bez wyzwań, trudności, niepewności, skłamałabym. Od samego początku informowałam czytelników Mowosfery o moim projekcie. Dzieliłam się z nimi postępami w jego realizacji. Od nich również otrzymałam ogrom wsparcia. To oni w gorszych momentach motywowali mnie do działania. Pisali: „Czekamy na Szafę. Bardzo jesteśmy jej ciekawi”.  Ja również jestem ciekawa tego, jak Szafa sprawdzi się w domach tych, którzy ją do siebie zaproszą. Mam wielką nadzieję, że spełni swoją rolę i pomoże innym Dzieciom (oraz Dorosłym) tak, jak pomogła i pomaga mojej córce 🙂

Na koniec chciałam Wam jeszcze napisać, że ponad 3 lata temu (jeszcze zanim założyłam bloga) napisałam pewien tekst. Na konkurs.  W kilku słowach wymieniłam w nim, co zrobiłabym w swoim życiu  (i jakich wyzwań bym się podjęła), gdybym się nie bała.  Szczęśliwie wygrałam ten konkurs. Ale wygrałam również coś jeszcze. Być może właśnie dzięki temu, że spisałam wszystkie swoje wymarzone cele. Swoje marzenia. Rzeczy, które wcześniej wydałyby mi się nie do zrealizowania.

Większość rzeczy z listy, w ciągu trzech lat, zrealizowałam. Szczęśliwie wykreśliłam je z listy celów. Robiąc im miejsce na nowe postanowienia.

Nareszcie czuję, że jestem w dobrym dla siebie miejscu. Że, małymi krokami, idę do przodu, pomimo obaw, lęku i strachu. Pomimo niepewności. Z nadzieją na to, że, przełamując w sobie opór przed nieznanym, mogę przeżyć wspaniałą, niezapomnianą i otwierającą wiele kolejnych drzwi przygodę.

Wiedząc, jak ważna i motywująca do działania jest odwaga, życzę jej każdemu, kto powstrzymuje się przed działaniem. Tylu ludzi ma w sobie niesamowity potencjał, jednak brakuje im iskry, napędu do ruszenia z miejsca. Warto jednak o siebie zawalczyć w myśl zasady, iż mamy jedno życie. Lepiej więc wykorzystać je w pełni, nawet kosztem popełnionych po drodze błędów. To przecież one rozwijają nas najmocniej. A droga, którą przychodzi nam kroczyć w kierunku upragnionego marzenia, bywa najciekawszym, najbardziej przełomowym i przyczyniającym się do zmian elementem naszej podróży.”

Magdalena Michalak:

Od sześciu lat mama, która pomimo strachu uczy się spełniać swoje marzenia. Żywo zainteresowana wytyczaniem dobrego dla siebie kierunku na drodze życia. Rozczytana w literaturze dla dzieci, którą poznaje wspólnie z córką. Interesuje ją rozwój człowieka, możliwości wspierania go na poszczególnych etapach wzrastania oraz budowanie komunikacji opartej na szacunku. Odkryła, że samo czytanie książek jej nie wystarcza. Teraz zapragnęła również je pisać. Z wykształcenia jest pedagogiem, neurologopedką, trenerką emisji głosu. Aktualnie pogłębia swoją wiedzę i umiejętności w zakresie technik relaksacyjnych, związanych z prawidłowym oddychaniem”.

Miejsca Magdy w sieci: Mowosfera i jej fan page  – koniecznie zaglądajcie, za kilka dni ukaże się „Szafa”. Na pewno warto zrobić na nią miejsce na półce z książkami dla dzieci.

A jeśli podoba Ci się moja praca, nie wahaj się, polub Pełnię i trzymaj rękę na pulsie. Wkrótce czeka Cię jeszcze więcej ciekawych spotkań z inspirującymi ludźmi.



26 komentarzy

  • Ewa

    Pogoń za marzeniami i pasją jest ciężka, ale warta każdej złotówki! Wiele strachu i przeszkód czeka na drodze, jednak płynąca satysfakcja jest bezcenna 🙂

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Tak jest, Ewo, satysfakcji nie da się wprost opisać 😀. To najciekawsza podróż życia, która pozwala nam się rozwijać i spełniać.

      Odpowiedz
  • Hanna Bogoryja Zakrzewska

    Zwróciłam uwagę na to, że Magda uczestniczyła w warsztatch rozwojowych. To ważne, bo dużo osób wymięka, przerażonych tym, ile nowych rzeczy trzeba zrobić, ile się nauczyć. Praca nad sobą pomaga zrozumieć czego chcę, gdzie szukać wzmocnienia i jak się motywować. Uwielbiam wyzwania, dlatego ruszyłyśmy z koleżanką z blogiem, warsztatami a teraz siedzimy nad książką. Krok po kroku spełniamy się.

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Hanno, to prawda – pierwszym krokiem do spełnienia jest poznanie siebie, rozpoznanie swoich marzeń i talentów. Często codzienność je przysypuje, skutecznie przed nami ukrywając. Warsztaty rozwojowe, mądre książki, często również psychoterapia bardzo pomagają odnaleźć i na nowo poznać siebie. Gratuluję Ci sukcesów i życzę powodzenia w blogowaniu!

      Odpowiedz
  • Aneta

    Satysfakcja i radość są bezcenne. Dobrze, że krok za krokiem podążałaś za swoją pasją i tym, co chciałaś robić. I choć może trwało to jakiś czas to ponoć wszystko dzieje się tu i teraz nie bez przyczyny, choć faktycznie to my i nasze lęki powstrzymują nas przed działaniem. Pozdrawiam serdecznie z Wietnamu i życzę Ci wszystkiego, co najlepsze. 🙂

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Magda z pewnością się ucieszy, widząc Twój komentarz. Pozdrawiam z Warszawy 😁.

      Odpowiedz
  • Dorota

    Każdy idzie do celu we własnym rytmie. To ważne, pewnych rzeczy nie da się przyspieszyć, pójść na skróty. Warto się jednak pilnować, żeby jednak krok po kroku iść do przodu. Czasem to będą małe kroczki, raz na jakiś czas zdarzy się krok milowy… Ważne, żeby je robić. I uczyć się, rozwijać, konfrontować pomysły i marzenia z rzeczywistością….

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Doroto, mądre słowa. Bardzo wazne w kontekście rozwoju osobistego – nie przyspieszajmy, lecz rozwijajmy się stale. To wymaga cierpliwości, wytrwałości i wiary w nasze marzenia.

      Odpowiedz
  • Kloudy Space

    To jest normalnie wpis dla mnie, zwłaszcza na tym etapie życia i rozwoju. Również jestem w fazie odpuszczania lęków i pracy nad sobą – tak, aby mieć wolność działania i realizacji tego, o czym marzę. Niezwykle inspirujący tekst 🙂

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Cieszę się, inspirowanie innych kobiet, odnajdujących w sobie odwagę do spełniania marzeń to ogromna satysfakcja.

      Odpowiedz
  • Aneta Szwagulińska

    Mam nadzieję że i ja niedługo będę mogła z tą samą satysfakcja powiedzieć że jestem w dobrym miejscu. Gratuluje i lecę zobaczyć ksiażkę 🙂 Mam 5latkę która uwielbia książki 🙂

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Znakomicie! Trzymam za Ciebie kciuki i polecam „Szafę” z całego serca.

      Odpowiedz
  • Magda

    Dopiero teraz mogę powiedzieć, że jestem w miejscu,w którym od zawsze chciałam być 🙂 Czuję się naprawdę szczęśliwa 🙂

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Bardzo fajne uczucie. Mnie się kojarzy z powrotem do domu po długiej podróży.

      Odpowiedz
  • Kinga Kulczycka

    Wspaniały wpis… tylko tyle i aż tyle. Dziękuję Ci za niego!

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Bardzo się cieszę. To zasługa Magdaleny, która wspaniałe opisała swoją ścieżkę do spełnienia.

      Odpowiedz
  • Edyta

    Bardzo inspirujący tekst 🙂 Chyba każdy z nas ma jakieś swoje cele, marzenia, które chciałby urzeczywistnić 🙂 Takie słowa są tylko potwierdzeniem, że WARTO 🙂

    Odpowiedz
  • melodylaniella

    Poruszający tekst! Daje wiele do myślenia!

    Odpowiedz
  • Aga

    Super inspiracja i motywacja do tego, żeby działać! 🙂 Nie ma co odwlekać i się bać, bo strach… ma tylko wielkie oczy 🙂

    Odpowiedz
  • Ula Nowak Blog

    Podpatrywałam losy książki na Mowosferze, super ciekawy projekt. A jaka ładna i inspirująca historia :). Dała mi do myślenia – dzięki, dziewczyny!

    Odpowiedz
  • Marcin

    Oj strach to potężny wróg. Czasem nawet, zdawać by się mogło, zbyt potężny. Walka z nim to ciągła wojna.

    Odpowiedz
    • Małgosia

      To prawda… lecz gra jest warta świeczki ☺️.

      Odpowiedz

Zostaw komentarz

Accessibility
Font Resize