Dla artystów

Czy da się sprzedać książkę bez promocji?

Rozmawiam dziś z Alicją Wlazło, autorką książki „Mrok”. Ala, wraz z Moniką Syminowicz, stworzyła bloga „Zostać pisarzem”, który ma za zadanie wspierać początkujących pisarzy.

Alicja opowiada, w jaki sposób promuje swoją książkę i jak doszło do jej wydania.

Alicjo, niedawno debiutowałaś. Gratuluję Ci wejścia na rynek i jednego z ważniejszych kroków w pisarskiej karierze. Opowiedz, proszę, jak wyglądał proces szukania wydawcy.

Serdecznie dziękuję, Małgosiu! Szczerze mówiąc, ten proces nie trwał u mnie zbyt długo. Pamiętam jak w sierpniu przygotowywałam wraz z beta-czytelnikami książkę do wysyłki – założyliśmy, że na początek poprawimy kilka arkuszy wydawniczych i wyślę je do wydawnictw, które nie wymagają przesłania całości tekstu od razu. Tak też zrobiliśmy, pracując w pocie czoła, zmagając się z kolejnym przepisywaniem “Mroku” na nowo. Wreszcie udało się skończyć, naniosłam ostatnie poprawki i usiadłam do komputera, by wysłać maile. Wybrałam kilka wydawnictw i wysłałam, po czym poszłam na chwilę do łazienki. Wróciłam za kwadrans, zerknęłam na maila i… zobaczyłam odpowiedź od jednego wydawnictwa. Wstępnie byli zainteresowani moją propozycją i poprosili, żebym przygotowała resztę tekstu i przysłała im ją w ciągu kolejnych dwóch tygodni. Oczywiście, zgodziłam się. Nigdy nie zapomnę tych dwóch tygodni przepisywania większej części książki na nowo plus wprowadzania poprawek. Monika Syminowicz, moja przyjaciółka oraz pierwsza czytelniczka, z pewnością również tego nie zapomni. Ale najważniejsze, że daliśmy radę. Nadszedł ten dzień, wysłałam! Jednak pomyślałam sobie, że skoro i tak mam już gotowy tekst do wysyłki, to wyślę powieść również do Genius Creations.

Potem nadszedł okres niecierpliwego czekania na odpowiedź. W tym czasie miotałam się z myślami, zastanawiałam czy to wszystko ma sens, jednak nie wysyłałam kolejnych propozycji. Postanowiłam poczekać. I wtedy, gdy pomału traciłam nadzieję, szóstego grudnia dostałam odpowiedź od Genius Creations, że są zainteresowani podpisaniem ze mną umowy wydawniczej na cykl Zaprzysiężeni. Zgodziłam się, ponieważ odkąd pierwszy raz odwiedziłam stronę Geniusa skrycie liczyłam, że to właśnie tam zadebiutuję.

Dodam, że wydawnictwo, które również zainteresowało się “Mrokiem” jako pierwsze, po przeczytaniu całości nadal było zainteresowane podjęciem współpracy. Jednak ja zaufałam swojej intuicji. I nie żałuję.

Rzeczywiście poszło szybko i sprawnie. Czyli mail od pierwszego wydawnictwa zmotywował Cię do przyspieszenia prac nad redakcja książki, dobrze rozumiem? A co wcześniej sprawiało, że chciało Ci się zasiadać do komputera i misternie tworzyć świat „Mroku”? I na jakim etapie tworzenia wpuszczałaś do tego świata pierwszych czytelników, wspomnianych beta-czytelników?

Dokładnie tak, pierwszy mail dodał skrzydeł. Co do wcześniejszej motywacji, trudno będzie ją zamknąć w jakiekolwiek ramy, gdyż czynników było sporo.

Po pierwsze, cały pierwszy tom, a raczej jego pierwszą wersję, napisałam ręcznie. Dopiero gdy skończyłam całość, przepisałam ją na komputer, od razu nieco redagując. I właśnie to ręczne pisanie tak bardzo urzekało, miało w sobie pewną magię, której brakuje pisaniu na klawiaturze. Pisałam zazwyczaj wieczorami czy też po nocach, gdy ciemność zalegała nad światem, a wraz z nią zapadała cisza. Czułam, że istnieję tylko ja i historia, którą pragnę opowiedzieć. I to było coś pięknego. Chociaż teraz wiem, że nigdy więcej nie napiszę powieści w ten sposób, ręcznie, a przynajmniej nie całej. Zajmuje to stanowczo zbyt wiele czasu.

Po drugie, uwierzyłam w historię Zaprzysiężonych i czułam, że zasługuje na to, by ujrzeć światło dzienne. Nawet mimo niedoskonałości, których jestem świadoma, ta historia ma w sobie to coś, przynajmniej dla mnie – choć mam nadzieję, że nie tylko. Co więcej, jestem osobą niezwykle upartą i ambitną, i gdy coś sobie postanowię, lubię osiągać zamierzony cel. Motywowała mnie oczywiście również miłość do fantastyki, którą pałałam od dziecka oraz pragnienie, by w rzeczywistym świecie naprawdę istniały czary. Dlatego postanowiłam, że dodam do rzeczywistości szczyptę swojej własnej magii.

Oprócz tego w chwilach zwątpienia pomagały rozmowy z mężem, który potrafił podtrzymać mnie na duchu, a także przyjaciółmi, za co jestem wszystkim niezmiernie wdzięczna. Zdaję sobie sprawę, że bez ich pomocy „Mrok” mógłby nigdy nie powstać.

Co do beta-czytelników, to pierwszych poznałam na Kursie Kreatywnego Pisania w Pasji Pisania, gdzie przedstawiłam fragmenty ukończonego szkieletu powieści. Czyli pierwsi czytelnicy poznali „Mrok” zaraz po ukończeniu pierwszego szkicu.

 To niesamowite, Alu – w jednej krótkiej wypowiedzi wymieniłaś niemal wszystkie czynniki, które sprzyjają pracy twórczej: całkowite zanurzenie w świat, który tworzysz, pełne skupienie na dziele, wspierające otoczenie i życzliwa krytyka innych miłośników słowa. Wspominasz też o determinacji, która leży w Twoim charakterze, a jest nieodzowna, gdy nie jesteśmy pewni, że nasza żmudna praca zakończy się sukcesem. Czyli nic nie dzieje się przypadkiem.

 Wracając do współpracy z wydawnictwem: zakładam, że strategia promocji książki całkowicie spoczywa na wydawcy, a pisarz ma jedynie obowiązek się do niej dostosować i brać w niej czynny udział. Czy tak jest?

 Nie w moim przypadku. I chyba sądzę, że właśnie tak to powinno wyglądać, ale od początku. Zanim chociażby wiedziałam, że „Mrok” zostanie zaakceptowany przez wydawnictwo, poznałam Monikę Syminowicz, z którą od razu znalazłyśmy wspólny język. Okazało się, że Monika właśnie zaczęła prowadzić stronę z radami dla początkujących pisarzy, mowa tu o Zostać pisarzem. Zaprosiła mnie, bym prowadziła stronę wraz z nią i dzięki temu zyskałam spore doświadczenia na polu prowadzenia bloga, ale także promocji i marketingu w internecie.

Jak się pewnie spodziewasz, nasza współpraca zaowocowała nie tylko naprawdę nieźle prosperującą społecznością, ale również wzbudziła we mnie świadomość, że moja książka również będzie potrzebowała dobrej promocji w sieci i nie tylko. Dlatego też, gdy „Mrok” ujrzał światło dzienne miałam już przygotowany zestaw filmików, grafik promocyjnych z cytatami, a także wiele pomysłów na kolejne działania marketingowe. Oczywiście, o wszystkim wiedział mój wydawca, Marcin Dobkowski, z którym naprawdę świetnie mi się współpracuje. Nie wiem, jak sytuacja wygląda w innych wydawnictwach, ale w Genius Creations cenię swobodę oraz elastyczność, ponieważ wiem, że nie dość, iż mogę liczyć na wsparcie, to dodatkowo mogę śmiało dyskutować o pomysłach, z których część będzie wprowadzona w życie.

Dlatego sądzę, że idealnym rozwiązaniem jest sytuacja, gdy oprócz promocji prowadzonej przez wydawnictwo, autor wspiera działania własną osobą oraz aktywnością w sieci czy na konwentach, a także dodaje coś od siebie. Ma wpływ na promocję, ale taki realny. Mimo że to wszystko może wydawać się czasochłonne, efekty są naprawdę dobre. Jak inaczej dać się poznać czytelnikom, jeśli nie poprzez spotkania i rozmowy? Dajmy się polubić, w końcu niejako jesteśmy twarzą kampanii promocyjnej naszej książki. 😉

Zdecydowanie. Masz jakaś strategie promocji, czy działasz spontanicznie? Czy działania promocyjne przychodzą Ci z łatwością, czy tez wymaga to od Ciebie pokonywania wewnętrznych oporów? 

Ciężko powiedzieć o jakichkolwiek strategiach promocji, ale jedno wiem na pewno – ważne, żeby nie bać się kontaktu z czytelnikiem, być aktywnym w social mediach, wykorzystywać dostępne narzędzia do granic. Osobiście uwielbiam kontakt z ludźmi oraz marketing, gdy mogę popromować swoją książkę czy też przysiąść nad nową metodą promocji to aż zacieram ręce, a uśmiech sam pojawia się na mojej twarzy. 😀 Co więcej, kocham kamerę – czasem mam wrażenie, że aż za bardzo! (śmiech)

A kamera kocha Ciebie. Czy mogłabyś wymienić, jakiego typu działania online prowadzisz? I które sprawiają Ci największa frajdę? Czy są działania, których nie lubisz?

Po pierwsze jest to prowadzenie fan page’a na Facebooku, a także konta na Instagramie. Właśnie stworzyłam grupę fanowską połączoną z moim kontem na Facebooku – to forma promocji, którą dopiero testuję.

Wiem, że dobrym pomysłem byłoby dodać jeszcze chociaż jeden portal społecznościowy, bo automatycznie zwiększyłoby to zasięgi, jednak obawiam się, że ciężko będzie mi to wprowadzić w życie ze względu na ograniczony czas, jaki mogę na to poświęcić. Patrząc na te społeczności istotnym jest regularna publikacja – niestety nie powiem co się sprawdzi u konkretnego pisarza, ponieważ każda społeczność będzie inaczej reagowała na te same materiały, dlatego najlepiej próbować i przeplatać różnorakie posty. U mnie największy zasięg mają posty ze zdjęciami (rzadko kiedy wrzucam inne), filmiki czy też zabawy/quizy książkowe.

Ponadto staram się nawiązać współpracę z blogerami, ponieważ doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak ważne są takie relacje, a poza tym – uwielbiam poznawać nowych ludzi, a jeśli jeszcze kochają książki tak jak ja, to tym lepiej! 😀 Wraz z Moniką Syminowicz prowadzimy bloga Zostać pisarzem, sama również posiadam swoją stronę autorską, choć na  razie zieje na niej pustką. Bardzo pragnę to zmienić, ale priorytety na razie na to nie pozwalają. I tu dochodzimy do najważniejszego w moim mniemaniu punktu, czyli pisania i wydawania książek. Wydanie kolejnej książki jest najlepszą promocją autora, a także poprzedniej powieści. Książka, jak każdy produkt, ma określoną żywotność na rynku, dlatego warto zdawać sobie z tego sprawę i tym bardziej podwoić siły, aby kolejne powieści ukazały się we w miarę szybkim terminie.

Oczywiście, oprócz działań w sieci staram się uczestniczyć w konwentach, targach książki, a na jesień mam nadzieję zorganizować spotkania autorskie, lecz wszystko jest uzależnione od czasu, jakim będę dysponowała, ponieważ na co dzień godzę pracę zawodową z pracą pisarską, a także rodziną i domem. Ostatnio doszła jeszcze pasja do rysunku, więc dobę wypełnioną mam po brzegi.

Rzeczywiście, prowadzisz niebywale intensywne życie, online i offline. Jeśli chodzi o spotkania na żywo – uważasz, że są niezbędne? I co dają Tobie jako pisarce spotkania oko w oko z czytelnikami?

Może i spotkania na żywo nie są niezbędne, ale z pewnością pomagają w promowaniu książki. Nie osiągniemy tak samo dobrych efektów, w przypadku, gdy działamy jedynie online i niejako separujemy się od społeczeństwa. Poza tym czytelnicy naprawdę lubią porozmawiać ze swoim ulubionym autorem, zadać mu pytania dotyczące kontrowersyjnego zakończenia czy po prostu dowiedzieć się, jaką książkę obecnie czyta. Ja osobiście wiem, jak wielkiego takie spotkania potrafią dać motywacyjnego kopa. Często, mimo zmęczenia, które jest nieodzownym elementem aktywnego uczestnictwa w życiu fandomu – i nie tylko – po powrocie do domu mam ochotę od razu siąść i pisać, pisać, pisać! Bo przecież teraz nie piszę już tylko dla siebie, do szuflady. Teraz ktoś czeka na moją książkę, piszę zarówno dla siebie, jak i dla czytelników. Poza tym to jest zwyczajnie tak po ludzku miłe, gdy obca osoba podejdzie do Ciebie, zagadnie, poprosi o autograf, super sprawa!

Wierzę :).

Tysiące godzin spędzonych na myśleniu o fabule, pisanie kosztem snu, wiele przejechanych kilometrów, siedzenie przed laptopem podczas gdy inni odpoczywają – powiedz, Alicjo, warto iść za głosem pasji?

 Gdy decydujemy się niejako na podporządkowanie części naszego życia pasji, wiąże się to z wieloma wyrzeczeniami, jak sama wspomniałaś. Jednak w zamian dostajemy życie pełniejsze, oprószone szczyptą magii, która sprawia, że każdy kolejny dzień staje się piękniejszy. A potem dzielimy się tą pasją i rzucamy zaklęcia na czytelników, odbiorców, dzięki czemu wzbogacamy również ich świat o magiczne elementy. Pisanie książek jest jak czerpanie z wnętrza słońca, to tak, jakby pisarze sięgali do najgorętszych, najniebezpieczniejszych poziomów, a następnie przeobrażali nieokrzesany żywioł w ciepłe promienie, które ogrzewają serca i umysły czytelników.

Tak więc, tak. Z całą pewnością warto. 🙂

 Książkę Alicji, „Mrok”, część cyklu „Zaprzysiężeni” kupicie tutaj:

 Mad Books 

Księgarnia Aros

Empik

TaniaKsiążka.pl

Zapraszamy również na  fp Alicji i do grupy jej Zaprzysiężonych fanów 🙂.


Alicja Wlazło o sobie:

Zafascynowana słowem, często żyję w równoległym świecie wyobraźni, wpadając na sto pomysłów na minutę. W wolnych od pisania chwilach próbuję swoich sił w rysowaniu – z różnym skutkiem. Jako wielbicielka fantasy wszelkiego typu, chciałabym by magia zagościła w naszym świecie i zmieniła jego strukturę, łamiąc konwencje.

Jestem absolwentką filologii angielskiej, mieszkającą na Śląsku. Pisaniem na poważnie zajmuję się od niedawna, choć od zawsze pragnęłam tworzyć nietypowe historie. Szczęśliwa żona oraz matka dwojga urwisów, bez których moje życie nie byłoby kompletne.

„Mrok” to pierwsza powieść spod mojego pióra, w której mam nadzieję przenieść czytelników do świata magii oraz czającego się na każdym kroku niebezpieczeństwa. Wydarzenia w książce są równie ważne, co przeżywane przez bohaterów emocje. Moje wiersze oraz krótkie formy można znaleźć na łamach Szortalu czy Szuflady.net.

Mój kot, Tyrion, dzielnie towarzyszy mi podczas nocnych zmian w pisarskiej działalności.



16 komentarzy

  • Jakub

    Tak autor ma dużo roboty, bo to on napędza sprzedaż. Jednak nie zapominajmy o wydawnictwie. Porządny wydawca wkłada również mnóstwo wysiłków w promocję.

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Jeśli chodzi o debiutantów, coraz mniej pieniędzy i wysiłku, niestety. Z drugiej strony, autor ma ogromne możliwości samodzielnej promocji, która staje się tak samo ważna jak jakość dzieła.

      Odpowiedz
  • Marta

    Super wywiad! Trzymam kciuki za dalsze sukcesy autorki 🙂

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Na pewno przed Alą jeszcze moc sukcesów ☺️.

      Odpowiedz
  • august

    Bez promocji nie da się sprzedać niczego. Autorce gratuluję zacięcia . Żeby napisać książkę, trzeba mieć ogromny zapał.

    Odpowiedz
    • Małgosia

      To prawda – coś o tym wiem; moja powieść wciąż tkwi w fazie redakcji 😁.

      Odpowiedz
  • Małgorzata Brożek

    Wspaniała rozmowa i fajnie, że z kimś, komu się udało. Wiadomo, że rynek wydawniczy nie jest łatwy i nie każdemu udaje się bez zadraśnięć.

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Przy odpowiedniej determinacji i świadomości potrzeby aktywnej promocji dzieła wszystko, jak widać, jest możliwe 😁.

      Odpowiedz
  • Krzysztof Wolf

    Miło czytało się wywiad. Gratuluję Alicji wydania książki. Sam marzę, by kiedyś moja pisanina została wydana, a ten wywiad dodał mi nieco motywacji, by pisać dalej 🙂

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Pisz, pisz – nawet jeśli sukces nie przyjdzie oś razu, pisanie to wspaniały trening i zajęcie masujące szare komórki 😁.

      Odpowiedz
  • Anna Koronowska

    Ja chcę wydać bez wydawnictwa…;P

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Zajrzyj do mnie za dwa tygodnie – przedstawię tę możliwość wydania wraz z kolejną bohaterką artykułu „dla artystów” ☺️.

      Odpowiedz
  • MAGDA

    Oj jak fajnie. To moje wielkie marzenie. Brawo dla autorki.

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Wszystko przed Tobą 😁. Powodzenia!!

      Odpowiedz
  • Jess

    W dzisiejszych czasach mam wrażenie, że nie da sie sprzedac ksiazki papierowej ani ebooka bez intesywnej promocji – po mistrzowsku zrobiła to Joanna Glogaza ze swoją najnowszą ksiązką oraz Fashionekla ze swoim ebookiem. Nienachalnie a z sukcesem

    Odpowiedz
    • Małgosia

      O, zerknę na ich blogi, podejrzę… dzięki za inspirację 😀.

      Odpowiedz

Zostaw komentarz

Accessibility
Font Resize