Refleksje

Wojowniczki ducha

Pamiętam pewną rozmowę w z koleżanką w liceum, prawie dwadzieścia lat temu. W tym czasie przeżywałam zachwyt naszą polonistką, moją ukochaną Panią Profesor. Wszystko, o czym mówiła, trafiało wprost do mojego serca, wraz z jego biciem stanowiło doskonałą kompozycję. Wydawało mi się, że blask, który bije od Pani Profesor, jest oczywisty, że nie tylko ja go widzę i nie jestem jedyną wyznawczynią geniuszu oraz wrażliwości tej wspaniałej kobiety. Jakież było moje zdziwienie, gdy koleżanka nazwała bohaterkę mojej codzienności „szarą myszką”. Niemal zakrztusiłam się fantą, zanim z oburzeniem zaczęłam protestować. Niestety, do koleżanki nie trafiały żadne argumenty.

To była dla mnie lekcja. Po pierwsze, dotarło do mnie, że genialne umysły zwykle nie głoszą prawd z ambon, nie przemawiają do wielotysięcznych tłumów, nie robią wokół siebie szumu. Często ukrywają się w tłumie anonimowych szarych garsonek. Jednak zawsze trafiają do tych, którzy chcą słuchać. Po drugie, obiecałam sobie mieć otwarte oczy, uszy i duszę na kolejnych życiowych przewodników i szukać ich aktywnie. Nie wśród blasku i blichtru, lecz w bibliotekach, czytelniach, księgarniach. Zrozumiałam, że właśnie tam odkryję następne inspiracje, które pozwolą mi zagrać melodię mojego życia, od pierwszej do ostatniej nuty.

Biblioteka Livraria de Lello w Porto, ja w czarnej kurtce 😉

 

Lata mijały, czytałam dużo, zwykle były to lektury narzucone na kolejnych studiach filologicznych. Bardzo długo nie udawało mi się znaleźć postaci podobnej do Pani Profesor. Błądziłam trochę po omacku, doświadczając różnorodnych sytuacji, często bardzo odległych od tego, o czym opowiadała moja guru. Cóż, młodość podobno służy takim poszukiwaniom. Formowałam w bólach swoją tożsamość, która ciągle nie była taka, jaka – co przeczuwałam silnie – będzie, gdy w końcu rozkwitnę i wydam owoce.

I właśnie wtedy, na chwilę przed odnalezieniem własnej drogi, trafiłam na kolejne nauczycielki życia, w momencie, gdy ich najbardziej potrzebowałam. Dały mi siłę, wolę walki, przeświadczenie, że kobieta jest synonimem odwagi, walki, życiowej energii. I że dopóki nie zrozumie, jak bardzo ją samą krzywdzi myślenie o sobie jako przedstawicielce „słabej płci”, nikogo nie przekona o mocy, która w niej tkwi.

Moje przebudzenie miało miejsce w trakcie lektury „Biegnącej z wilkami” Clarissy Pinkoli Estes, którą uważam za współczesną czarownicę. Wiem, że to książka inicjująca przemiany wielu kobiet. Pisałam o niej szerzej w tym artykule. To książka magiczna, od której zaczyna się bieg ku spełnieniu i dotarciu do siebie prawdziwej, takiej, którą często przysłaniamy rolami społecznymi, maskami. Którą tracimy w koleinach będąc uparcie w nie wtłaczane. Książka pozwalająca odkryć archetypową silną kobietę-wilczycę, usłyszeć jej wycie w nas – nawet, gdy jest bardzo cichutkie, ukryte w najgłębszych zakamarkach jaźni.

Przeczytałam ją w szczególnym momencie, gdy po raz drugi zostałam matką. I już-już miałam się dać zamknąć w klatce macierzyństwa, dać się zrównać i w pełni utożsamić z jedną tylko rolą, kobiety-matki, gdy książka ta obudziła we mnie dawne tęsknoty, pobudziła do działania. Było mi bardzo trudno wyzwolić się z potrzeby zaspokajania społecznych oczekiwań. Na portalu Mamadu możecie sprawdzić, jakie targały mną wtedy emocje. Jednak zrozumiałam, że właśnie dając dzieciom nie całą siebie, lecz kawałek – daję im wolność i odwagę do poszukiwań własnej tożsamości. Odkąd przeczytałam „Biegnącą z wilkami” i utożsamiłam się z mądrą, odważną, silną kobietą, wchłonęłam w siebie bogactwo mitów i legend, spoiw, które łączą mnie z historią takich kobiet, zaczęłam patrzeć na życie z innej perspektywy. I pozwoliłam sobie na więcej marzeń i pragnień. Zaczęłam powoli je realizować, bez potrzeby uzyskania od kogokolwiek pozwolenia.

Następną przewodniczką, która wprowadziła mnie w świat kobiety-artystki była Julia Cameron. Zaczęłam już pracę nad swoją pierwszą powieścią i oczywiście ogarnęły mnie wątpliwości – czy warto, czy się to do czegokolwiek nadaje, czy nie tracę czasu. Czy przypadkiem nie tracę rozumu, żyjąc naraz w dwóch światach – prawdziwym i tym wyimaginowanym. Wtedy dostałam kojące odpowiedzi od Julii i jej zapewnienie – że wszyscy artyści przechodzą te same kryzysy, że proces tworzenia jest niemniej ważny od efektu końcowego i że bycie twórcą jest stanem naturalnym, a nie aberracją. Z przyjemnością i fascynacją wykonywałam ćwiczenia zawarte w “Drodze Artysty” odkryłam również całą społeczność pisarzy, dla których podręcznik Cameron był punktem zwrotnym i kołem ratunkowym. Jestem pewna, że nieraz będę do niego powracać. Jestem również głęboko wdzięczna Julii Cameron za to dzieło i cały program warsztatów inspirujących, wyzwalających i dodających artystom odwagi.

A skoro o niej mowa, nie może zabraknąć w moim zestawieniu Brené Brown, autorki książki „Z wielką odwagą”. Przeczytałam jej opracowania dotyczące wstydu, lęku, pracy z emocjami, życia z nieuzbrojonym, odsłoniętym sercem – życia w prawdzie, jakkolwiek trudne by było. Jej książki pomogły mi się otworzyć na moje emocje, na poznanie prawdziwej siebie.

Wydaje mi się to paradoksalne, że tak niewiele czasami wiemy o sobie, nie rozpoznajemy naszych pragnień, nie dostrzegamy konfliktów, które nas trawią. Może dlatego właśnie poddajemy się woli innych, bo sami nie mamy świadomości tego, czego pragniemy naprawdę? Może ten nierozpoznany konflikt pomiędzy naszymi pragnieniami i potrzebami, a oczekiwaniami społecznymi jest przyczyną naszych emocjonalnych problemów? Brené Brown uświadomiła mi, że dopóki nie poznam siebie, nie będę w stanie otwarcie komunikować moich potrzeb innym. A dopóki to się nie stanie, nie pomogą żadne szkolenia z asertywności, pewności siebie, nie pomoże wizualizacja celów, ani myślenie pozytywne i przeświadczenie, że „mogę być, kim chcę”.

Jest jeszcze jedna kobieta, która niezwykle mi imponuje. Idzie zawsze za głosem serca, mimo że jej wybory mogą się wydawać kontrowersyjne, niezrozumiałe. Jest to Elizabeth Gilbert, autorka kilku bestsellerów, kursów kreatywnego pisania i ciekawego podręcznika pisania i tworzenia, „Wielkiej magii”. Pamiętam mój zachwyt, gdy trafiłam na jej pierwszą powieść, „Jedz, módl się, kochaj”. Wtedy jeszcze niewiele mi było dane doświadczyć. Rozwód, nieporozumienia małżeńskie na tamtym etapie życia były dla mnie zupełną abstrakcją. Jednak podziwiałam tę Amerykankę, jej niesamowitą energię, z jaką podnosiła się z kryzysu. Trzymałam za nią kciuki, przemierzając razem z nią pół świata, podziwiałam jej poczucie humoru i dystans do siebie.

Potem, obserwując jej konto na facebooku, dowiedziałam się, że rozstała się z ukochanym, legendarnym mężem, którego poznała podczas swojej uzdrawiającej podróży. Okazało się, że związała się z inną kobietą – wieloletnią przyjaciółką, pisarką, będącą wtedy w terminalnej fazie nowotworu. Pomyślałam, oto prawdziwie odważna kobieta, która żyje w zgodzie ze sobą, z uczciwością dokonuje niełatwych wyborów. Jej partnerka zmarła, otoczona jej miłością i troską. Jest to niesamowity wyraz miłości i pełnego oddania drugiemu człowiekowi – związanie się z nim na kilka chwil przed przejściem na drugą stronę.

Liz Gilbert znana jest nie tylko z powodu pełnego zawirowań życia osobistego. Jest również iskrą zapalającą lont kreatywności tysięcy ludzi, jej czytelników i słuchaczy. Napisała również „Wielką magię” – na moją zgubę. Odkąd przeczytałam o tym, że idee krążą po świecie i szukają kogoś, kto przełoży je na papier, kto je namaluje, kto pozwoli im ożyć w formie materialnej – spieszę się z zapisywaniem moich pomysłów, nawet tych najbardziej szalonych i z nadawaniem im formy. A te, które chcę wypuścić w świat, zaszczepiam innym twórcom. Niech żyją, niech zarażają, niech dają się poznać.

Wczoraj przeczytałam kolejne dzieło innej mądrej kobiety, która dawno wykroczyła poza ramy „zwykłej” pisarki. Olga Tokarczuk, niedawno nominowana do Nagrody Bookera, od dawna jest moim autorytetem i punktem odniesienia. Jest to myślicielka, humanistka, osoba głęboko związana z przyrodą, z troską przyglądająca się kierunkowi, w którym zmierza ludzkość. W jednym ze swoich „Opowiadań bizarnych” pisze o kobiecie, która wybrała dla siebie inną postać – odrodziła się w ciele wilczycy. Rozumiem to pragnienie i symbolikę kobiety-wilczycy, tej, której siła jest niekwestionowana. Przy której można się czuć bezpiecznie, ale i której można się obawiać skrzywdzić, bo bez wahania potrafi zadbać o siebie. Bardzo mi jest bliski ten obraz. Choć nie w pełni się z nim utożsamiam, chciałabym być jedną z „biegnących z wilkami” – jedną z odważnych, które zostawiają w innych ziarna odwagi.

Ten tekst nie wyczerpuje bynajmniej tematu. Poszukiwania wojowniczek ducha wciąż trwają, będą zapewne trwać do końca życia. Cieszę się, że dane mi było spotkać na mojej twórczej drodze inne twórcze osoby. Kobiety, które sobie uświadomiły, jak wielka w nich drzemie moc, odkryły ją i niosą wieść o niej światu. Nie potrafię już sobie wyobrazić mojego życia bez świadomości mojej siły. Pragnę nią zarazić – przede wszystkim moją córkę, lecz również wiele innych kobiet. Razem możemy uczynić świat lepszym miejscem. Naprawdę.

Podobało Ci się? Zapraszam po więcej mądrych mądrości na fejsbukową Pełnię. A jeśli chcesz zobaczyć, jak się żyje w Pełni, zapraszam na Instagrama.



32 komentarze

  • justynakarolak

    Bardzo pięknisty artykuł, Małgorzato – nie zdziwię się, jeśli wzruszy i zainspiruje wiele kobiet do odważnego działania :). To, co mnie w tym artykule najsilniej ujęło, to te fragmenty, w których odwołujesz się do wątpliwości twórczych, oraz te, w jakich wspominasz o zaakceptowaniu, jednocześnie prostego i trudnego, faktu, że pisanie (twórcze) jest nieustającym procesem, który warto realizować bez pytania kogokolwiek o zgodę :).

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Dziękuję, Justynko. Bardzo cenię Twoją opinię. Jesteś moją duchową siostrą na placu boju ☺.

      Odpowiedz
  • Matka Polka Czytająca

    Tokarczuk jest fenomenalna, z wymienionych przez Ciebie pisarek, najlepsza! Pozdrawiam serdecznie 🙂

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Zgadzam się, to moja ulubiona pisarka, z talentem na miarę Nobla, zdecydowanie :).

      Odpowiedz
  • Pokularna

    Jejku, chyba wstyd się przyznać, ale nic nie znałam.
    Zapisuję i z chęcią, ale to ogromną chęcią nadrobię zaległości <3

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Nadrabiaj, na pewno nie pożałujesz :). Ciekawa jestem, jak te książki wpłyną na Ciebie – bo wpłyną na pewno :).

      Odpowiedz
  • Kociel

    Zgadzam się ze prawdziwe perełki wśród ludzi nie czuja potrzeby sławy i poklasku 🙂 Twoja historia jest bardzo wzruszająca i pięknie opowiedziana 🙂

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Dziękuję, pozdrawiam serdecznie 😊.

      Odpowiedz
  • Ola

    Rany koguta, myślam że sporo czytam, ale oprócz Tokarczuk nie słyszałam o pozostałych pisarkach:(

    Odpowiedz
  • Ela Noga

    Alez tu dużo podpowiedzi dotyczących tego, po jakie książki warto sięgnąć! Na pewno część z nich przeczytam już wkrótce. Zaczynam od “Opowiadań bizarnych”. Za chwile…

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Elu, zachęcam. Ciekawa jestem Twoich wrażeń – i czy wpłyną na Ciebie w takim stopniu, jak na mnie wpłynęły 😊.

      Odpowiedz
  • Monika Kudryk

    Zaciekawiłaś mnie nową książką Olgi Tokarczuk – nie słyszałam o niej. “Prowadź swój pług przez kości umarłych” to jedna z moich książkowych inspiracji, zresztą film “Pokot” też rewelacyjny. Na pewno zakupię “Opowiadania bizarne”.

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Moniko, niedługo zrecenzuję “Opowiadania bizarne”. Są one, moim zdaniem, kwintesencją filozofii Olgi Tokarczuk. Jej podejście do życia, do świata, do przyrody powinno być wykładane na uniwersytetach ;).

      Odpowiedz
  • Aldona

    Wydaje mi się, że jednak biblią wojowniczek jest „Biegnąca z wilkami”, a Clarissa Pinkoli Estes to prawdziwe guru 🙂

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Ciekawa jestem, czy zdaje sobie sprawę z wpływu, jaki wywarła na tysiące kobiet.

      Odpowiedz
  • Bea

    Ładnie napisane. Biegnąca to też moja wielka inspiracja. Jedz, módl się i kochaj dość przyjemna, zwłaszcza włoskie motywy:) Reszta jeszcze przede mną. Ja z moich inspiracji polecam Ci gorąco późniejszą twórczość Tiziano Terzaniego. Myślę, że Cię zachwyci :)Zacznij od “Nic nie zdarza się przypadkiem” (choć ostatnio trudno ją znaleźć) lub “Koniec jest moim początkiem”.

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Bardzo dziękuję za inspirację! Czytałam jedną książkę Terzaniego, zamieściłam nawet jej recenzję tu, na blogu. Ale chętnie sięgnę do tych, które polecasz 😊.

      Odpowiedz
  • Marta

    “Jedz, módl się i kochaj” była moim czynnikiem zapalnym do działania. 😉

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Marta, przeczytaj też w takim razie “Wielką Magię”. Tam to dopiero iskrzy :)!

      Odpowiedz
  • Michał

    Ooo znam tylko “Jedz, módl się, kochaj” ale na pewno i z czasem zapoznam się z innymi tytułami 🙂

    Odpowiedz
  • Olka

    Biegnąca z Wilkami kupiłam już prawie rok temu, ale nie miałam czasu po nią sięgnąć. Teraz mam motywację, by w końcu to zrobić 🙂

    Odpowiedz
  • Sikoreczka

    Życie jest niesamowite. Nigdy nie wiemy kto stanie na naszej drodze. Na Twojej wspaniałe profesorki i niesamowite książki. Też coś podobnego w życiu przeżywałam za młodu 😀

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Cieszę się, Sikoreczko, ze również trafiłaś na wspaniałe inspiracje.

      Odpowiedz
  • Inga

    Tyle świetnych pozycji, aż wstyd się przyznać że żadnego tytułu dotąd nie znałam 😉

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Przeczytaj choć jedną z nich, a na pewno Cię odmieni. Serio, serio :).

      Odpowiedz
  • Michał Kucharski

    Książka Olgi Tokarczuk czeka na mnie w kolejce ale juz wiem, że nie będzie to zwykła przygoda czytelnicza 🙂

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Zdecydowanie – to nie są zwykłe opowiadania :).

      Odpowiedz
  • swiat karinki

    Tylko jedną z wymienionych książek mam za sobą, za to już wiem co musze jeszcze dopisać do swojej czytelniczej listy

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Dopisuj i czytaj – na pewno nie pożałujesz.

      Odpowiedz
  • Monix

    bardzo ciekawy i inspirujacy wpis. To co napisalas jest bardzo glebokie i ciesze sie, ze odnalazlas siebie. A co do pozycji, ktore wymienilas, to z checia zapoznam sie z niektorymi 🙂

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Accessibility
Font Resize