Refleksje

Spowiedź nałogowca

Czytanie jest jak nałóg, pisanie również nim bywa. Trudno jest wyobrazić mi sobie dzień bez słowa pisanego, bez wciągania kolejnych linijek niczym białego kokainowego proszku. Bywa jednak i tak, że w codziennej pogoni za szczęściem, które nijak nie chce dać się złapać, zanurzam się w szlamie słów złych, niepotrzebnych, w zatęchłym błotku fejsbukowych opowieści dziwnej treści i portali, w których hitami są historie o elewacyjnych matkach boskich i niebieskich śmiercionośnych wielorybach.

Tak, wciągnąć mnie bardzo łatwo, szczególnie gdy jestem zmęczona i łapię zadyszkę. Praca, dom, dzieci, pilne, choć mało istotne zadania stanowią ogromną część mojego życia. Moja dusza żywi się wtedy fast foodem, nie dostaje istotnych dla siebie składników. Bywa, że fast food również tworzę, wkręcając się w miałkie i nijakie dyskusje, przekonując przekonanych, złoszcząc oponentów. Znacie, to, któż by nie znał, wiecie o czym mowa – naszych legendarnych już podziałach na ludzi, którzy mają rację i tych stojących tam gdzie ZOMO, przy czym zawsze stoją tam ci, co mają inne od naszych poglądy.

W tym codziennym miałkim egzystowaniu cały czas mam świadomość, że robię sobie źle, że tak nie powinnam, że rozmieniam się na drobne. Jeśli chcę tworzyć wykwintną ucztę dla ducha, jeśli mam jeść dobrze, zdrowo oraz rozmaicie, powinnam zmykać jak najdalej od medialnych Big Maków. Od czasu do czasu – owszem, mała daweczka, choćby po to, by wiedzieć, o czym szumią polskie wierzby, lecz niech to będą ilości homeopatyczne. I na Boga, Gośka, nie dawaj się wciągnąć w produkcję kolejnych nic nie znaczących znaków, nie powiększaj pulpy pikseli, której żywotność trwa krócej niż życie jętki jednodniówki, a znaczenie jej bywa podobnie znikome.

Tak sobie obiecuję, wychodzi różnie. Dbanie o zróżnicowane i wartościowe posiłki dla ducha jest nieraz trudniejsze niż o te dla ciała. Ile zresztą razy zaczynałam dietę – zero słodyczy, dużo warzyw, mało klusek. Trudno o konsekwencję, gdy jest się nałogowcem, gdy nie wiadomo po co czytasz skład szamponów i wszystkie reklamy w metrze. Dlatego tak bardzo istotne są dla mnie wszelkie publikacje o minimalizmie, o wyznaczaniu priorytetów, o eliminowaniu bodźców. Bo gdy nareszcie zasiadam do oczyszczonej przestrzeni, gdy docieram do momentu skupienia, który pozwala mi wycisnąć esencję i zastąpić banał czymś, co może zyskać status smakowitego kąska, przeżywam niezwykłą satysfakcję. Prawdziwy haj, nie do porównania z niczym innym.

Życzę Wam samych smakowitych potraw. Jeśli tak jak ja masz problem z ustawianiem priorytetów, polecam blog Katarzyny Kędzierskiej Simplicite, dowcipną Magię Olewania autorstwa Sary Knight i Skup się Leo Babauty.

Autor zdjęcia: David Dawson



2 komentarze

  • Zakochana w sztuce

    Cudowny wpis! Jako polonistka nie wyobrażam sobie życia bez liter i oczywiście bez właściwego pokarmu dla duszy. Wszystkiego dobrego dla Ciebie!

    Odpowiedz
    • Małgosia

      Bardzo dziękuję :*. Ja też traktuję litery jak powietrze, bez nich się nie da i już :).

      Odpowiedz

Zostaw komentarz

Accessibility
Font Resize